5 ptasich opowieści czyli o małym wielkim designie

 

W tle opowieści o rzeczach błahych stoi często historia przez wielkie H. W tym przypadku jest to historia designu. Za każdym, nawet najmniej wydawałoby się poważnym projektem, aby ten mógł odnieść sukces, musi stać pewna prawda. Projekt musi być uczciwy. Poniższe pięć krótkich opowieści to historie o takich właśnie przedmiotach.

Łączy je wszystkie dążenie do doskonałości – poszukiwanie idealnych proporcji, perfekcyjne wyważenie akcentów, zachowanie równowagi dosłownej i w przenośni. Celem projektantów było uzyskanie minimalistycznej prostoty formy przy maksymalnej przystępności przekazu. To właśnie, a nie przypadek sprawia, że niektóre przedmioty tak do nas przemawiają. Zyskują tę słynną duszę, własną osobowość.

W czym jeszcze przejawia się uczciwość projektu? W chęci oddania wiernie istoty przedstawianej postaci, zaczerpniętej bezpośrednio z przyrody lub też z własnej wyobraźni autora. Również w skromności, pokorze i pietyzmie w podejściu twórcy do materiału, budulca dla swojego projektu. Czy jest to drewno, stal, porcelana czy szkło. Każde tworzywo ma swoją niepowtarzalną naturę, którą dobry projekt wydobywa i podkreśla.

Wspomnieć należy też o twórczym odniesieniu do kulturowego dziedzictwa (w formie wykorzystania tradycyjnego rzemiosła lub odwołania do motywów ludowych). I wreszcie o nieodzownym jak dla mnie czynniku – poczuciu humoru. Dystans do własnego dzieła to podstawa dobrego projektu, który na pewno docenią odbiorcy.

 

 1. O czym ćwierkają wróbelki? – Ptaszki z Kuźni Skały 

Na początek projekt, który wykluł się zupełnie niedawno, w niewielkiej kuźni pod Krakowem należącej do Marcina Skalskiego (zwanego przez znajomych Skałą), z wykształcenia architekta. Ptaszki, które absolutnie podbiły moje serce wykonywane są przez ich twórcę metodami rzemieślniczymi, z własnoręcznie obrabianego drewna (nie są toczone!) oraz ręcznie wykutych elementów stalowych (nóżki i dzioby). Każdy egzemplarz jest więc niepowtarzalny jak niepowtarzalny jest każdy ich element.

Ponieważ ptaszki trafiły nie tylko w mój gust, ale zrobiły prawdziwą furorę w internecie oraz na popularnych targach hand made designu (podczas ostatnich Targów Rzeczy Ładnych wyprzedały się na pniu), biznes rozwija się w szybkim tempie. Pomimo braku (jak na razie) strony internetowej, zainteresowanie figurkami ciągle rośnie. Do pierwszej, dębowej wersji dołączyły już ta z drewna orzechowego oraz czarna, z opalanego jesionu  ze złotym dzióbkiem. Figurki można kupić w showroomach i butikach sprzedających polski design takich jak LUMANNdesign w Gdańsku, Rzeczy Same w Krakowie, Cloudmine czy Decodialogue w Warszawie. Projekt został także pokazany przez Mobilny Instytut Kultury

Kuźnię Skały czyli Stone’s Forge śledzić można na Facebooku i Instagramie

Więcej o tym jak powstają ptasie figurki przeczytacie na blogu Na Manowce

 

2. Eames House Bird – Ptasi celebryta wszechczasów – Jak trafił na salony?

 

 

Eames house bird to chyba najbardziej znany osobnik w świecie designu. Chociaż podpisuje się nazwiskiem słynnego amerykańskiego małżeństwa, nie został zaprojektowany przez duet projektantów – Ray i Charlesa Eames. Przez 50 lat był jednak lokatorem i najczęściej fotografowanym modelem w ich Kalifornijskim domu, który stał się klasykiem i kamieniem milowym światowej architektury. Figurka pozowała także do plakatów prezentujących projekty mebli utalentowanej pary. Oryginalnego ptaka z salonu Eamsów, jako amerykański motyw ludowy, wykonał w 1910 roku Charles Perdew.

 

 

Firma Vitra, która produkuje znane (i chyba najczęściej na świecie podrabiane) projekty małżeństwa Eamsów, wykonała wierną kopię odwzorowującą kształt oryginalnej figurki i wprowadziła ją do produkcji. Ptaszka wykonano z drewna olchowego, lakierowanego na czarno. Tradycyjna wersja doczekała się już także towarzystwa – figurki z drewna orzechowego.

3. Shorebird – arystokrata z północy

 

Serię ozdób Shorebird dla marki Normann Copenhagen zaprojektował islandzki projektant Sigurion Palsson. Wykonane są z litego drewna dębowego. Projekt charakteryzuje surowy, skandynawski styl. Prostota formy oddaje jednak charakter żywych ptaków, figurki zdają się być zatrzymane w ruchu. Subtelne różnice nadają każdemu z nich odrębną osobowość.

Inspiracją dla największej figurki był kulik. Ptak o arystokratycznych ruchach, długich nogach, długiej szyi i długim, lekko zakrzywionym dziobie. Kroczący powoli i ostrożnie, niczym dystyngowany gentleman. Figurki z serii Shorebird dostępne są m. in. w salonach i sklepie internetowym MOMAstudio

4. Ćmielów – polska szkoła designu

To również Kulik – projekt Henryka Jędrasiaka z 1958 roku dla fabryki porcelany w Ćmielowie.

Figurki ptaków oraz innych zwierząt tworzone na podstawie projektów wybitnych polskich twórców w Polskich Fabrykach Porcelany Ćmielów to prawdziwy skarb rodzimego wzornictwa. Na przełomie lat 50tych i 60tych powstała cała seria niezwykłych wzorów, których autorami byli m. in. Hanna Orthwein, Mieczysław Naruszewicz, Henryk Jędrasiak czy Lubomir Tomaszewski.

Łabędź Królewski. Projekt: Mieczysław Naruszewicz 1960r.

Jedna z ćmielowskich figurek – Kiwi, projekt stworzony w 1958 roku w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego przez  mistrza, Lubomira Tomaszewskiego, doczekała się reinterpretacji. Współczesną wersję zaprojektowała dla Ćmielów Design Studio łódzka projektantka, Agnieszka Tomalczyk.

Seria KIWI 2014 (grupa trzech ptasich figurek) to nowoczesna, nawiązująca do origami, geometryczna forma stworzona przy pomocy nowoczesnych technologii, takich jak druk 3D. Tak o KIWI mówi sama projektantka:

Mój pomysł obejmuje stworzenie przeciwwagi dla organicznej formy, poprzez nadanie jej geometrycznego kształtu, przy jednoczesnym zachowaniu naturalnego gestu ptaka w danym ujęciu. Trzy formy figurek oddają trzy konkretne sytuacje z codziennego życia ptaka. Odniosłam się do jego naturalnych gestów (…) Pierwsza pozycja, jaka przykuła moją uwagę, a którą również zawarł w swojej pracy Lubomir Tomaszewski – to kiwi, które poszukuje jedzenia w trawie i liściach. Ptak przybiera pozę, w której wydaje się być podparty na dziobie. Dwie następne odnoszą się kolejno do: odpoczynku, w którym ptak przechylony jest na bok, oraz czuwania, gdzie zwierzę lekko ogląda się za siebie z zadartym ku górze dziobem.”

5. Birds by Toikka – niezłe stadko

Ostatni z naszych bohaterów powstają dla znanej fińskiej marki Iittala. Projektuje je od lat, jeden z najznakomitszych fińskich projektantów szkła, profesor Oiva Toikka.

Jest on autorem całych ptasich serii, pełnych bajecznych, różnokształtnych i wielobarwnych form. Twórczość Toikki odbiega na pozór od fińskiego kanonu oszczędnego w wyrazie, surowego, skandynawskiego designu. Jego projekty przywodzą na myśl raczej wzory projektantów z południa Europy, pełne koloru i niczym nie poskromionej fantazji.  W istocie jednak forma jego figurek jest doskonale prosta, podkreślająca szlachetność materiału jakim jest szkło.

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze stron producentów.

Ten wpis dedykuję mojej Mamie – już Ona wie dlaczego 🙂

HOP Design – przedmioty z zasadami

O tym, że cenią dobry design nie trzeba wspominać – to oczywiste. Produkują ponadczasowe, piękne przedmioty z ekologicznych surowców. „Zawsze marzyliśmy o tym by otaczać się produktami trwałymi, z naturalnych materiałów, tworzonymi z dbałością o środowisko naturalne” – wyznają.  Ich produkty cechuje wysoka jakość wykonania oraz dbałość o każdy detal. Wszystkie przedmioty produkowane są lokalnie, metodami rzemieślniczymi.

Poduszki z najnowszej serii pościeli „Ogród Botaniczny” – wersje: „o zmierzchu” i „o świcie”

Kto za tym stoi?

Brand HOP Design tworzy duet, prywatnie małżeństwo: Kinga Chmielarz-Hulak – projektantka, absolwentka Wydziału Form Przemysłowych ASP w Krakowie oraz Konrad Hulak, który zajmuje się częścią biznesową przedsięwzięcia i marketingiem.

Miłość wolna od uprzedzeń

Free Love to nagrodzona w tym roku prestiżowymi nagrodami pościel, której wzór symbolicznie nawiązuje do miłości fizycznej. Ukazuje jej piękno, niezależnie od postaci jaką przybiera. Ideę promuje sesja zdjęciowa, w której wystąpiły pary zarówno różnych jak i tej samej płci. Wzór zaprojektowały dla HOP Magda Pawlas i Dominika Wysogląd z Marmolada Design.

Pościel Free Love została ostatnio wyróżniona w European Product Design Award. Jury doceniło odważny, społeczny aspekt produktu, który promuje miłość ponad podziałami.

Produkt otrzymał również tegoroczne wyróżnienie must have przyznane przez Łódź Design Festival 2018. Marka Hop Design to seryjny laureat tej nagrody. W 2015 r otrzymała je za lampę TOTEM,  w 2016 za pościel PURE, 2017 za koce RURU.

Drzemka w lastriko

Wzór free love był pierwszym z serii pościeli graficznych. W kolekcji wyróżnia się także wzór Terrazzo. Materiał, w Polsce od lat znany jako lastriko, został ostatnio w architekturze przywrócony do łask i jest aktualnie jednym z najgorętszych trendów wnętrzarskich podbijających internet.

Pościel z kolekcji Graphic wykonana jest w 100% z bawełny o delikatnym satynowym splocie, który czyni ją niezwykle miękką i miłą w dotyku. Warto dodać, że poszewki dostępne są we wszystkich możliwych rozmiarach pościeli.

Zaczęło się od lampy

Lampa Woody TOTEM to pierwszy projekt Hop Design i debiut marki w świecie rodzimego designu. Projekt Kingi Chmielarz został dobrze przyjęty zarówno przez odbiorców jak i krytyków m. in. jury wspomnianego konkursu must have. Lampa składa się z prostych elementów, wykonanych ręcznie z toczonego, lakierowanego drewna bukowego. Moduły nawleczone są na kabel w tekstylnym oplocie.

Seria lamp Woody TOTEM jest, jak mówi ich twórczyni „efektem poszukiwań polskich tradycji projektowania i fascynacji aktywnością z początku XX wieku, kiedy na styku działalności artystów i rzemieślników powstawały niepowtarzalne produkty w ramach Krakowskich Warsztatów”.

Kolejnym udanym projektem jest utrzymana w podobnej stylistyce stojąco-wisząca lampa Latarnia.

Mniej znaczy więcej

Produkcja ze szlachetnych, naturalnych materiałów, będąca credo marki,  okazała się strzałem w dziesiątkę.  Połączenie jej ze wzorniczym minimalizmem stało się przepisem na sukces, także rynkowy. Bestsellerami HOP Design pozostają bowiem pościel Pure oraz pledy Ruru i Yeti.

Pościel Pure wykonana jest w 100% z czystej bawełny o splocie płóciennym o podwyższonej gramaturze. Tradycyjna pościel płócienna – perkalowa jest wyjątkowo odporna na przetarcia i mechacenie. Jest łatwa w pielęgnacji. Można ją prać i prasować w wysokiej temperaturze, suszyć w suszarce, czyścić chemicznie, a także krochmalić. Charakteryzuje się także wysoką absorbcją wilgoci.

Pościel jest jednolita, w uniwersalnych i przygaszonych kolorach: białym, dwóch odcieniach szarości, brudnym różu, pastelowym błękicie, granacie oraz szałwiowej zieleni. Poszwy na kołdry i poduszki sprzedawane są oddzielnie, co umożliwia ich dowolne łączenie na zasadzie mix and match.

Koce Ruru (prążkowane) i Yeti (gładkie) tkane są w Polsce. Tworzą je mistrzowie tkactwa w zakładzie rzemieślniczym, który od pokoleń specjalizuje się w tej profesji. Sukno przygotowywane jest z wysokiej jakości ekologicznych włókien z owczej wełny z pastwisk Nowej Zelandii.

Wełna z owiec narażonych na skrajne temperatury przez lata nabrała wyjątkowych właściwości: w naturalny sposób reguluje temperaturę, zapewniając ciepło w zimie i przyjemny chłód w lecie, oddycha i odprowadza wilgoć na zewnątrz, a sama pozostaje sucha, nie wchłania zapachów, jest antyalergiczna i antybakteryjna, ma właściwości lecznicze, jest materiałem odnawialnym.

Źródło: hop-design.eu

Refleksje o designie. Po Łódź Design Festival 2018

Co o nas mówi najnowsza technologia? Czy stworzyliśmy nową kategorię bytów? Którym finalistom przyznałabym make me!? Jaki niecodzienny przedmiot zdobył moje serce i którą wystawę pokochał Instagram?

Łódź Design Festival, najważniejsze tego typu wydarzenie w Polsce, nie kazał w tym roku czekać na siebie aż do października. Odbył się w dniach 19-27 maja 2018. Hasłem przewodnim tegorocznej 12. edycji były REFLEKSJE. Organizatorzy postanowili sprowokować nas do krytycznego namysłu nad współczesnym designem, w kontekście relacji człowieka z otaczającym go światem.

Klopsiki jutra – wystawa Nothing but flowers
Stek z włóczki – wystawa Nothing but flowers

Wystawa główna Nothing but flowers/Nic oprócz kwiatów, przygotowana przez Łódź Design Festival i kuratorkę Agatę Połeć, poruszała temat stosunku współczesnego człowieka do technologii. Technologii rozumianej jako nowoczesne wynalazki, robotyzację, automatyzację, cyfryzację – ale także osiągnięcia naukowe, eksperymenty biologiczne, sztuczną inteligencję i szeroko pojęty Internet. Cyfryzacja usprawnia wiele dziedzin naszego życia, ale także wzbudza obawę przed wykluczeniem, odstawieniem na boczny tor, wypadnięciem z obiegu, utraceniem sprawczości i unikalności.

Macki tego urządzenia to głośniki odtwarzające słowo „Bóg” w wielu różnych językach, za każdym razem kiedy użyją go użytkownicy platformy Twitter – Noriuki Suzuki, “Oh my ( )” – wystawa Nothing but flowers.

Granice między człowiekiem a technologią coraz bardziej się zacierają. Jak każda podróż w nieznane, proces ten choć ekscytujący jest również źródłem niepokoju. Fascynacja miesza się z lękiem i poczuciem zagrożenia. Obawiamy się utracenia własnej, uprzywilejowanej pozycji, o to, że możemy zostać przez nowe technologie zastąpieni a nawet, że ich rozwój obróci się przeciwko nam.

Nastrój wystawy oddawał z pewnością ową mieszaninę niepokoju i zaciekawienia. Zebrane prace, z pogranicza designu i sztuki współczesnej, z naciskiem na to drugie, każda na swój sposób i własnym językiem, rozkładała nasz związek z nowymi technologiami na czynniki pierwsze. Ich autorzy stawiali pytanie o to jak technologia, wpływając na naszą codzienność, wpływa na naszą tożsamość.

wystawa Nothing but flowers

Na postęp technologiczny patrzymy zwykle wyłącznie z punktu widzenia pragmatycznego. Nie zastanawiamy się nad jego filozoficzną czy duchową stroną. Wystawa „Nothing but Flowers” nas do tego skłaniała, rozważając na przykład niemożność przezwyciężenia egzystencjalnej samotności jednostki pomimo „podłączenia” jej do mega-quasi-wspólnot, którymi są media społecznościowe. Czy w takim razie nowe technologie wpłyną na to kim będziemy? Na pewno. Wkrótce będziemy musieli przeformułować obowiązujące definicje człowieczeństwa.  Zastanowić się na przykład, jak sugeruje jedna z przedstawionych na wystawie prac, czy Siri, Alexa i ich coraz doskonalsze wersje stanowią nową kategorię ontologiczną – czy są nowym rodzajem bytów? Skłania do refleksji, prawda?

Wykrywacz rozpaczy. W momencie pojawienia się na Twitterze wpisu na temat samobójstwa, wskazówka oskrobuje z bloku trochę węgla – Fujita Keisuke, „Voltaic Realism”- wystawa Nothing but flowers.

Z roku na rok młodzi projektanci coraz mocniej zaznaczają swoją obecność nie tylko na festiwalach ale w świecie projektowania w ogóle. Podczas tegorocznego ŁDF Mocno wyróżniły się właśnie te wystawy, które prezentowały prace młodego pokolenia projektantów, studentów i absolwentów kierunków artystycznych i projektowych. To w ich pracach widzimy przemiany jakim w ciągu ostatnich kilkunastu lat uległo podejście do dizajnu i sposób projektowania. Ich projekty są odbiciem problemów z jakimi boryka się współczesny świat. Jak mówią organizatorzy przeglądu „Graduation Projects” to na niełatwą często rzeczywistość reagują młodzi projektanci, wykorzystując narzędzia swojego zawodu i własną wrażliwość do szukania odpowiedzi na wyzwania świata, w którym żyją.

Wrażliwość jest elementem kluczowym. Wrażliwość jako empatia, otwarcie na perspektywę różnych, często nieuprzywilejowanych grup społecznych czy jednostek. Wrażliwość autorów jest motorem do działania, jednak same projekty muszą bronić się mocnym osadzeniem w realiach. Poprzedzać je musi rzetelna praca badawcza, dogłębne poznanie problemu, który projektant pragnie rozwiązać. Z tym ostatnim jest w mojej opinii z roku na rok coraz lepiej. Pokazała to m. in.  pokonkursowa wystawa „make me!”

make me! – jeden z filarów Łódź Design Festival – międzynarodowy konkurs dla młodych projektantów, na koncepcje produktów, technologii czy usług gotowych do wdrożenia lub produkcji. Obecnie jeden z najważniejszych międzynarodowych konkursów dla projektantów młodego pokolenia. Celem konkursu jest wsparcie rozpoczynających swoją drogę zawodową projektantów w starcie. Do tegorocznej edycji zgłosiło się 217 projektantów i grup projektowych z 23 krajów. Jury wybrało 29 projektów, które zostały zaprezentowane na wystawie.

Jak piszą organizatorzy konkursu „make me!” dedykowany jest on wszystkim, których do procesu projektowego zapala impuls wywołany dostrzeżeniem potrzeby lub problemu. Wyróżnione w tym roku projekty odzwierciedlają przekrój tematów, takich jak ochrona środowiska czy potrzeby osób niepełnosprawnych, które pobudzają myślenie projektowe młodych ludzi, traktujących swoje zadanie poważnie i odważnie się z nim mierząc.

Nagrodę główną otrzymała Małgorzata Załuska za projekt „Simpla” – indywidualizowaną, zewnętrzną protezę piersi generowaną z wykorzystaniem technologii skanowania oraz drukowania przestrzennego. Simpla to narzędzie dla kobiet po mastektomii jednostronnej, które umożliwia tworzenie zewnętrznych protez piersi. Użytkowniczka wykonuje serię zdjęć swojego popiersia; na ich podstawie aplikacja generuje skan 3d. Bazowy model protezy stanowi lustrzane odbicie zdrowej piersi. Po zatwierdzeniu parametrów (rodzaj, struktura, kolor) projekt wysyłany jest do druku. Użytkowniczka otrzymuje przesyłkę z gotowym produktem. Dzięki zastosowanej strukturze, proteza swoim zachowaniem fizycznym, naśladuje ludzkie ciało.

Nagrody specjalne otrzymały projekty Ryana Yasina z Wielkiej Brytanii – „Petit Pli : Clothes That Grow (Ubranka, Które Rosną)” oraz Róży Rutkowskiej – „SCOBY: opakowania, które żyją”.

Misją Petit Pli jest redukcja marnotrawstwa i generowania śmieci w świecie mody. Ubrania Petit Pli rosną o 7 rozmiarów zachowując swoją sylwetkę. Oznacza to m. in. mniejsze marnotrawstwo materiału przy produkcji, a także mniejszą ilość pracy i transportu (emisja CO2). Pomysł na pewno warty dostrzeżenia i rozwinięcia. Genialny ale prosty jedynie pozornie. Kluczem było opracowanie specjalnego sposobu plisowania – takiego, by po rozciągnięciu ubranko trzymało fason. Do dopracowania byłby sam materiał. Ten prototypowy przekonuje raczej do wykorzystania głównie na okrycia wierzchnie.

SCOBY to organiczny materiał opakowaniowy, który karmiony jest wyciągiem z odpadów rolniczych.  Spełnia funkcję membrany, która przedłuża trwałość produktu i może być zjedzona wraz z zawartością lub służyć za kompost. SCOBY jest hodowane przez rolnika nie tylko w celu produkcji opakowań, ale także ze względu na cenny produkt uboczny, który nie tylko nie zaśmieca środowiska, ale wręcz je wzbogaca. Kolejny projekt, który udowadnia, że… można. Da się produkować i sprzedawać żywność unikając szkodliwej chemii.

Jak co roku mam również swój prywatny ranking  prac konkursowych. Swoje typy i własnych ulubieńców. Jako, że konkurs w swoich założeniach wskazywać ma najlepsze projekty gotowe do wdrożenia, ja również przy wyborze trzymałam się tego klucza.  Make me! czyli Zrób/wyprodukuj mnie!  Oto kilka projektów, na które warto zwrócić uwagę:

Komorebi projektu Leslie Nooteboom pozwala na tworzenie naturalnych doznań świetlnych w pomieszczeniach. Lampa emituje oświetlenie, które można spotkać w przyrodzie. Losowość jest ważnym aspektem tej technologii, przybliżając ją do prawdziwej natury, a nie do powtarzalnego sztucznego oświetlenia. Ten projekt jest nieco efemeryczny, może mniej praktyczny ale mnie ujął na tyle, że chętnie weszłabym w posiadanie tej małej, sprytnej „lampki”. Myślę, że pomysł miałby szansę na udany crowdfunding.

Lustro MINIMUM stworzone z pojedynczego elementu to najprostsza, czysta forma pozwalająca na masową, przemysłową produkcję. Głównym założeniem projektu było sprowadzenie procesu tworzenia do minimum. Proces ten rozpoczyna się od laserowego wycięcia obiektu w stali nierdzewnej. Płaską powierzchnię poddaje się polerowaniu do uzyskania tafli lustrzanego odbicia. Po wygięciu profilu podstawę maluje się proszkowo. Innowacyjność projektu polega na użyciu nietłukącego się materiału. Zdaniem twórczyń, nazwa MINIMUM definiuje wszystkie zalety produktu. Są nimi minimalistyczna, graficzna, przyjazna forma, prostota produkcji oraz praktyczność i trwałość. W skład kolekcji wchodzą dwa rozmiary (20 cm i 15 cm średnicy) oraz różne kolory. Autorkami projektu są siostry Agnieszka i Dominika Pułapa.  Ten, modelowy projekt dla przemysłu spełnia większość kryteriów o których pisałam tutaj, formułując swój dekalog designu.

 

Wstawacz Jana Godlewskiego to projekt krzesła, które pomaga wstawać. Krzesło zostało wyposażone w prosty mechanizm, który podczas wstawania unosi siedzisko. Nie jest wymagane użycie dodatkowej siły bo użytkownik wykorzystuje tylko swoją masę – grawitację. Krzesło zostało zaprojektowane zgodnie z zasadami projektowania uniwersalnego, każdy może z niego korzystać. Funkcja wspomagania wstawania jest niewidoczna jeśli nie jest używana dzięki czemu produkt nie stygmatyzuje.

Według szacunków zamieszczonych w Międzynarodowej Umowie Kawowej (ICA) rocznie na świecie zużywa się 600 miliardów kubków papierowych i plastikowych, z których prawie wszystkie nie nadają się do recyklingu, nie ulegają biodegradacji ani nie są kompostowalne i rzadko są wykonane z naturalnych lub zrównoważonych materiałów. Alternatywą jest zaprojektowany przez Hannah Burrell CaneCup – biodegradowalny jednorazowy kubek wykonany z rolniczego produktu ubocznego powstającego przy obróbce trzciny cukrowej, nadający się do kompostowania i recyklingu. Wyposażony jest w otwierane wieczko, zapewniające łatwość i wygodę użytkowania.

Demony słowiańskie Barbary Szczepanek to projekt książki z opisami i ilustracjami postaci ze słowiańskich legend, widzialnych tylko w świetle UV. Po zapoznaniu się z tekstem, czytelnik wyobraża sobie postać demona, a następnie za pomocą latarki UV konfrontuje swoją wizję z wizją autorki książki. Celem projektu jest przypomnienie o kulturze słowiańskiej i poprzez oryginalną formę skłonienie do jej poznawania. Idealna książka do czytania pod kołdrą!

Ciekawa, choć nieco mniej „poważna” okazała się wystawa Superbohater, która witała odwiedzających w pasażu Centrum Festiwalowego. Zadaniem studentów II roku specjalności domestic design w School of Form było zaprojektowanie i wykonanie zestawu naczyń ceramicznych. Punktem startu w procesie projektowym był wybór superbohatera, postaci fikcyjnej, lub jak najbardziej realnej – zbadanie jej cech fizycznych, atrybutów, cech charakteru, a następnie przeniesienie efektów researchu na pracę projektową. W rezultacie, na wystawie zobaczyliśmy 17 zestawów ceramicznych inspirowanych postaciami z tak „różnych bajek” jak Totoro, księżniczka Mononoke, Hulk czy babcia jednej z projektantek. Projekt wywołał we mnie dwie refleksje. Po pierwsze, pozytywnie zaskoczył mnie wysoki poziom prac, które były efektem trwającego tylko pół roku oswajania się z tak wymagającym materiałem, jakim jest ceramika. Po drugie, dobór superbohaterów boleśnie uświadomił mi, że dzieciństwo  tych młodych dorosłych miało miejsce już w nieco innych czasach niż moje.

Ceramiczne naczynia tworzące ekosystem dla domowej uprawy roślin – wystawa Superbohater.

Poszukując odpowiedzi na pytanie o związki łączące nas z przedmiotami, Festiwal zachęcał także do zastanowienia się nad znaczeniem nowoczesnego rzemiosła i wartością jaką przypisujemy obecnie pracy ludzkich rąk.

Kilimy łódzkiego studia tartaruga – produkt wyróżniony w konkursach must have! i PolisUp

Wystawa Kółko Kropka Kreska Magdaleny Gazur  pozwalała zobaczyć od kuchni jak obecnie powstają wzory na wyrobach z trzech dolnośląskich fabryk, wciąż tworzących w duchu tradycyjnych metod zdobniczych: Fabryki Naczyń Kamionkowych „Manufaktura” z Bolesławca, Huty Julia z Piechowic i Fabryki Porcelany Kristoff z Wałbrzycha. Ten tercet znamy już m. in. z doskonałego, wspólnego projektu Polski Stół. Każdy z tych wyrobów tworzony jest ludzką ręką, która bywa niedoskonała, co zdaniem autorki daje jej przewagę nad maszyną. Tak stworzone przedmioty umożliwiają nam kontakt z autentyczną historią jako opowieścią o człowieku. Analogowy charakter wystawy nie przeszkodził jej być tą, jak sądzę, najczęściej fotografowaną. Tak jak w roku ubiegłym, Magda Gazur (projektantka, m.in. wzorów kamionkowych serii Manufaktury w Bolesławcu) stworzyła chyba najbardziej Instagram-friendly ekspozycję festiwalu.

Bąbelki na ciągnionych nóżkach. Szkło z Krosna w nowej odsłonie

Zmiany, zmiany…

Tej wiosny wiele się wydarzyło w moim życiu zawodowym. Ze strony zniknął sklep. Trochę szkoda, przyznaję. Postanowiłam jednak skupić się na pisaniu i rozwoju bloga. Hura! Jak widać zmienił się również wygląd bloga. mam nadzieję, że na lepsze. Zastanawiając się jaki kierunek obrać wybierając tematy wpisów, zdecydowałam skoncentrować się na ideach. Opisując zjawiska w świecie designu, chcę zawsze przyglądać się wartościom, które za nim stoją.

A propos wartości… wiosna przyniosła mi także spotkanie z pewną marką i pełnymi pasji ludźmi, którzy ją tworzą. Tuż przed majówką miałam przyjemność uczestniczyć w spotkaniu prasowym z okazji otwarcia warszawskiego showroomu firmy Krosno, który mieści się w nowoczesnym kompleksie eleganckich biurowców przy ul. Krakowiaków 34  Miejsce, zgodnie z ideą showroomu nie jest tradycyjnym sklepem, nie ma witryny. Jest takim trochę ukrytym punktem, w którym można na żywo przyjrzeć się pięknie zaprezentowanym kolekcjom szkła, dotknąć ich, wziąć do ręki każdą szklankę czy kieliszek.

Idea ekspozycji została przeniesiona z tegorocznych targów Ambiente we Frankfurcie, będących miejscem premiery nowych kolekcji marki. Proste, surowe drewno (które nawiązywać ma do bieszczadzkiego pochodzenia firmy) jest tłem dla subtelnych i kunsztownie wykonanych produktów.

Są w życiu takie chwile, które nazywamy momentami…

Za każdą zaprojektowaną i wyprodukowaną rzeczą stoją ludzie, dlatego przedmioty są nośnikami emocji i wartości. W marce Krosno przywiązuje się wagę do emocji. Szkło w większości domów służy do podkreślania ważnych chwil ale także używa się go na co dzień. Szlachetność szklanej materii towarzyszy nam w momentach doniosłych i chwilach na drobne przyjemności. Nieświadomie nawet, używamy szkła jako symbolu ulotności owych chwil i celebracji życia.

Wiosenne porządki…

Osoby, które przejęły stery w firmie Krosno postanowiły odkurzyć szkło w naszych domach, wystawić je z witrynek. Porządki jednak zaczęły od własnego zakładu, który jeszcze kilka lat temu miał poważne kłopoty – podupadł na tyle, że groziło mu zniknięcie z rynku. Uporządkowana została przede wszystkim produkcja. Części wzorów, tych cieszących się mniejszą popularnością, już nie zobaczymy. Evergreeny zostały jedynie lekko odświeżone. Wprowadzono także wiele nowości.

Wróćmy jednak do wartości. Jakie wartości stoją za tak nobliwą marką? Tradycja, nie może być inaczej, jest z pewnością jedną z nich. Jedną ale nie jedyną. Tradycja w przypadku Krosna wiąże się po pierwsze z podtrzymywaniem szlachetnego rzemiosła jakim jest hutnictwo i ręczne techniki wyrobu szkła. Po drugie jest to godna pozazdroszczenia rozpoznawalność brandu. Poparta badaniami rynku, wysoka świadomość marki mówi o tym, że producenta szkła Krosno nie trzeba niemal nikomu przedstawiać. Jest to potencjał na którym zdecydowanie można budować.

Żadna jednakże firma, nawet ta z tradycjami, nie może dzisiaj patrzeć jedynie wstecz. Nowe pokolenia konsumentów oczekują czegoś innego i na tę nowoczesność marka postanowiła się otworzyć. Odświeżone zostało logo. Opakowania oznaczane są jego skróconą formą – literami ro, których kształt nawiązywać ma do figury hutnika przy pracy. Do młodych odbiorców firma pragnie dotrzeć poprzez swoje profile na portalach społecznościowych. Jak to się udaje, oceńcie sami:

https://www.facebook.com/krosno.glass/ https://www.instagram.com/krosnoglass/

Do młodych odbiorców i ich stylu życia dopasowana ma być także część oferty Krosna, a więc nowe, odważniejsze, bardziej awangardowe kolekcje jak OPAL, w której połączono dwa rodzaje materiałów: szkło bezbarwne oraz szkło opalowe (w kolorze białym); kolekcję Wine Connoisseur, czy propozycje z modnego (znów) aktualnie szkła kolorowego. producent zapowiada również rozszerzanie działu dekoracji. Szkła coraz częściej używamy bowiem dekoracyjnie, jako elementu wyposażenia wnętrza. Nowoczesność to także rozwój innowacyjnych technologii produkcji, w które firma pragnie w najbliższych latach inwestować.

Przyszłość wiąże się także z planami a w nich fabryka ma ekspansję na świat, nie tylko jako wykonawca i eksporter szkła na zlecenie innych firm z całego świata, jak było do tej pory ale sprzedaż produktów pod własnym brandem. Jako ciekawostkę zdradzono nam, że jak na razie udaje się to w Australii oraz w Meksyku, gdzie klienci podobno przepadają za wszystkim z logo Krosno, made in Poland.

Piękno na co dzień i dla wszystkich” – Ten postulat sformułowany niegdyś przez Wandę Telakowską zdają się podzielać ludzie tworzący markę Krosno. Ostatnią wartością i celem, który sobie obrali, jest chęć zaspokajania naszej  potrzeby piękna i otaczania się nim na co dzień. Piękne, świetnie zaprojektowane i po mistrzowsku wykonane przedmioty poprawiają jakość życia. W przypadku szkła użytkowego piękno jednak zawsze podążać będzie za ergonomią i właściwościami rozmaitych napojów.

Wysoka jakość wyrobów nie ma w zamierzeniu zależeć od ceny ani od tego czy produkcja ich jest ręczna czy mechaniczna. Jednym słowem niezależnie od tego, czy zakupimy zestaw szklanek w białym pudle z symbolem ro z półki w supermarkecie (np. Tesco), czy wybierzemy naczynie z serii Premium (czarne opakowania) na specjalną okazję, powinniśmy otrzymać produkt najwyższej jakości, wykonany w Polsce. Pytanie, czy postawimy na ten polski design z tradycjami?

Wszystkie kolekcje Krosno dostepne są także w sklepie internetowym producenta: https://sklep.krosno.com.pl/

100 lat polskiego designu w pigułce. Muzeum Narodowe otworzyło Galerię Wzornictwa Polskiego

Pierwsza stała wystawa poświęcona historii rodzimego wzornictwa otworzyła swoje podwoje w Muzeum Narodowym w Warszawie. Galeria w przekrojowy sposób pokazuje dzieje polskiego projektowania od Stylu Zakopiańskiego po współczesność. Wystawa podzielona została chronologicznie, według najważniejszych wydarzeń i zjawisk, takich jak poszukiwanie stylu narodowego na przełomie XIX i XX wieku, ze wskazaniem na rolę kręgu Zakopiańskiego i stylu stworzonego m. in. przez Stanisława Witkiewicza; słynną „Wystawę Sztuk Dekoracyjnych i Nowoczesnego Przemysłu” w Paryżu w 1925 roku; przedstawicieli polskiej awangardy i modernizmu w okresie międzywojennym; czasy powojenne, Spółdzielnię „Ład” i stworzony przez Wandę Telakowską w 1950r. „Instytut Wzornictwa Przemysłowego”; lata 60-te czyli złoty okres dla polskiego designu; czasy kryzysu w latach 70-tych i 80-tych oraz współczesne, polskie wzornictwo, powstałe po 1989 roku. Osobne miejsce zajmują dodatkowo działy: projektowanie dla przemysłu, projektowanie dla dzieci i „etnoprojektowanie”.  Kuratorkami wystawy są: Anna Demska, Anna Frąckiewicz, Anna Maga, Kaja Muszyńska

Wziąwszy pod uwagę ogrom i bogactwo kolekcji polskiego wzornictwa, posiadanej przez Muzeum Narodowe w Warszawie, o której wiemy skądinąd, prezentowana ekspozycja jest zaledwie ułamkiem tego, co moglibyśmy podziwiać. Mimo wszystko, autorkom wystawy należą się gratulacje. Udało im się bowiem na niewielkiej powierzchni (sali wielkości kawałka tasiemki) zmieścić wystarczającą ilość przedmiotów aby pokazać różnorodność polskiego wzornictwa i odpowiednio zasygnalizować każde z prezentowanych zjawisk. Powiedziałabym, że galeria prezentuje historię polskiego designu w przyjemnej do połknięcia pigułce. Wystawa jest niczym dobrze napisany bryk, który przyswoi każdy, nawet najmniej zainteresowany tematem. Wystarczy wejść z odpowiedniej strony (prawej), chwycić kołonotatnik z opisami eksponatów i wyjść z pełną garścią wiedzy na temat historii polskiego designu. Design geekom, takim jak ja pozostaje marzyć o muzeum polskiego designu. Może kiedyś się doczekamy.

Tymczasem zachęcam do obejrzenia naszej fotorelacji i odwiedzenia wystawy.

Po lewej stronie słynna Meblościanka proj. Bogusławy i Czesława Kowalskich z 1961 roku.

Krzesło od legendarnego kompletu do produkcji trafiło dopiero współcześnie. Produkuje je marka nowymodel

Popularny fotel proj. Józefa Chierowskiego z 1962 roku, obecnie produkowany przez markę 366 Concept

Fotel proj. Romana Modzelewskiego z 1958 r. zaskakiwał nowatorstwem formy i technologii.
Projekt zyskał uznanie na całym świecie. Obecnie jest produkowany przez markę Vzór

W dziale prezentującym wzornictwo po 1989 roku m.in szezlong Mono projektu Tomasza Augustyniaka

Stołek PLOPP zaprojektowany w 2008 roku przez Oskara Ziętę dla Zieta Prozessdesign

Przesłona świecąca Bubbles marki Puff Buff

Wieszak Seven proj. Tomek Rygalik, stołki Malafor i drukarka Zortrax, o której więcej tutaj

Kultowe pieńki projektu Agaty Kulik-Pomorskiej i Pawła Pomorskiego dla Malafor

Stołki ZIP Malafor

Dywan Dia Moho design

Więcej fascynujących opowieści o przedmiotach i ich twórcach przeczytasz w dziale ikony polskiego designu

Jaime Hayon – 5 rzeczy, za które kocham jego projekty

Jaime Hayon   fot.:http://www.hayonstudio.com

Od początku tworzenia bloga miałam ochotę napisać o jednym z moich ulubionych, jeśli nie ulubionym, zagranicznym projektancie. W związku z tym, że blog jest głównie o polskim designie, jakoś się nie składało. Aż do teraz. W zeszłym tygodniu organizatorzy Łódź Design Festival ogłosili, kto będzie gościem specjalnym, tegorocznej (odbywającej się wyjątkowo w maju) imprezy. Pretekst do napisania tego wpisu w końcu się znalazł ponieważ Jaime Hayon przyjeżdża do Polski!

 Kolekcja tapet dla Eco Wallpaper   fot.: http://www.hayonstudio.com

Hiszpański designer, urodzony w Madrycie w 1974 roku ma na swoim koncie nie tylko współpracę z takimi firmami jak: Fritz Hansen, Magis, Bisazza, Swarovski, The Rug Company, czy Mooi. Zaprojektował także wiele obiektów i wnętrz publicznych m.in. znanych hoteli, restauracji czy sklepów na całym świecie. Jego prace pojawiły się w najbardziej prestiżowych publikacjach. Projektant otrzymał za nie także szereg nagród. Magazyny „Wallpaper” i „Time” zaliczyły go do grona 100 najważniejszych twórców naszych czasów. Można z pewnością powiedzieć, że Jaime Hayon od dobrych kilku lat ma status światowej gwiazdy designu.

Hotel Barceló Torre De Madrid   fot.: http://www.hayonstudio.com

Jaime Hayon to jednak także, a może przede wszystkim, artysta. Jego prace są wystawiane i znajdują się w zbiorach muzeów i galerii na całym świecie, w tym m. in. w paryskim Centre Pompidou. Interesują się nimi także uznani kolekcjonerzy sztuki. Projektant jest jednym z tych twórców, którzy wynoszą design do rangi sztuki i tworzą sztukę, która przemawia do wszystkich.

Wystawa indywidualna Funtastico w holenderskim Groninger Museum   fot.: http://www.hayonstudio.com

Tym, co zdecydowanie wyróżnia twórczość Jaimego Hayona jest jego niepowtarzalny styl. Jego projekty na większości twarzy wywołają uśmiech. Są dekoracyjne i zabawne. Projektant lubi wyraziste kolory i zaokrąglone, przyjemne dla oka kształty. Często przedmioty przybierają antropomorficzne czy animalistyczne formy. Świat, który za ich pomocą tworzy jest jak z retro-futurystycznej, artystycznej baśni albo ze snu. Jest dosłownym przeciwieństwem tego, co nazywamy „szarą rzeczywistością”. O przedmiotach, które również zdają się mówić, że design i życie mogą być dobrą zabawą, pisałam także w ostatnim wpisie – tutaj.

Fotel RO dla marki Fritz Hansen   fot.: http://www.hayonstudio.com

Jaime Hayon to twórca multidyscyplinarny. Dzięki swej nieposkromionej i nie ujętej w karby, chciałoby się powiedzieć dziecięcej kreatywności, z sukcesem tworzy w różnych dziedzinach projektowania i z różnych materiałów, przekraczając ograniczenia tworzywa, formy i funkcji. Jego dzieła są niekonwencjonalne, łamią tabu ale nie szokują. Raczej bawią i cieszą.

The Baccarat Zoo   fot.: http://www.hayonstudio.com

Projektant bardzo ceni sobie produkty wykonywane ręcznie i tradycyjne rzemiosło. Szczególnymi względami darzy ceramikę. Kunszt wykonania łączy z nowatorską, zaskakującą formą, co doceniają luksusowe, rzemieślnicze marki z tradycjami, takie jak producent kolekcjonerskich figurek Lladro, które chcą iść z duchem czasu.

The Fantasy Collection dla LIadro   fot.: http://www.hayonstudio.com

Na koniec lista pięciu rzeczy, za które uwielbiam Jaimego Hayona:

1.  Za odwagę bycia artystą w świecie designu – upominanie się o miejsce dla sztuki użytkowej.

2.  Za stworzenie Ro – fotela doskonałego – niedoścignionego ideału współczesnego „uszaka”.

3.  Za poczucie humoru w projektowaniu, które także w życiu bywa niedoceniane a potrafi burzyć mury.

4.  Za to, że design może być antydepresantem i przywracać radość życia (bo już samo na niego patrzenie poprawia humor).

5.  Za szczerość i dopuszczenie do głosu wewnętrznego dziecka.

… oraz za zieloną kurę na biegunach. Tak po prostu, za to że jest.

Green Chicken   fot.: http://www.hayonstudio.com

Źródła:

http://www.hayonstudio.com/design/

http://www.lodzdesign.com/news/jaime-hayon-na-ldf2018/

Druk 3D – Rzemieślnictwo przyszłości?

Co wspólnego mają ze sobą: buty do biegania, domowa mini szklarnia, tytanowy implant, mięso z probówki i budynek jednorodzinny? Zaskakująco wiele. Każdą z tych rzeczy można już wydrukować.

Żyjemy w czasach spełniających się scenariuszy science-fiction. Planujemy kolonizację Marsa. Nie dziwi nas sztuczna inteligencja w telefonie. Chmura kojarzy się z czymś zgoła innym niż skupisko pary wodnej w atmosferze ziemskiej. Wkrótce samochody zastąpią te elektryczne, niepotrzebujące kierowcy a z większości zadań wyręczą nas roboty. Nowoczesny przemysł, aby się rozwijać, potrzebuje designu i designerów. Design to meta-dyscyplina ściśle i nierozerwalnie związana z rozwojem technologii. Potrzebni są projektanci nie tylko produktów i urządzeń ale także samych procesów spełniających nowe potrzeby ludzkości. Nowe technologie są również czymś, co się projektuje.

Rozwijana bardzo dynamicznie w ostatnich latach technologia druku 3D otworzyła przed projektowaniem zupełnie nowe i niemal nieograniczone możliwości. Medycyna, architektura, robotyka, inżynieria, przemysł motoryzacyjny i lotniczy, edukacja to dziedziny, w których technologia ta jest już wykorzystywana.

Obserwatorzy trendów wskazują na fakt, że druk 3D rewolucjonizuje także znaczenie i sposób postrzegania designu. Sprawia, że dziś każdy z nas może stać się projektantem potrzebnych mu przedmiotów a wyprodukowanie ich w pojedynczych egzemplarzach nie stanowi już problemu.

fot.: zortrax.pl

Polski design w 3D

Na niedawno otwartej przez Muzeum Narodowe w Warszawie, stałej ekspozycji Galerii Wzornictwa Przemysłowego, jako osiągnięcie współczesnego polskiego designu zaprezentowana została m. in. drukarka Zortax M200 polskiej firmy Zortax.

Rodzime media śledzą karierę tej prężnej firmy z Olsztyna, która w ciągu ostatnich kilku lat osiągnęła globalny sukces, podbijając zagraniczne rynki. Na swój pierwszy, flagowy produkt – drukarkę Zortrax M200 jej twórcy pozyskali w 2011 roku środki za pomocą crowdfundingu (na platformie Kickstarter). W tym roku szykują emisję akcji spółki na GPW. Najnowsze urządzenie producenta to Zortax M300, które ma jedno z największych pól roboczych na rynku drukarek desktopowych. Marka otrzymała wiele wyróżnień w kraju i za granicą m. in. godło Teraz Polska czy Nagrodę Gospodarczą Prezydenta RP Start-up_PL (za to Prezydent otrzymał od Zortrax pokaźnych rozmiarów, szczegółową makietę Pałacu Prezydenckiego).

UAU project to studio projektowe z Warszawy, które od kilku lat z sukcesem eksperymentuje w obszarze własnej, krótkoseryjnej produkcji za pomocą drukarki 3D. Justyna Fałdzińska i Miłosz Dąbrowski, laureaci m. in. dwóch wyróżnień Must Have (jednego za projekt domowej miniszklarenki GROWW) skupiają się obecnie na projektowaniu drobnych przedmiotów użytkowych z myślą o klientach indywidualnych i promowaniu domowego wytwarzania opartego na druku 3D. Ich zdaniem technologia trójwymiarowego druku to najlepszy sposób na uczynienie dobrego designu bardziej dostępnym. Ich projekty są ekologiczne, minimalistyczne, praktyczne i zabawne. Geometryczne kształty w apetycznych, pastelowych kolorach przywodzą na myśl dziecięce zabawki albo słodycze (mnie kojarzą się także z fantastycznymi projektami Jamiego Hayona). Formy te nie są jednak infantylne. Są wyrazem idei, że design może i powinien być dobrą zabawą, w którą zaangażowany jest także odbiorca.

Druk 3D trafia pod strzechy

Jak pokazują losy innych wynalazków, rozwijanie technologii mającej tak uniwersalne i wszechstronne zastosowanie, zawsze zmierza w kierunku demokratyzacji. W początkowym etapie przeszkodę na drodze do konsumenta stanowią pieniądze i łatwość obsługi. Wysokie koszty produkcji przekładające się na wysoką cenę oraz poziom skomplikowania urządzenia sprawiają, że jest ono dostępne tylko dla wybranych. Ten etap mamy, jak się zdaje za sobą. Niskoseryjna produkcja unikalnych, spersonalizowanych przedmiotów za pomocą drukarek 3D staje się faktem.

Jak dowiadujemy się od specjalistów, w ciągu ostatniego roku nastąpił duży wzrost zainteresowania drukarkami 3D ze strony indywidualnych użytkowników, którzy dzięki niskiej cenie (kilkuset zł) zakupili, głównie chińskie urządzenia, do użytku domowego. Zatem wiele osób, także w Polsce stało się posiadaczami, może ubogiej w funkcje i nie najwyższej jakości, ale jednak „trójwymiarowej” drukarki.

Czy w końcu niemal każdy z nas zapragnie mieć w domu lub biurze własną drukarkę 3D? Czy wykonamy tą metodą drobne naprawy, odzyskamy zagubiony klocek, oderwany element narciarskiego kasku (przykład wzięty z życia), wydrukujemy uchwyt na szczoteczkę do zębów własnego pomysłu i tak dalej i tak dalej? Na pewno czeka nas pewien okres przejściowy, w którym drukarnie oraz specjalne punkty usługowe będą, obok nowych gadżetów reklamowych, oferować podobne usługi.

Czy te, nowe możliwości pobudzą w nas pokłady uśpionej kreatywności? Czy poczujemy się dzięki nim projektantami, artystami, konstruktorami, wynalazcami? Niektórzy na pewno tak.

Oczywiście wiąże się to z pewnymi konsekwencjami, za którymi nadążyć musi prawo. Mam na myśli regulację przypadków związanych z prawami autorskimi czy pomysłami podobnymi do tych ze Stanów Zjednoczonych i Kanady, gdzie osoby prywatne wydrukowały działającą broń.

 

 

Co z tym plastikiem?

Czy jednak w owym wyścigu technologicznym nie zapominamy o jednym z najistotniejszych aspektów nowoczesnego projektowania – o odpowiedzialności ekologicznej? Jak na razie, w większości przypadków do druku używa się sproszkowanych polimerów (SLS, SLA, FFF) czyli… tworzyw sztucznych. Czy zatem zalejemy świat kolejną falą plastikowych odpadów? Czy można to nazwać postępem? Wraz z rozwojem trójwymiarowego druku rozwija się także technologia produkcji ekologicznych „tuszy” czyli tzw. filamentów. Firmy zorientowane bardziej ekologicznie używają tzw. PLA, który wytwarzany jest z surowców naturalnych m. in. mączki kukurydzianej, dzięki czemu jest biodegradowalny. Ogromne nadzieje wiąże się także z tzw. bioplastikiem czyli biopolimerami wytwarzanymi z alg, które mogą być wykorzystywane w drukarkach 3D. Entuzjaści mówią o prawdziwej rewolucji. Algi są doskonałym materiałem z uwagi na szybki wzrost biomasy i dużą absorbcję dwutlenku węgla, więc proces produkcji bioplastiku ma ujemny ślad węglowy. Tworzywo na bazie alg produkuje  już m. in. francuska firma Algopack. Pamiętajmy, że kierunek w którym pójdą producenci zależy w dużej mierze od nas, klientów. Od tego co wymusimy swymi postawami konsumenckimi i zakupowymi decyzjami.

Nie tylko tworzywa…

Tworzywa to nie wszystko. Druk 3D służy także do produkcji elementów z wielu innych, czasem zaskakujących materiałów… Na przykład z betonu. Jedne z pierwszych obiektów drukowanych w makroskali powstały w 2015 roku w Chinach. Piętrowy budynek mieszkalny oraz ponad stumetrową willę wybudowała tą techniką firma Winsun. Materiałem, który wykorzystano był beton oraz odpady przemysłowe. Koszt budowy pozwolił podobno zaoszczędzić większą część środków wydawanych zwykle na materiały i prace budowlane.

 

fot.: apis-cor.com

 

W lutym 2017 roku rosyjska firma Apis Core, zaprezentowała światu dom mieszkalny powstały w ciągu 24 godzin, którego koszt wraz z wyposażeniem nie przekroczył 10 tys. dolarów. Prototyp – niewielki budynek (38 m2) stanął na terenie fabrycznym w miejscowości Stupino pod Moskwą. Firma przekonuje, że ich technologia może przysłużyć się m. in. do budowy solidnych i trwałych schronień dla ofiar kataklizmów a także do obniżenia kosztów życia w miastach. Dom pokazowy ma okrągły kształt (i przyznajmy, nie jest wyjątkowo urodziwy) jednak za pomocą drukarki Apis Core można wydrukować budynek o dowolnym, również bardziej klasycznym kształcie. Niecodzienna bryła miała zobrazować szerokie możliwości drukarki. Być może nie bez znaczenia okazał się fakt, że jednym z partnerów przedsięwzięcia jest firma Samsung, która wyposażyła dom m. in. w swój zakrzywiony telewizor… Co ważne, drukarka wydrukowała wszystkie elementy konstrukcyjne a także dach, bezpośrednio na placu budowy. Żaden element nie powstał w hali produkcyjnej. Jedynymi gotowymi elementami były drzwi i okna (które okazały się najdroższe). Drukarka jest więc zatem jedynym „gabarytem”, który trzeba przetransportować na miejsce. Do tego maszyna przystosowana jest do pracy w trudnych warunkach pogodowych, nawet przy 35-stopniowym mrozie. Problemem w tej kwestii pozostaje więc jedynie materiał, jednak firma zapewnia, że wkrótce możliwy będzie druk z odpornego na mróz geopolimeru.

 

fot.: apis-cor.com

 

Wiele gałęzi przemysłu będzie w przyszłości korzystało (lub już korzysta) z trójwymiarowego druku z użyciem metali. Przełomowe rozwiązanie stworzyła w tej dziedzinie polska firma 3DLab (z Warszawy). Atomizer ich projektu, dający możliwość wytwarzania niewielkich próbek metali (z których pozyskaniem był do tej pory problem), ma szansę zrewolucjonizować rynek przemysłowego druku 3D z tych materiałów.

Dwa lata temu, przy okazji organizowania wystawy Kreacja i Proces w kieleckim Instytucie Designu i zwiedzania wszystkich jego zakamarków, przypatrywałam się powstawaniu drukarki 3D służącej do druku z ceramiki. Grupie Fablab z Kielc (stowarzyszenia będącego również organizatorem corocznych dni druku 3D) udało się przezwyciężyć wiele trudności i  stworzyć urządzenie do druku gliną, masami ceramicznymi, również samoutwardzalnymi a także masami na bazie żywic. Jako ciekawostkę przytoczę, że autorzy wynalazku w 2016 roku pobili rekord Guinessa prezentując wydrukowaną przez siebie, ponad trzymetrową figurę… Roberta Lewandowskiego. Była to oczywiście akcja promocyjna, prezentująca możliwości wielkogabarytowej drukarki. Na co dzień urządzenia mają znaleźć zastosowanie m. in. w pracowniach ceramicznych czy konserwatorskich i przysłużyć się rzemieślnikom i artystom.

fot.: fablabkielce.pl

 

Drukowanie tkanek przyszłością medycyny i… gastronomii?

Dziedziną najbardziej korzystającą z dobrodziejstw technologii druku 3D zarówno jest obecnie, jak i będzie w przyszłości medycyna. Wykonanych tą techniką modeli anatomicznych różnych ludzkich organów używa się do badań, w celach dydaktycznych oraz do planowania operacji. Implantologia, korzystająca z wydruków z metali np. tytanu medycznego pozwala na dopasowanie każdego implantu do konkretnego pacjenta. Na etapie intensywnych badań laboratoryjnych jest biodruk czyli tworzenie metodą przyrostową żywych tkanek i z tą właśnie gałęzią biotechnologii wiązane są największe nadzieje na przyszłość.

 

fot.: lodzdesign.com

 

Druk 3D jest także jednym z wymienianych trendów kiedy mowa o… jedzeniu. Z dużym prawdopodobieństwem możemy sądzić, że pożywieniem przyszłości będą właśnie wydrukowane potrawy. Jak wiemy agencja NASA pracuje nad drukarką 3D, dzięki której astronauci będą mogli wyprodukować sobie jedzenie w kosmosie. Amerykańska firma Modern Meadow (współwłaścicielem firmy jest Peter Thiel – współzałożyciel PayPal) opracowuje technologię masowej produkcji mięsa (tzw. mięsa in vitro) tą metodą, co zredukowałoby cierpienie zwierząt oraz katastrofalne skutki ekologiczne „tradycyjnej produkcji” wołowiny.  Z raportu „Future of Food” przygotowanego przez studentów Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku we współpracy z Infuture Hatalska Foresight Institute dowiadujemy się m. in., że w przyszłości zaawansowana drukarka 3D przemieni bazowy, odżywczy proszek w dania, o których smaku, zapachu, kolorze i kształcie sami zdecydujemy. Nieco inna wersja tej wizji mówi o jadalnych filamentach (tuszach), których smaki (słony, słodki, kwaśny, gorzki, ostry i umami) posłużą do tworzenia potraw oraz odtwarzania smaków dań z przeszłości. Trochę przypomina mi to pewien czechosłowacki serial (Goście), który oglądałam w dzieciństwie. Chociaż członkowie ekspedycji Adam 84 obywali się nawet bez drukarki, wizja formujących się z rozsypanego na talerzu proszku potraw, które ostatecznie przybierały postać bryłki pomarańczowej galaretki ma wiele wspólnego z aktualnymi prognozami.

 

fot.: hatalska.com

 

Produkty szyte na miarę… dla każdego?

Design, w przeciwieństwie do sztuki zakłada seryjną produkcję. Proces produkcyjny jest tym, co projektant ma na względzie od samego początku. Im mniej narzuconych przez technologię ograniczeń tym większe pole do popisu dla designera ale także większe możliwości spełnienia oczekiwań czy zaspokojenia potrzeb odbiorców.

Za przykład niech posłuży marka Adidas, która wraz z technologicznym stert-upem z Doliny Krzemowej – firmą Carbon wypuściła właśnie (w styczniu 2018) na rynek nową odsłonę butów FUTURECRAFT 4D, których podeszwa wydrukowana została nowatorską metodą, z żywicy polimerowej utwardzanej światłem UV. Do współpracy przy tworzeniu modelu zaproszony został projektant Daniel Arsham. Po pierwszej partii 5 tys. par, która została wyprzedana na pniu, do sprzedaży jeszcze w tym roku trafi kolejnych 100 tysięcy par. Przeznaczone do biegania buty są wyjątkowo sprężyste, elastyczne, trwałe i komfortowe. Podeszwa jest ekologiczna (biodegradowalna) a para takich adidasów kosztuje ok. 300 dolarów. Firma planuje dalsze rozwijanie innowacyjnej technologii, idące w kierunku obranym przez odzieżowe marki już jakiś czas temu, czyli personalizacji. Tym razem jednak indywidualizacja pójdzie o krok dalej. Po zeskanowaniu stopy klienta buty mają być idealnie do niej dopasowywane już na etapie produkcji. Nie byłoby to możliwe bez zastosowania druku 3D, który umożliwi produkcję na mikroskalę. Tym sposobem masowi producenci zataczają koło, skłaniając się ku rzemieślnictwu przyszłości.

 

zdjęcie: sneakernews.com

 

Myślę, że jeśli chodzi o druk 3D przedmiotów codziennego użytku, wychodzimy z etapu ekscytacji samą technologią, w którym wytwory były głównie prezentacją możliwości samych urządzeń. Okresu testowania i zabawy. Wkraczamy w czas wdrożeń, nowatorskich, jednak takich w których sam sposób produkcji staje się przezroczysty. Zajmuje należne sobie miejsce – użytecznego narzędzia do osiągania, oby słusznych cywilizacyjnie i społecznie celów.

Źródła:

http://www.wnp.pl/tech/rok-2017-przelomowy-dla-druku-3d,314187_1_0_0.html

http://apis-cor.com/en/about/news/first-house

http://biznes.interia.pl/budownictwo/news/domy-drukowane-na-drukarce-3d-to-juz-rzeczywistosc,2535065,4209

http://hatalska.com/2017/07/04/life-after-food-raport-o-przyszlosci-jedzenia-pobierz/

https://www.adidas.com/us/futurecraft

5 nowości pod choinkę. Polski design dla dzieci.

Święta to moment, w którym możemy być razem i spędzić trochę czasu z dziećmi. Co zrobić, żeby wszyscy się przy tym dobrze bawili? Zadbać o fajne prezenty!  Mamy dla Was pięć pomysłów na wypędzenie nudy precz. Wiemy, że każdy, także mały człowiek jest inny. Poniższe propozycje powinny spodobać się różnym typom osobowości. Będzie więc coś dla wnikliwych obserwatorów i kreatywnych artystów. Dla skupionych i żądnych wiedzy oraz dla tych wiecznie w ruchu i pełnych energii.

Więcej o designie dla dzieci przeczytacie tutaj

1. Puzzle o niezwykłych mocach

Czy wiedzieliście, że renifer ma dar widzenia promieni ultrafioletowych a krab palmowy siłę superbohatera? Najnowsze dzieło studia Zagrywki to bajeczna, wysmakowana grafika na puzzlach dla całej rodziny, które przemycą wiedzę o fascynującym świecie zwierząt. Magiczna polana połączyła stworzenia z całej kuli ziemskiej, które wyróżniają się nieprawdopodobnymi zdolnościami i fantastycznymi mocami. Poznacie je układając wspólnie układankę i czytając opisy. Gra jest dwujęzyczna, polsko-angielska. W pudełku znajdziemy 500 puzzli oraz plakat z ilustracją i opisami niezwykłych cech zwierząt. Puzzlom wróżymy liczne nagrody. Taki prezent gwiazdkowy to doskonała okazja, nie tylko do wspólnie spędzonego czasu, wzbogacenia swojej wiedzy o wiele ciekawostek, ale także do podarowania dzieciom czegoś wartościowego estetycznie.

Zobacz inne gry Zagrywki: Zmory, Stwory, Ptaki, Creatures, Spectres

2. Nie tylko balet 

Wiele z nas przechodzi w dzieciństwie fazę fascynacji baletem. Warto w tym czasie pokazać dzieciom, w zajmujący dla nich sposób, także inne style taneczne. W Teczce inspiracji TANIEC dzieciaki znajdą mnóstwo ciekawych informacji dotyczących historii tańca, dowiedzą się skąd pochodzi dany taniec, jakie są charakterystyczne elementy stroju tancerzy i tancerek oraz wiele innych tanecznych ciekawostek. Na 15 dużych kartach (w formacie A3!) mieszczą się ilustracje, które można pokolorować a także ozdobić dołączonymi do zestawu naklejkami. Dolną część każdej karty (z opisem stroju) można oderwać, a następnie związać wszystkie wstążką dołączoną do teczki. W ten sposób powstanie książka-wachlarz.

Każda teczka zawiera: 15 kart z tańcami z różnych epok, książeczkę w formie wachlarza – 15 historii i ciekawostek o tańcach oraz ponad 90 naklejek z dodatkami do strojów, instrumentami muzycznymi itp.

Z serii Teczek inspiracji wydawnictwa Zuzu Toys dostępne są także:  Miasta Świata, Moda, Najsłynniejsze obrazy Świata.

 

 

3. Na muchy w nosie 

Kto ma sokoli wzrok a kto końskie zdrowie? Kto wstał dziś lewą nogą i jest nie w sosie? I co to wszystko w ogóle znaczy? Na te pytania odpowiadają dowcipne wierszyki wydane w zbiorze Gruba ryba cienko śpiewa. Wybór najpopularniejszych związków frazeologicznych używanych  w naszym języku tłumaczą wesołe rymowanki oraz zabawne ilustracje Diany Karpowicz. Książka ma 60 stron. Każdy wierszyk został dodatkowo wzbogacony o słownikowe wyjaśnienie powiedzenia.

Może lektura zainspiruje Was do układania własnych rymowanek zawierających rodzinne powiedzonka? Do dzieła domowi poeci! Najlepsze wierszyki wymyśla się wspólnymi siłami.

4.  Zabawa na okrągło

Nie wiem, jak dla Was, ale mnie książeczek z przedzielonymi, ruchomymi stronami nigdy dosyć! Po ulubionych tytułach wydawnictwa Dwie Siostry: Pora na Potwora i Let’s go monsters, tym razem Zuzu Toys proponuje dzieciakom Zabawę w zawody. W książeczce urzekają czarno-białe ilustracje (do pokolorowania) przypominające nieco styl Bohdana Butenki. Tworząc własne postaci, dzieci poznają różne zajęcia i ich atrybuty. W książeczce, która ma formę kołonotatnika, znalazło się 24 potrójnych stron, z czego na 20 znajdują się już gotowe do pokolorowania karty, a 4 pozostawiono puste, by można było na nich stworzyć własne projekty.

Druga książeczka z tej seri to Poznajemy zwierzaki.

5. MAMOKO do szczegółów

Który mały człowiek nie lubi zagadek typu „znajdź różnice”? Dzięki wznowionej, trzeciej części bestsellerowej serii Miasteczko Mamoko, każdy wnikliwy obserwator może przenieść się w przyszłość, do roku 3000 i zobaczyć co przydarzyło się mieszkańcom miasteczka. A roi się tam od przybyszów z dalekich planet, robotów i latających pojazdów. Szukając kolejnych bohaterów i odkrywając ich przygody oraz odnajdując ukryte przedmioty, można poczuć się prawdziwym mistrzem spostrzegawczości.
Każda rozkładówka książki jest panoramą fragmentu tytułowego miasteczka. Razem tworzą obraz jednego dnia z życia Mamoko i jego mieszkańców. Uważne dziecięce oko odnajdzie tu kilkadziesiąt równolegle poprowadzonych historii, opowiedzianych wyłącznie za pomocą rysunków. Pełne najrozmaitszych szczegółów ilustracje można naprawdę oglądać godzinami! w sam raz na świąteczne wieczory.

Oprócz Mamoko 3000, w kolekcji dostępne są tytuły: Miasteczko Mamoko, Dawno temu w MamokoMam oko na liczby, Mam oko na litery.

UWODZENI Rusza Wawa Design Fesiwal 2017

 

W dniach 9–17 września 2017 odbędzie się piąta edycja WAWA DESIGN FESTIWAL – niezależnego, stołecznego wydarzenia, które propaguje dobre wzornictwo. Inicjatywa kładzie nacisk na łączenie środowisk twórców i miłośników designu i dobrego stylu, a także promowaniu warszawskich projektantów. Wawa Design Festiwal to impreza, która skupia doświadczonych i młodych projektantów, producentów, promotorów oraz pasjonatów polskiego wzornictwa. Od 5 lat w interesujący i angażujący sposób prezentuje szerokiej publiczności dobry design z Polski i ze świata. Promuje idee kreatywnego projektowania oraz edukuje w zakresie wzornictwa przemysłowego.

Głównym centrum festiwalowym będzie Soho Factory na ul. Mińskiej 25. Wydarzenia odbywać się będą również w Centrum Kreatywności Targowa oraz w kilku miejscach nad Wisłą: Akademii Sztuk Pięknych, w Muzeum Sztuki Nowoczesnej a także na Bulwarach Wiślanych.

 

 

Nie przez przypadek tegoroczny festiwal rozpocznie się 9 września. W tym dniu obchodzimy Święto Rzeki Wisły. Również rok 2017 został ogłoszony rokiem rzeki Wisły. Wydarzenie odbędzie się pod hasłem UWODZENI i jego głównym punktem odniesienia będzie właśnie Wisła. Wystawy, prezentacje, wykłady i warsztaty poświęcone będą projektowaniu związanemu z wodą, w tym też konkretnie z rzeką.

Pochylenie się nad tą tematyką jest wspólną inicjatywą Wawa Design Festiwal oraz Poznań Design Festiwal. Organizatorzy obu wydarzeń postawili przed sobą zadanie poszukania oryginalnych i funkcjonalnych rozwiązań projektowych dla największych polskich rzek: Wisły i Warty. Projekty w Warszawie łączy hasło UWODZENI, a poznańskie wystawy hasło URZECZENI. Podstawowymi celami wspólnego projektu są: wykorzystanie potencjału rzeki w budowaniu przestrzeni społecznie ważnych i użytecznych oraz próba znalezienia konsensusu w rozmowie o zrównoważonym rozwoju rzeki.

Wystawy główne tegorocznej edycji to m. in.: „Uwodzeni Wiosłem i dłutem” organizowana przez Miasto Szkutnia – otwarta pracownia stolarska  podczas której, wspólnie ze wszystkimi odwiedzającymi zostanie zbudowane drewniane kanu;  wystawy „Temat Rzeka” oraz „Urzeczeni” przygotowane przez Poznań Design Festiwal ; cykliczna wystawa „Projekt Warszawiak”, podczas której szansę na zaprezentowanie się będą mieli młodzi stołeczni projektanci; „Zdroje Uliczne” – prezentacja projektów i prototypów; „Ładne Dobre Poszukiwane” – coś z historii designu czyli prezentacja prywatnej kolekcji Weroniki Sołtysiak;
„Niedorzecznie” by Aleksandra Kujawska oraz wiele więcej.

Więcej informacji:

http://wawadesign.eu/

https://www.facebook.com/WawaDesignFestiwal/

Czy znasz kształt swojej dzielnicy?

To pytanie zadaje nam w swojej aktualnej kampanii Marta Baranowska, założycielka studia projektowego LOKALNY. Swoją działalność projektantka sytuuje na pograniczu biznesu, sztuki i edukacji, starając się łączyć wszystkie te obszary.

Od początku działalności wierzę w to, że współczesny patriotyzm ma wymiar lokalny i odnosi się do przedsiębiorczości oraz tożsamości. Swoje wykształcenie architektoniczne wykorzystuję właśnie do tego aby budować świadomy i wartościowy przekaz o przestrzeni miejskiej – mówi Marta Baranowska

Puzzle miejskie to miasta składane z części – dzielnic lub osiedli. Są unikalne ze względu na sam koncept a także formę – każdy element odpowiada kształtowi dzielnicy/osiedla w przestrzeni oraz materiał – grawerowaną sklejkę.

W puzzlach – skromnej układance zawarte są wszystkie idee, które stoją u podstaw projektu Lokalny.

Pierwsze puzzle – warszawska edycja powstała w 2012 roku, a rozwijana jest jako produkt od 2014 roku. Przez ten czas puzzle uczestniczyły w licznych targach oraz wystawach; były także oficjalnym gadżetem promocyjnym Miasta st. Warszawy. Na początku była sama idea, a puzzle jako produkt potrzebowały trochę czasu i kontaktu z ludźmi aby przybrać dzisiejszą formę. Było warto,  cały projekt spotkał się z dużym zainteresowaniem.

Wiele razy dostawałam zapytania m.in. o Łódź, Lublin, Poznań czy Kraków, a pierwsze egzemplarze z innymi, nawet mniejszymi miastami już powstały. 

Tak narodził się pomysł aby zrobić pierwszą serię Puzzli Miejskich.

Z kilkudziesięciu większych miast Polski wybrałam do pierwszej serii 10 – Gdańsk, Gdynia, Katowice, Wrocław, Poznań, Lublin, Łódź, Kraków, Szczecin oraz…

…ostatnie miasto wybiorą uczestnicy kampanii  wspieram.to/ulozsobiemiasto

Każde z miast zostało przedstawione w indywidualny sposób; każde ma inną strukturę przestrzenną i tożsamość miejsca. Jedne mają grawerowane nazwy dzielnic, inne wzory czy ikony które ułatwiają układanie i tworzą dodatkowo unikalny obraz, a jeszcze inne są gładkie lub malowane. 

Na osoby, które zechcą wesprzeć kampanię czekają atrakcyjne miejskie gadżety: puzzle, magnesy, torby, plakaty oraz ich wersje personalizowane.

A czy Ty znasz kształt swojej dzielnicy i miasta? 

Wesprzyj kampanię: https://wspieram.to/ulozsobiemiasto