Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności
Design subiektywnie / Książki
04.05.2017 / Emilia Branecka-Ledwoń

Design dla dzieci

 

 

Powiedzenie "nie oceniaj książki po okładce" jest prawdziwe wyłącznie w znaczeniu przenośnym, kiedy nie dotyczy... książek a szczególnie książek, czy w ogóle zabawek dla najmłodszych. Zalecenie w tym przypadku powinno brzmieć przeciwnie. Oceniajmy to, co trafia do rąk naszych dzieci. Cenzura jest w tym przypadku jak najbardziej wskazana i polecam ją wbrew przekonaniu, w mojej opinii mylnemu, że w imię poszanowania autonomii naszych pociech, w ogóle nie należy narzucać im swoich gustów estetycznych i pozwalać na samodzielny wybór przedmiotów, którymi się otaczają.

Po pierwsze, wybory zakupowe naszych dzieci nigdy nie są samodzielne. Autonomia konsumencka w naszych czasach jest trudno osiągalna nawet dla dorosłego. W przypadku dzieci to jedynie założenie teoretyczne, myślowy konstrukt. Jeśli nie my, "pomoże" dzieciom wszechobecny, skierowany bezpośrednio do nich, marketing lub presja rówieśników. Po drugie uważam, że kształtowanie wrażliwości estetycznej jest elementem wychowania tak samo ważnym jak. np. dbanie o zdrowie i higienę czy nauka empatii. To my, jako rodzice jesteśmy odpowiedzialni za stworzenie pozytywnych wzorców, również w tej dziedzinie. Jesteśmy przecież głównym łącznikiem naszych dzieci z kulturą.

 

 

Będąc z jednej strony przekaźnikiem kulturowego dziedzictwa, wprowadzając dzieci w świat osiągnięć poprzednich pokoleń powinniśmy jednocześnie pozwolić im wypracować mechanizmy krytycznego odnoszenia się do tegoż dziedzictwa. Wyrobienie odruchu krytycznego myślenia jest w ogóle jedną z najważniejszych rzeczy, z którą wysyłamy dorosłe dzieci w świat. Staje się to bardzo ważne w rzeczywistości rynkowej, zdominowanej przez reklamę i niewidzialną hegemonię wielkich marek. Podsuwając, maluchom mądrze zaprojektowane przedmioty dajemy im więcej wolności niż mogłoby się wydawać. Otwieramy przed nimi nowe, alternatywne rzeczywistości myślowe, na przykład poprzez zburzenie przekonania o tym jak powinna wyglądać zabawka czy książka.

No właśnie, wróćmy do książki. Graficzna strona wydawnictw dla dzieci jest, w moim przekonaniu, tak samo ważna jak tradycyjnie rozumiana treść. Z własnego dzieciństwa pamiętamy głównie te książki, które wyróżniały się nieprzeciętnymi ilustracjami. To one pobudzały naszą wyobraźnię i odcisnęły się w naszej pamięci, zostały nośnikiem wspomnień. 

 

 

 

W nowocześnie zaprojektowanej książeczce jej strona wizualna jest składową treści, zespala się z nią. Granice pomiędzy jednym i drugim znikają. Czyż to nie jest bliższe dziecięcemu patrzeniu na świat? 

Wygląd, forma przedmiotów, które dzieci otrzymują do zabawy powinna pozostawiać im pole do swobodnej twórczości, pobudzać ich kreatywność i wolne(!) myślenie. Tymczasem grzechem kiczu jest przesadna dosłowność. Próba, zwykle nieudolna, oddania rzeczywistości niejako w skali 1:1, tyle że z pominięciem jej wad czy złych stron. Taki polukrowany hiperrealizm, bez cienia tajemnicy. Dodatkowo cechuje go swoisty horror vacui  - przezwyciężony przed tysiącami lat w sztuce lęk przed pustą przestrzenią. Objawem tej "choroby" jest również użycie wszystkich dostępnych kolorów farby drukarskiej czy plastiku. Podejście "na bogato" znają dobrze rodzice najmłodszych. Nie raz zapewne zastanawiają się czy naprawdę tzw. zabawka rozwojowa musi jednocześnie jeździć, mówić, świecić, grać i trąbić a także być we wszystkich odpustowych wersjach kolorów tęczy? Gdzie tu miejsce na rozwój? Nie dziwi mnie, że takie zabawki wyjątkowo szybko się nudzą. Sposób ich użycia jest na ogół tylko jeden, ściśle narzucony przez producenta.

 

 

Za kontrprzykład niech posłużą klasyki literatury skandynawskiej takie jak Pippi Pończoszanka Astrid Lindgren, której kultowe ilustracje autorstwa Ingrid Nyman ograniczają się do czterech podstawowych kolorów, czy seria Julek i Julka Annie M. G. Schmidt z oszczędnymi czarno-białymi ilustracjami Fiep Westendorp narysowanymi piórem. Nie ma nic bardziej mylnego niż przeświadczenie, że dzieci lubią tylko to, co maksymalnie kolorowe i krzykliwe.

Nieprawdziwe jest również myślenie o designie jako czymś dla dzieci nieprzystępnym, zbyt trudnym w odbiorze. To my, dorośli możemy uczyć się od dzieciaków niestereotypowego myślenia. Wyjście poza schemat jest trudne dla dorosłego, nie dla dziecka, a to z tej prostej przyczyny, że dziecko nie zdążyło schematów jeszcze nabyć. Dlatego przemówią do niego zabawki zaprojektowane z zacięciem artystycznym, formalnie niedopowiedziane lub te tradycyjne, bardzo proste, mogące stać się czym tylko chcemy dzięki odrobinie wyobraźni.

Wszystko zależy jednak od konkretnego młodego człowieka, jego indywidualnych predyspozycji, preferencji i zainteresowań. Trafiony prezent uwzględnia przede wszystkim upodobania obdarowywanego. Dziecko nie jest wyjątkiem od tej reguły. Zanim coś kupimy zastanówmy się kim jest, co lubi a co je nudzi. Czy mamy do czynienia z żądnym wiedzy neurotykiem, ruchliwym poszukiwaczem ekscytujących przygód, artystyczną duszą czy estetką. Gra planszowa czy raczej hula hop? Encyklopedia czy książeczka po której można do woli mazać? Niezależnie od tego którą rzecz wybierzemy, zwróćmy uwagę na piękny design. Dzieci, wbrew temu co sądzą niektórzy, także go docenią.

"Szkice z przyszłości" wydawnictwo Papierówka

Oczywiście zupełnie nie wyeliminujemy tych masowo produkowanych zabawek z życia i pokoi naszych dzieci. Wcale też nie musimy tego robić. Gdzie zatem znaleźć złoty środek? Jak ograniczyć ilość przedmiotów wątpliwej jakości estetycznej posiadanych przez nasze dzieci? Na to w każdej rodzinie odpowiedź będzie inna. Osobiście nie jestem zwolenniczką zakazywania starszym dzieciom kupowania pewnego typu zabawek dlatego, że wydają się nam szkaradne czy kontrowersyjne. Zamiast tworzenia nieosiągalnego tabu, co paradoksalnie może sprawić, że zabawka będzie tym bardziej pożądana, rozmawiajmy z dziećmi o tym co nas w owej zabawce niepokoi czy budzi nasz sprzeciw. Nie zabraniajmy całej rodzinie kupowania dziecku Barbie, jeśli jest w pewnym momencie obiektem westchnień. Zwróćmy jednak mimochodem uwagę na to, że żadna żywa kobieta nie mogłaby mieć takich proporcji ciała, obcasy nie są wygodne na co dzień i że to dobrze, że jako ludzie różnimy się od siebie wyglądem i cechami charakteru. Dla każdej małej księżniczki (i księcia) i tak najważniejsze jest to co mówią (i robią!) rodzice. Poza tym bawmy się czasem z naszymi dziećmi! Uczestniczmy w ich zabawach i przypatrujmy się im. Zdziwimy się jak wiele możemy się z nich dowiedzieć, także o sobie. Jeśli chodzi o zabawki to "nie dajmy się zwariować" i nie "napinajmy się" za bardzo. Niech będą różne. Kultura masowa jest częścią naszego świata i świata najmłodszych. Nie uciekniemy od tego i nie musimy. W końcu pluralizm czy wielokulturowość jest najwyższą, jak dotąd, formą rozwoju ludzkich wspólnot. Niech więc pokój naszego dziecka pozostanie tym radosnym, postmodernistycznym miksem. Mieszanką popkultury i klasyki, przyszłości i tradycji. Główna zasada głoszona przez psychologów mówi przecież, że najważniejsze jest nie to czym dzieci się bawią ale jak to robią. Nieważne czy na "przyjęcie" przyjdzie drewniana matrioszka czy Furby, brązowy miś bez ucha czy różowy kucyk. Ważne kim są dla dziecka i kim się staną w tej jednej zabawie. W kogo się przemienią. Przecież każdy, jeśli się postara, może być tym, kim tylko chce, prawda? 

 

Tematu podziału na tzw. zabawki dziewczęce i chłopięce nie będę szczególnie rozwijać ponieważ jestem przekonana, że nasi czytelnicy nie należą do rodziców zabraniających synom uczesać lalkę w warkocz czy pograć w grę "dla dziewczyn" a córkom zagrać w piłkę nożną czy majsterkować. Na ten temat wszystko, mam wrażenie, zostało już powiedziane. Statystyka oczywiście nie kłamie i podział zainteresowań, mniej więcej, reprezentuje większość populacji. Co nie znaczy, że mamy ulegać stereotypom. Wręcz przeciwnie zachęcajmy dzieci do zabaw uważanych za przypisane do przeciwnej płci. Pozwoli im to wykształcić potrzebne w dorosłości cechy, których na co dzień nieświadomie czy z rozpędu (bo wierzę, że nie z przekonania) się nie premiuje. Na przykład dziewczynkom zaradność, siłę a chłopcom opiekuńczość czy empatię.

    

 

Z wieloma rzeczami, takimi jak zdobycze cywilizacji, dzieci doskonale poradzą sobie same. Postęp technologiczny zaczął nas bowiem wyprzedzać i to nasze dzieci stają się ekspertami, głównymi użytkownikami i odbiorcami jego coraz to nowych wytworów. My pogódźmy się ze swoją rolą i bądźmy ich świadomym łącznikiem z przeszłością. Stańmy się autorytetem również w dziedzinie dobrego smaku. Stawiajmy na dobry design!