Projektowanie przyszłości. Czy (polski) design uratuje świat? Gdynia Design Days 2020

Uwaga! Nadchodzi rewolucja.

Surowce z toksycznych odpadów, woda pitna ze ścieków, polskie mięso z probówki, polski biowęgiel, polski bioplastik… to tylko wybrane przykłady odkryć prezentowanych podczas festiwalu Gdynia Design Days 2020, który odbył się (w całości online) w dniach 04-11 lipca.

Ważne! Wystawy nadal można obejrzeć w wirtualnym przewodniku GDD

Czajnik indukcyjny projektu Joanny Jarzy, rozłożony na części
Modułowy czajnik indukcyjny nadający się do prostej naprawy i serwisowania. Komponenty można przetworzyć na surowce wtórne. Proj. Joanna Jarza

Czy ludzkość uratować może tylko Elon Musk? Czy zrobią to… algi?Śledzimy właśnie losy kolejnej misji Nasa na Marsa. Czy wyścig kosmicznych technologii i kolonizacja innych planet to jedyna słuszna droga dla człowieka? Co z planetą, na której żyjemy? Projektanci, naukowcy, inżynierowie, w zaciszu laboratoriów, pracują nad cichą naukową ekorewolucją, która jest w stanie zmienić losy naszego życia na Ziemi. Jednak żeby tak się stało, dokonać się musi zmiana w naszym myśleniu. Przezwyciężenie globalnego kryzysu ekologicznego jest w istocie problemem wyobraźni. Potrzebujemy pilnie alternatywnych scenariuszy. Może postęp oznacza dzisiaj zatoczenie koła. Powrót do pewnych rozwiązań. Skorzystanie z tego, co już mamy. Nie wszystko da się odwrócić, jednak wiele da się jeszcze uratować. Rozwiązania podpowiada nam nieskończona mądrość natury. Musimy jednak w końcu zacząć słuchać. Od dekad ignorujemy kolejnych jeźdźców klimatycznej apokalipsy. Dopiero pandemia Covid-19 sprawiła, że zaczęliśmy się bać i doceniać pracę tych, od których zależy tak wiele. Podążmy zatem śladem wybranych tematów poruszanych na lipcowym festiwalu w Gdyni. Czas zmienić myślenie. Czas na biorewolucję.

Wyschnięte Jezioro Aralskie. Zdjęcie satelitarne z 2020 r.
Burza piaskowa nad Jeziorem Aralskim, niegdyś czwartym co do wielkości jeziorem świata, wyschniętym z powodu pobliskich przemysłowych upraw bawełny. Zdjęcie satelitarne NASA.

Houston, mamy problem. Z wodą!

Dane pokazują, że Polska dysponuje najmniejszymi zasobami wód gruntowych w Unii Europejskiej (porównywalnymi do Egiptu). Województwo łódzkie pustynnieje. Jest to spowodowane nawracającymi suszami, wywołanymi zmianami klimatycznymi, a także wieloletnimi zaniedbaniami w dziedzinie zatrzymywania wody opadowej. Jeżeli wkrótce nasz kraj nie zrobi nic, by tę sytuację poprawić, czekają nas, w pierwszej kolejności, problemy gospodarcze – wzrost cen żywości, a także wielu innych produktów i usług, a w dalszej perspektywie nawet kryzys humanitarny. Aby poradzić sobie z kryzysem wodnym, powinniśmy skorzystać z doświadczenia innych krajów i położyć nacisk na wprowadzanie (lub przywracanie) różnych rozwiązań, takich jak systemy melioracji, retencji, mikroretencji, zarządzania wodą w miastach. Istnieją również sposoby na recykling wody, czyli odzyskiwanie czystej wody ze ścieków, a także na odsalanie wody morskiej czy pozyskiwanie jej z powietrza.

Oczyszczalnia ścieków Omni Processor
Omni Processor Sedron Technologies przetwarzający ścieki na wodę pitną i energię
Bill Gates pije wodę z oczyszczonych ścieków
Bill Gates przy oczyszczalni Omni Processor w Dakarze

Michał Bachowski i Agata Nowak, kuratorzy wystawy „Mamy problem z wodą”  oraz Anna Grajper i Sebastian Dobiesz ze studia projektowego LAX, prowadzący wykład poświęcony architekturze interaktywnej i wodzie, podsuwają przykłady rozwiązań godnych dostrzeżenia i naśladowania. Między innymi roślinne oczyszczalnie ścieków odwzorowujące naturalne siedliska bagienne, pełniące także rolę obiektów małej retencji czy recykling ścieków przez oczyszczalnie, takie jak wspierany przez fundację Billa Gatesa Janicki Omni Processor, produkowany przez firmę Sedron Technologies, który wykorzystuje m.in. metodę odwróconej osmozy. W wyniku całego procesu powstaje woda zdatna do picia oraz energia elektryczna. Pierwsza, instalacja testowana jest obecnie w Dakarze, w Senegalu. Shneel Malik z Bio-Integrated Design Lab opracowała natomiast metodę oczyszczania wody z naturalnych źródeł zanieczyszczonych chemikaliami przez przemysł tekstylny w Indiach. Wykonane z dostępnego surowca, jakim jest glina, panele Indus przypominają kształtem liście pokryte strukturą kanalików. W kanalikach, za pomocą biodegradowalnego hydrożelu, rozprowadzane zostają mikroalgi, które filtrują wodę, usuwając z niej toksyny i metale ciężkie.

Indus - panele w kształcie liści, wypełnione substancją z alg
Gliniane panele Indus oczyszczające skażoną wodę

Do pozyskania wody z powietrza powstały między innymi hydropanele Rexi Zero mass Water zasilane energią słoneczną, które można instalować na dachach prywatnych domów (koszt ok. 2,5 tys. dol.). Instalacja Fog Catcher Creating Water Foundation to system nylonowych siatek przypominających żagle, pozwalający skraplać wodę z mgły. Rozwiązanie NexLoop jest natomiast prostą modułową instalacją na fasady budynków lub szklarni, wychwytującą i przechowującą wodę z atmosfery. Wewnątrz modułów znajduje się sieć przypominająca tę pajęczą. Rozwiązanie zostało stworzone z myślą o miejskich uprawach roślin.

Panele Rexi Zero Mass Water
Rexi Zero Mass Water. Hydropanel zasilany energią słoneczną, pozyskujący i oczyszczający wodę z powietrza.
schemat działania paneli nexloop. Samowystarczalna szklarnia.
Nexloop. Panele pozyskujące wodę z powietrza, do uprawy roślin w samowystarczalnej szklarni.

Ważną kwestią w kontekście oszczędzania wody jest odpowiednie projektowanie architektoniczne (obieg wody w budynkach) oraz planowanie przestrzeni miejskich. Projektując rozwiązania urbanistyczne, nie wolno zaburzać naturalnych procesów związanych ze środowiskiem wodnym (np. zachowując korytarze ekologiczne pomiędzy naturalnymi zbiornikami) oraz tworzyć jak najwięcej miejsc mikroretencji. Powstaje również wiele projektów obiektów rekreacyjnych, które wykorzystują oczyszczanie wody z rzek, jak wrocławska Marina Mountain studia LAX, nowojorski +POOL czy berliński Flussbad – River Bath – projekt transformacji odnogi rzeki Spree, kanału Kupfergraben w filtrowane, za pomocą roślinnych nasadzeń, bezpieczne publiczne kąpielisko w rejonie Wyspy Muzeów.

Wizualizacja basenu w kształcie plusa na rzece. W tle nowy Jork.
+Pool. Crowdfundingowy, nowojorski projekt pływającego, filtrującego wodę basenu.

Projekt Flussbad - wizualizacja rzeki w Berlinie oczyszczanej przez nasadzenie roślinne.

Wizualizacja basenu na rzece przy Wyspie Muzeów w Berlinie
Projekt Flussbad z Berlina. Wizualizacja rzeki oczyszczanej przez nasadzenia roślinne, tworzącej miejskie kąpielisko.

Za globalne zużycie wody, w największym stopniu odpowiada rolnictwo, a także, zależne od masowych upraw roślin, przemysły odzieżowy i mięsny (bawełna, pasze). Do pozyskania jednego kilograma wołowiny zużywa się 15 000 l wody, kilogram wieprzowiny to zużycie 6 000 l a drobiu 4 000 l. Przemysł mięsny jest także jednym z największych trucicieli naszej planety. Odpowiada za 18% światowej emisji CO2. W Polsce ta branża stanowi duże obciążenie dla naszych zasobów wodnych, ponieważ rocznie produkujemy ponad 2,6 mln ton mięsa. Pomimo rosnącej świadomości, spożycie mięsa i popyt na nie, nie spada. Odpowiedzią stają się technologia produkcji tzw. czystego mięsa – hodowanego metodą in vitro poza organizmami zwierząt. Pierwszy burger został wyhodowany w ten sposób w 2013 r. przez holenderskiego profesora Marka Posta (w Polsce po raz pierwszy udało się wyhodować mięso w laboratorium w 2019 roku, wykonawcą eksperymentu był Stanisław Łoboziak). Pierwszy „czysty” burger kosztował 330 tys. dolarów. Dotąd jego koszt zmniejszył się ponad 1000-krotnie. Obecnie już kilkadziesiąt firm zajmuje się komercjalizacją takiej produkcji. Inwestują w nią również mięsni giganci, tacy jak amerykański Tyson Foods.

Próbka mięsa wyhodowanego w laboratorium metodą in vitro
Próbka mięsa wyhodowanego w laboratorium metodą in vitro
Instalacja A waste of energy? Fred Erik - model spalarni ubrań z pudełek H&M na stosie kwiatów bawełny.
A waste of energy? Instalacja. Proj. Fred Erik

Przemysł odzieżowy napędzający rynek tzw. fast fashion to nie tylko ogromne zużycie wody (do  wytworzenia jednego T-shirtu zużywa się jej średnio 2700 l). To także ogromne ilości pestycydów (ok 50% wszystkich pestycydów używanych w rolnictwie) oraz chemikaliów zanieczyszczających glebę i wylewanych do rzek. Co więcej, produkowana w nadmiarze, niesprzedana odzież trafia do spalenia. W miejscowości Västerås, w miejscu powstania pierwszego sklepu H&M, dzisiaj znajduje się, należąca do koncernu, elektrownia, która spala tony niesprzedanych ubrań. To absurdalne marnotrawstwo stało się tematem pracy A waste of energy Freda Erika zaprezentowanej podczas GDD 2020, na wystawie „Więcej nigdy więcej” autorstwa Izabeli Bołoz. Tkaniny syntetyczne, z których wykonana jest większość kupowanej przez nas odzieży, są źródłem mikroplastiku, którego drobne cząsteczki uwalniają się podczas prania ubrań w pralce, przedostają do kanalizacji i zbiorników wodnych. W ten sposób do środowiska trafia aż 35% tych szkodliwych mikrowłókien. Plastik jest we wszystkim, co nas otacza. Szacuje się, że rocznie zjadamy go 250 g.  Ewa Bochen i Maciej Jelski, czyli duet Kosmos Project, w ramach wystawy „Dematerializacja” zaprezentowali m.in. dwa projekty będące odpowiedzią na problem mikrowłókien w pralkach. Torbę z siatki Gruppyfriend oraz kule Cora Ball. Cora Ball to przedmiot inspirowany koralowcami i sposobem, w jaki filtrują ocean. Kula zbudowana jest z zaokrąglonych wypustek, na których osadzają się zanieczyszczenia. Po praniu kłaczki zdejmujemy z kuli i wyrzucamy.

Guppyfriend Washing Bag. Worek na odzież wyłapujący mikrowłókna podczas prania.
Guppyfriend Washing Bag. Worek wyłapujący mikrowłókna podczas prania.
Cora Ball kula z wypustkami z tworzywa wyłapująca mikrowłókna z pralki
Cora Ball kula wyłapująca mikrowłókna w pralce

Cała nadzieja w biodesignie?

Metodą wykorzystaną przy stworzeniu projektu kul Cora Ball jest biomimikra czyli, w skrócie, szukanie odpowiedzi na pytania projektowe w przyrodzie. Projektant poddaje analizie to w jaki sposób natura rozwiązuje konkretny problem i sprawdza czy i jak analogiczną technikę można zastosować w danym projekcie. Za pomocą biomimikry swoją formę przybrały także m.in wspomniane rozwiązania do oczyszczania i pozyskiwania wody: panele Indus czy system NextLoop. szerzej o szczegółach i zastosowaniu metody biomimikry opowiadała Katarzyna Szpicmacher w swym wykładzie „Biomimikra jako szansa dla środowiska”. Znanym w całym świecie przykładem wykorzystania biomimikry w projektowaniu jest japoński szybki pociąg Shinkansen. Odwzorowanie budowy głowy i dzioba Zimorodka pomogły inżynierom tzw. bullet train w pokonaniu problemów z oporem powietrza. Zimorodek nurkuje z dużą prędkością niemal bez plusku. Ta obserwacja pozwoliła przezwyciężyć trudności związane z hukiem, wywołanym ogromną ilością pchanego przez pociąg powietrza w tunelach, co zagrażało ich konstrukcji.

Zimorodek

szybki pociąg Shinkasen wjeżdżający na stację, Japonia
Zimorodek i wzorowana na nim lokomotywa szybkiego pociągu Shinkansen

Inną metodą o ogromnym potencjale rozwoju, którą coraz szerzej interesują się projektanci, jest wykorzystywanie w designie biotechnologii, czyli zastosowania procesów biologicznych w sposób przemysłowy. Mowa m.in. o  użyciu właściwości roślin do oczyszczania środowiska i pozyskiwania surowców, ale także o niezwykłych możliwościach mikroorganizmów takich jak glony (algi) czy grzyby. Posłużyły już one do wielu eksperymentalnych, innowacyjnych procesów jak choćby nagrodzone wyróżnieniem make me! 2018 SCOBY Róży Janusz – projekt „rosnących” biodegradowalnych jadalnych opakowań, które mają szansę zastąpić plastik (o projekcie pisałam już tutaj). Mikroorganizmy, przy zapewnieniu im optymalnych warunków, mają zdolność bardzo szybkiego, naturalnego wzrostu przy niewielkim zużyciu energii i wody. 

Próbki bio opakowań SCOBY projektu Róży Janusz
SCOBY – rosnące bio opakowania, proj. Róża Janusz, MakeGrowLab

Przezroczysta butelka z algBiodegradowalna butelka na wodę ze sproszkowanych czerwonych alg, proj. Ari Jónsson

Zrób sobie (bio)plastik

Czy ostatnie dziesięciolecia powinniśmy, na wzór epok miedzi, brązu czy żelaza, nazwać epoką plastiku? Masowa produkcja tworzyw sztucznych wpłynęła na losy świata, przyczyniając się, z jednej strony, do rozwoju naszej cywilizacji, z drugiej strony, mając jednak katastrofalny wpływ na środowisko naturalne. Podczas festiwalu Gdynia Design Days 2020 można się było zapoznać z  kilkoma propozycjami zastąpienia plastiku, wytwarzanego z ropy naftowej, innym, ekologicznym materiałem. Polka, Ewelina Jamróz, z Uniwersytetu Rolniczego im. Hugona Kołłątaja w Krakowie, łącząc czerwone algi i żelatynę, uzyskała materiał, który już wkrótce może zastąpić opakowania z tradycyjnego plastiku. Stworzyła folię, która rozkładając się w środowisku w ciągu czterech miesięcy, nie uwalnia żadnych szkodliwych substancji. W zależności od użytych dodatków folia może mieć różne właściwości – może bardziej przypominać torebkę foliową lub folię stretch. Dzięki dodatkom, np. ekstraktu z Yerba Mate, można uzyskać opakowanie, które przedłuża przydatność do spożycia surowych produktów. Badaczka pracuje obecnie nad folią mającą właściwości antywirusowe, który sprawdzi się w szpitalach, do pokrywania siedzisk czy leżanek, zabezpieczając przed rozwojem wirusów i bakterii. Produkt jest gotowy do wdrożenia, jego cena nie jest dużo wyższa od ceny tradycyjnej folii. Podobną metodę odkryła Clara Davis z FabTextiles, tworząc m.in. Bio Bag i Bio Pocket – torbę i kopertę z bioplastiku.  Projektantka dzieli się know-how Bio Bag, publikując na swoim profilu na Instagramie DIY, jak krok po kroku wykonać torbę z kilku ogólnie dostępnych materiałów. Oba projekty budzą we mnie jednak wątpliwości, ze względu na wykorzystanie żelatyny, która jest produktem odzwierzęcym, związanym z nieetyczną i nieekologiczną produkcją mięsa. Wegańską alternatywą może stać się projekt Ari Jonssona, który wykonał biodegradowalną (dla chętnych także jadalną) butelkę na wodę, stworzoną ze sproszkowanego agaru (z alg) i wody. Takie naczynie możemy również wyprodukować w warunkach domowych. Wystarczy rozprowadzić agar w wodzie, podgrzać, wypełnić jego warstwą dowolną formę i schłodzić w lodówce.

próbki różnokolorowej bio folii
Folia z alg czerwonych i żelatyny, proj. Ewelina Jamróz, Uniwersytet Rolniczy w Krakowie
Bio Pocket. Torba kopertowa z różowego, przezroczystego bioplastiku, proj. Clara Davis
Bio Pocket. Torba z bioplastiku, proj. Clara Davis

Choć może się wydawać, że produkcja materiałów z zasobów naturalnych jest lepsza dla środowiska, również ona stanowi dla niego poważny problem.  Była już mowa o bawełnie, której uprawy zużywają ogromne ilości wody (działającym na wyobraźnię przykładem jest wyschnięcie z ich powodu jeziora Aralskiego) i powodują skażenie  powietrza, wód i gleby. Bawełna organiczna to zaledwie 1% światowych upraw. Pewną alternatywą jest produkcja tkanin z lnu, konopi i bambusa Wszystkie trzy rośliny są bardzo odporne na szkodniki i grzyby, przez co nie wymagają użycia pestycydów. Włókna konopne i lniane są wytrzymałe, odporne na działanie promieni UV i antyalergiczne. Bardzo istotne jest to, że uprawa konopi, nawet kilka lat z rzędu, w tym samym miejscu poprawia jakość ziemi, podobnie jest w przypadku bambusa. Bambus jest najszybciej rosnącą rośliną na świecie. Niektóre gatunki mają przyrost 1 m w ciągu doby. Jednakże również w przypadku tych tkanin, wybierać należy te certyfikowane, gdyż nie wszystkie pochodzą z upraw zrównoważonych oraz są wolne od szkodliwych związków chemicznych. W ostatnim czasie powstało kilka niezależnych polskich marek produkujących odzież i domowe tekstylia z lnu. Firmy coraz chętniej sięgają też po tkaniny z recyklingu. Naukowcy i projektanci pracują nad wieloma alternatywnymi materiałami wykonanymi z naturalnych i odnawialnych surowców. Rodzime przedsiębiorstwo Hempiflax produkuje z konopi m.in. alternatywę dla betonu oraz inne materiały dla budownictwa.

bloczek budowlany z konopii
Bloczki budowlane z konopi polskiej firmy Hempiflax
próbki i saszetki wykonane z roślinnej skóry z odpadów jabłek
Roślinna biodegradowalna skóra z odpadów organicznych z jabłek Bio2Materials

Modelowym przykładem nowego podejścia do produkcji jest polska firma badawczo–technologiczna Katarzyny Szpicmacher, Bio2Materials, która opracowała „skórę z jabłek” – innowacyjny materiał tekstylny składający się w całości z substancji organicznej. Produkowany jest z wytłoku jabłkowego – największego odpadu organicznego z przetwórstwa owocowo-warzywnego w Polsce (w sezonie wytwarza się go w ilości około 500 ton na dobę). Materiał stanowi alternatywę dla skóry zwierzęcej i syntetycznej. Model biznesowy spełnia założenia gospodarki cyrkularnej. Proces produkcji jest zrównoważony, ekologiczny i nie produkuje zanieczyszczeń. Sam produkt jest bezpieczny i zdrowy.

Materialism - Instalacja Studia Drift - sztabki róznych surowców
Materialism – jedna z serii instalacji Studia Drift przedstawiających surowce wykorzystane do wyprodukowania codziennych przedmiotów. Tu telefon komórkowy.

Odpady = nowe zasoby?

Podczas tegorocznej edycji Gdynia Design Days, badawcze, analityczne i twórcze spojrzenie padło także na surowce. W tej dziedzinie również  odbywa się cicha, naukowa i projektowa rewolucja, która wymaga dostrzeżenia. Opracowywane niezwykłe technologie i procesy powinny być finansowane i stosowane na szeroką skalę. Do tego potrzebna jest jednak zmiana myślenia, o której m.in. przekonująco opowiadała Paulina Grabowska podczas swojego wykładu „Supernaturalna przyszłość — odpady jako nowe zasoby”. Według projektantki ze studia NAS-DRA Conscious Design, współtwórczyni m.in. Domu Jutra IKEA otwartego ostatnio w Szczecinie, stosowane powszechnie podziały na materiały naturalne i sztuczne oraz na surowce czy zasoby, oraz odpady, są ograniczające i przestają mieć rację bytu. U swego źródła wszystko jest naturalne, bo od natury pochodzi. Świat jest naturą dążącą do równowagi. Wszystko jest równouprawnione. Trzeba jedynie nauczyć się dostrzegać możliwości. To, co odruchowo uznajemy za odpady, może być (i za chwilę będzie) traktowane jak surowce. Należy tylko zastosować odpowiednie, nowe technologie ich pozyskiwania.

prototyp krzesła na hałdzie żużlu
This Is Copper. Seria mebli z geopolimeru otrzymanego z żużlu z kopalni miedzi, proj. Studio Thus That

Zanieczyszczenia to źle wykorzystane zasoby. Mające tak złą prasę CO2, czyli dwutlenek węgla, jest wykorzystywany np. do produkcji betonu, w przemyśle spożywczym czy rolnictwie. Co więcej, jego pozyskiwanie z atmosfery jest już dzisiaj możliwe. Paulina Grabowska uczestniczyła w projekcie, w którym przetwarzano smog w nawóz zasilający miejską uprawę roślin. Współtworzyła również projekt odzyskiwania drobnych frakcji metali znajdujących się w zbiorniku poflotacyjnym należącym do spółki KGHM za pomocą hydrokultury. Uprawiane na nim odpowiednie rośliny, za pomocą zdolności hiperakumulacji, wydobywałyby metale, po czym w wyniku beztlenowego spalania pozyskiwany byłby biowęgiel — odnawialny materiał porównywalny do terra preta, najbardziej żyznej gleby na świecie.

Red Mud Studio Thus That. Naczynia i elementy ceramiczne w kolorze terakoty
Red Mud. Naczynia ceramiczne wykonane z glinki pozyskanej z błota zanieczyszczonego tlenkiem żelaza – odpadu produkcji aluminium, proj. Studio Thus That

Temu co „brudne, niebezpieczne, trujące i żrące”, w kontekście nowych źródeł pozyskiwania surowców, przyjrzeli się również Agnieszka Jacobson–Cielecka i Karol Murlak, kuratorzy wystawy „(Nie)uwaga” przygotowanej dla gdyńskiego festiwalu. Zaprezentowali oni projekty wykorzystujące, jako główne surowce,  m.in. lotne popioły – uboczne produkty z elektrowni. Z nich powstała, stworzona przez zdobywcę nagrody specjalnej make me 2019, Mateusza Mioduszewskiego, Ashka – materiał nadający się do produkcji doniczek czy płytek podłogowych (pisałam o nim już tutaj). From Ash opracowany przez Thomasa Misse to materiał budowlany stworzony w 80% z popiołów uwalnianych podczas spalania węgla. ExCinere to płytki ceramiczne stworzone z popiołów i lawy wulkanicznej. Żużel, który jest produktem ubocznym procesu wydobycia (powszechnie używanej w przemyśle) miedzi, posłużył projektantom ze Studio ThusThat do stworzenia geopolimeru o wytrzymałości zbliżonej do cementu i śladzie węglowym mniejszym nawet o 80%. Z tego samego studia pochodzi także projekt wykorzystania zanieczyszczonego tlenkiem żelaza błota, będącego produktem ubocznym wydobycia aluminium. Projektanci opracowali metodę przetwarzania tego materiału w glinkę ceramiczną i użyli jej do produkcji naczyń. Agne Kucerenkaite proponuje wykorzystanie toksycznych metali ciężkich, które zanieczyszczają glebę w rejonach przemysłowych do barwienia szkliw, które stosuje się w ceramice. Tradycyjnie produkowane szkliwa zawdzięczają swe kolory domieszkom metali, które wydobywa się ze złóż naturalnych. Osady metalowe gromadzone podczas oczyszczania gleby i wody mogą jednak z powodzeniem zastąpić te substancje. Co ważne, wszystkie wymienione projekty są metodami nie tylko utylizacji, ale także chemicznej neutralizacji trujących zanieczyszczeń.

wnętrze wyłożone płytkami ExCinere w odcieniach złota i brązu
ExCinere. Płytki ceramiczne z lawy wulkanicznej, proj. Dzek i Formafantasma: Andrea Trimarchi i Simone Farresin
Komplet naczyń Ignorance is Bliss Agne Kucerenkaite
Ignorance is Bliss. Zastawa barwiona metalami, które zanieczyszczają glebę w rejonach przemysłowych, proj. Agne Kucerenkaite

Kryzys wyobraźni

Co do koniecznej zmiany sposobu myślenia, właściwie cały świat designu, a więc także twórcy wystaw i prelegenci Gdynia Design Days 2020, mówi właściwie jednym głosem. Niezbędne jest jak najszybsze odejście od systemu opartego na fałszywym założeniu, że możliwy jest nieograniczony wzrost przy ograniczonych zasobach. Należy dołożyć wszelkich starań by gospodarkę liniową (bazującą na ciągłym wzroście, zwiększających się zużyciu surowców oraz ilości odpadów) w najkrótszym możliwym czasie zastąpić modelem cyrkularnym (czyli gospodarką o obiegu zamkniętym). Powiedzenie, że w przyrodzie nic nie ginie, sprawdza się przy odpowiednim podejściu. Niestety rewolucja przemysłowa i szybki rozwój, opartej na nieograniczonej konsumpcji, zachodniej cywilizacji, sprawiły, że zdążyliśmy niemal wszystko zniszczyć, zanim zorientowaliśmy się, że, jako ludzkość, stoimy u progu katastrofy. Lawrence Buell napisał, że „kryzys ekologiczny to przede wszystkim kryzys wyobraźni”. Julia Fiedorczuk i Filip Springer, w rozmowie przeprowadzonej podczas GDD 2020, mówili o potrzebie zmiany języka, za  pomocą którego budujemy wizję świata. Naszą wyobraźnię kształtują metafory i mity zachodniej kultury, którym warto się przyjrzeć krytycznie. Są one bowiem nośnikami antropocentrycznej perspektywy, stawiającej człowieka w opozycji do nie-ludzkiej natury. Z jednej strony idealizujemy przyrodę, jej sielską lukrowaną wersję traktujemy jak towar zaspakajający nasze potrzeby. Z drugiej strony zaślepia nas cały czas idea postępu, który naturę kolonizuje, „czyni sobie poddaną”, traktuje jak zasób i eksploatuje. Kryzys wyobraźni dotyczy także tworzenia alternatyw dla apokaliptycznych wizji przyszłości. Mamy problem z wyobrażeniem sobie lepszego świata tutaj, na Ziemi. Brakuje scenariuszy ze szczęśliwym zakończeniem a takie są nam teraz najbardziej potrzebne.

Okładka książki Julii Fiedorczuk. Cyborg w ogrodzie. Wprowadzenie do ekokrytyki.

Kryzys ekologiczny jest także, w moim przekonaniu, kryzysem dotychczasowego systemu wartości, który również powinniśmy zdefiniować na nowo. Żyjemy u schyłku ery człowieka. Ludzkość ma szansę przetrwać wyłącznie na innych zasadach. Potrzebna jest więc postantropocentryczna, posthumanistyczna etyka. Kodeks moralny przyszłości, uwzględniający również to co nie-ludzkie, czyli cały świat naturalny oraz nowe technologie — sztuczną inteligencję, uczące się maszyny, autonomiczne roboty, inteligentne systemy i sieci.

Projekt Drogie Dane. Odręczny wykres graficzny

Drogie Dane. zapisana odręcznie kartka pocztowa
Drogie Dane. Kartki pocztowe proj. Giorgia Lupi, Stefanie Posavec

Drogie Dane!

Formuła human centered design, czyli projektowania skoncentrowanego tylko na człowieku, się wyczerpała. Projektanci coraz liczniej dostrzegają w swojej pracy potrzebę stosowania szerszego spojrzenia. More than human design to perspektywa uwzględniająca biologię (np. mikroorganizmy), algorytmy czy sztuczną inteligencję jako partnerów w procesie projektowym. Tworzywem w tym procesie, jego materią, są dane. Z danymi wiąże się wiele paradoksów. Z jednej strony stały się one dla człowieka artykułem pierwszej potrzeby. Jednocześnie jednak narzekamy na ich nadmiar. Pożądamy ich i boimy się o ich bezpieczeństwo. Dane stały się towarem i walutą. Ich wykorzystanie wciąż budzi kontrowersje, również w środowisku projektowym. Świat designu wyraźnie podzielił się, prezentując dwa podejścia do cyfrowych informacji oraz sztucznej inteligencji. Pierwsze upatruje w nich ogromne szanse, potencjał i nowe, ekscytujące możliwości. Drugie podchodzi do ich wykorzystywania podejrzliwie i z rezerwą, wskazuje głównie na zagrożenia i nadużycia w tej dziedzinie. Ten podział nastrojów, wokół AI i danych, mogliśmy zaobserwować także, oglądając wystawy i słuchając wystąpień podczas Gdynia Design Days 2020. Wspólnym mianownikiem stał się jednak temat potrzeby humanizacji danych oraz oparcie nowych technologii na wypracowanych społecznie wartościach. Każdy z nas, codziennie, nie tylko korzysta z danych, ale także je produkuje. Joanna Rutkowska i Magda Kochanowska, kuratorki wystawy „Dane to emocje. Emocje to dane” dostrzegają, że nasze emocje również pozostawiają po sobie cyfrowy ślad w postaci danych. Dane natomiast nie są czymś neutralnym, obojętnym czy bezosobowym, lecz mogą także oddziaływać na nas, wywołując emocje. Wystawa prezentuje projekty, w twórczy sposób tłumaczące analizę danych na język emocji, lub emocje przedstawiając w postaci danych. Przedsięwzięciem takim jest, włączony do kolekcji nowojorskiego MoMA, projekt Dear Data – zbiór ponad stu kartek pocztowych, które ich autorki, Giorgia Lupi i Stefanie Posavec, przesyłały do siebie, przedstawiając na każdej z nich odręczne zestawienia, zebranych podczas jednego tygodnia, danych dotyczących swojego życia. Tak przekazane informacje nie tylko dają wiedzę, ale także niosą duży ładunek emocjonalny. Czy pamiętacie „Dziennik Bridget Jones”? Statystyki zanotowane przez główną bohaterkę na początku każdego wpisu w pamiętniku, dotyczące liczby wypalonych papierosów, ilości wypitego alkoholu i liczby pochłoniętych kalorii, w zabawny sposób prezentowały aktualny stan emocjonalny postaci, skłaniając nas do współczucia lub wprawiając w rozbawienie.

Zbliżenie twarzy z logo Facebook w tęczówce oka

Dane, użyte w odpowiedni sposób i w słusznym celu (np. w kampanii społecznej), to oczywiście jedna strona medalu. Oczywiście, jak wszyscy wiemy, pozyskane informacje mogą służyć także do manipulacji. Wiesław Bartkowski, autor wystawy „Cześć! Znam Cię — Jestem Tobą” przytacza przykłady wykorzystania tego typu osobistych danych użytkowników, w sposób cyniczny, dla osiągnięcia przez firmy finansowego zysku. W 2017 r. z Facebooka wyciekł jeden z raportów skierowanych do reklamodawców, który opisuje, w jaki sposób analiza behawioralna określa moment, w którym przedstawiciele grupy docelowej – uczniowie, są najbardziej podatni na wpływ określonych treści reklamowych. Cytując raport: „[…] monitorując posty, zdjęcia, interakcje i aktywność w Internecie, Facebook może zareagować, gdy młodzi ludzie czują się zestresowani, pokonani, przytłoczeni, niespokojni, nerwowi, głupi, bezużyteczni, lub przegrani”. Reakcja Facebooka to wyświetlenie im w owym momencie słabości odpowiednio „wzmacniających” reklam skutecznie skłaniających do zakupów. Równie duże oburzenie wywołała historia aktualizacji oprogramowania odkurzaczy Roomba firmy iRobot, dzięki której odkurzacz stał się „bardziej inteligentny” i pomocny, zyskiwał nowe funkcje, zbierając za pomocą kamery dane o swoim otoczeniu i zachowaniach domowników. Zgadzając się na aktualizację, użytkownicy, często nieświadomie, zgodzili się jednak na przekazywanie wszystkich tych informacji firmom trzecim. Firma Facebook po głośnym skandalu Cambridge Analityca także przyznała się do sprzedaży i udostępniania danych swoich klientów firmom zewnętrznym. System sankcjonujący stosowanie tego typu praktyk Shoshana Zuboff nazywa kapitalizmem inwigilacji. Taki, obowiązujący obecnie model rynkowy nie tylko przewiduje nasze ruchy, ale dąży do wpływania na nasze zachowania, do ich moderowania i kontroli. Czy zatem „ludzie są problemem a technologia sposobem na jego rozwiązanie” czy sztuczna inteligencja wytyka nam nasze błędy i słabości i dlatego jej nie ufamy? Zgodność panuje co do jednego: muszą zostać zdefiniowane wartości, stanowiące podstawę projektowania opartego na danych. Propozycje postulatów takiego manifestu data-driven design oraz ankietę do głosowania, znajdziecie tutaj.

Dłonie trzymające kubki ceramiczne podczas rozmowy 2 osób przy stoliku. Słuchające kubki. Proj. Audrey Desjardins, Timea Tihanyi.
Słuchające kubki. Kubki ceramiczne wykonane technologią druku 3D. Ich powierzchnia jest materializacją danych – zapisu dźwięków z otoczenia. Proj. Audrey Desjardins, Timea Tihanyi

Czy warto się starać?

Rola projektantów, poszukujących nowych rozwiązań, jest obecnie nie do przecenienia. A czy my wszyscy, jako konsumenci, mamy realny wpływ na to, co stanie się z naszym środowiskiem? Czy jesteśmy w stanie zmienić kierunek rozwoju światowej gospodarki? Czy nasze jednostkowe wybory mają jeszcze szansę ocalić planetę? Czy nie jest na to po prostu zbyt późno, a przerzucanie odpowiedzialności na konsumentów jest cynicznym zagraniem wielkich koncernów, ich demagogią i hipokryzją, gdy i tak wszystko zależy od kluczowych graczy na rynku finansowym? Zdania prelegentów GDD 2020 były w tej kwestii podzielone. Nikt jednak nie miał wątpliwości, że postawa odpowiedzialności jest wyborem etycznym. Niezależnie od tego czy wierzymy, że nasze codzienne proekologiczne praktyki, wybory polityczne oraz tzw. głosowanie portfelem, to działania skuteczne, chcemy się ich trzymać, choćby dlatego, że uważamy je za słuszne moralnie i zgodne z naszym sumieniem. Poza tym, czy nadzieja nie umiera ostatnia? Jeżeli byłby choć cień szansy na zmianę i ocalenie świata dla kolejnych, mądrzejszych, pokoleń, czy nie warto spróbować?

Ilustratorki designu. Ceramika: Magda Pilaczyńska

Magda Pilaczyńska projektuje grafikę, tworzy plakaty, ilustracje, identyfikacje graficzne. Jej twórczość inspirowana jest stylistyką lat 60-tych, którą autorka łączy ze współczesnymi motywami. Grafiki Pilaczyńskiej nawiązują do polskiej szkoły plakatu. Wykonywane są poprzez połączenie klasycznej ilustracji z techniką kolażu. Projektantka mieszka i pracuje w Warszawie. Stolica jest zresztą motywem często przewijającym się w jej pracach.

Kolaż z postacią kobiety i budynkiem Prudential
Plakat Warszawa

 

Kolaż z twarzą kobiety na niebieskim tle
Plakat Vintage Lady I

Magda Pilaczyńska to kolejna, obok Malwiny Konopackiej, graficzka i ilustratorka ze szczególnym sentymentem do ceramiki. Projektantka nie tylko łączy różne techniki i formy. Sięga także po różne materiały. Szczególnym uczuciem darzy klasyczną porcelanę, będącą medium, nośnikiem przekazu artystycznego, za którego pośrednictwem artystka może się skomunikować, wejść w interakcję z odbiorcą. Dla Magdy Pilaczyńskiej porcelana jest doskonale białym tłem dla form graficznych i ilustracji. Ceramiczne „płótno” przybiera zwykle formy dobrze nam znane jak tradycyjne elementy zastawy stołowej.

Owalny, ozdobny półmisek ozdobiony kolażowym motywem syrenki
Półmisek z serii Look At Me
Kolaż z postaciami eleganckiej kobiety i kelnera
plakat Oui

Poważny związek ilustratorki z porcelaną rozpoczął się od zaprojektowania dwóch kolekcji dla marki Kristoff. Seria White Breakfast, ozdobiona subtelnymi i zabawnymi pastelowymi motywami kropli, wąsów i flamingów została nagrodzona wyróżnieniem must have podczas ŁDF w 2013 r. oraz znalazła się w finale nagrody Dobry Wzór w 2014.

zestaw porcelany z motywem wąsów

Serwis porcelanowy "wąsy"

Serwis śniadaniowy z białej porcelany z motywem flamingów

Imbryk z flamingami
Dekoracje White Breakfast (Wąsy i Flaming) na fasonach Porcelany Kristoff

Look At Me Plates

Najnowszym i najbardziej popularnym dziełem projektantki jest autorska kolekcja talerzy (a także innych naczyń) Look at me.  Talerze mogą pełnić funkcję użytkową lub dekoracyjną (można powiesić je na ścianie za pomocą dołączonego specjalnego wieszaczka). Wszystkie wzory nanoszone są ręcznie. Przypominają starannie rozsypane na ceramice fragmenty wycinanki. Każdy talerz jest unikatem. Inspirację stanowią graficzne symbole: serce, łza, oko, usta, figury karciane, a także postacie fantastyczne, takie jak: syrena pegaz czy kapelusznik.

Kompozycja z talerzy we wzór wycinankiTalerz z ilustracją, z motywem grzybów i twarzy.

kompozycja talerzy artystycznych

Prace Magdy Pilaczyńskiej były wystawiane na wielu wystawach w Polsce (m.in. podczas Gdynia Design Days czy Łódź Design Festival) i za granicą (w Nowym Jorku, Londynie, Seulu i Tokyo). Na żywo możecie je zobaczyć, odwiedzając warszawskie studio projektantki lub sklep Porcelanowa a także podczas kiermaszów designu. Aktualnie, w związku z panującą epidemią, najlepiej skontaktować się bezpośrednio z projektantką.

Wszystkie szczegóły i kontakt znajdziecie tutaj

 

talerz z motywem kapelusznika

Talerz z kolażem w kolorze żółtym

Ilustratorki designu. Ceramika: Malwina Konopacka

Gdzie leży granica pomiędzy designem a sztuką? Czy w ogóle musimy ją wyznaczać? Jaki jest status sztuki użytkowej? Czy dobrze zaprojektowana rzecz może być piękna? Czy design ma płeć? Takie pytania krążą mi po głowie, kiedy myślę o pracach Malwiny Konopackiej.  Projektantki, która tworząc niezwykłe ceramiczne dzieła, godzi  grafikę i ilustrację z wzornictwem użytkowym.Malwina Konopacka i jej prace

Dzieła Malwiny Konopackiej mają w sobie pewną bezkompromisowość. Są przeciwieństwem tego, co skromne. Są efektowne, ale nie próbują się nam przypodobać. Po prostu biorą naszą uwagę w posiadanie. To przedmioty, które sprawiają, że my należymy do nich, a nie odwrotnie. Jest w tym błyskotliwość i żart. Obserwujemy, jak projektantka konsekwentnie przechodzi od figuratywności  do symbolu i abstrakcji… i z powrotem. Użytkowość zostaje przy tym zachowana albo nie. Design bowiem nie zawsze musi „służyć” a sztuka może cieszyć oko.

Wazon różowy

Wazony OKOMalwina Konopacka – Oko na wazony

Ilustratorka i projektantka Malwina Konopacka studiowała Historię Sztuki i Wzornictwo Przemysłowe w warszawskiej ASP oraz grafikę na Uniwersytecie w Berlinie. Jej rysunki publikowane były na łamach takich wydawnictw jak Elle, Zwykłe Życie, Dwutygodnik, Podróże czy Przekrój. Projektantka najbardziej jednak lubi pracować na styku różnych dziedzin.  Z powodzeniem łączy ilustrację i inspirację sztuką z formami przestrzennymi  i użytkowością ceramiki.  Najbardziej rozpoznawalne z prac Malwiny Konopackiej, czyli serie wazonów OKO, są na to najlepszym przykładem. Duże wrzecionowate wazony, z charakterystycznymi, okrągłymi żłobieniami (wykonanymi nie tylko do ozdoby, ale również, by ułatwić chwytanie i przenoszenie wazonów), wystawiane były na wielu wystawach m.in. we Francji, Włoszech, Wielkiej Brytanii, w Japonii czy Stanach zjednoczonych. Doczekały się także wielu wersji.

Malwina Konopacka z wazonem OKO kobaltWazony OKO ukazały się w kilku limitowanych kolekcjach. Pierwszą była seria Kobalt /2014/. Wazony zostały ozdobione klasycznym kobaltem, nawiązującym do tradycyjnego zdobienia porcelany, wzorami geometrycznymi, przywodzącymi na myśl lata sześćdziesiąte. Pojawił się na nich motyw oka i twarzy. W kolekcji Jungle /2015/ artystka użyła również klasycznego, znanego z angielskiej porcelany, barwnika. Chromowa zieleń posłużyła do przedstawienia współczesnych motywów roślinnych. Część z tych nowoczesnych ilustracji inspirowana była obrazami Henriego Rousseau. Za kolekcję Jungle Malwina Konopacka otrzymała nagrodę Must Have.

Wazony OKO Jungle i projektantka

Serię CutOut /2016/ zdobią wielobarwne kalkomanie, częściowo nawiązujące do wycinanek Matisse’a. Do wazonów dołączyły, w tej kolekcji, komplety talerzy. La Cite /2017/ to edycja wazonów i talerzy inspirowanych słynną Jednostką Mieszkaniową Le Corbusiera i zaprezentowanych na wystawie w Marsylii. Wazony OKO dostępne są także w wersji GLD/PLTNA–złote lub platynowe kropki.Talerze i wazon z serii CutOut

W 2018 r. do rodziny OKO dołączył 80-centymetrowy wazon Teresa, (imię i wzrost otrzymał po córce projektantki), którego premiera miała miejsce w czasie aukcji na rzecz Muzeum Narodowego w Warszawie. 11 wersji na bal charytatywny Spragnieni Piękna powstało we współpracy z wybitnymi polskimi artystami. Egzemplarze pomalowane przez samą autorkę zdobią kolorowe motywy ust na czarnym tle oraz zabawne, wystające elementy. Całość utrzymana jest w stylistyce lat osiemdziesiątych.

Wazon Teresa

Później kolorowa, ceramiczna rodzina powiększyła się o paterę Aniela (imię drugiej córki) i wazon Nana. Powtarza się w nich okrągły motyw, przypominający bajgla, który artystka wykorzystała także od wykonania ozdób Kwiaty polskie.

Kwiaty polskie - ozdoby ceramiczne przypominające lizaki lub obwarzanki na patyku

Szkło to kolejne tworzywo, które posłużyło Malwinie Konopackiej za trójwymiarowe płótno. Wazon Krystal powstał we współpracy z francuskim studiem Slavia Kolektiv. Został wykonany w czeskiej manufakturze szkła kryształowego Blazek.

Krystal - waza szklana

Irena – nazwa nowego wazonu, o kulistym kształcie to tym razem hołd dla babci artystki. Nadając swym naczyniom żeńskie imiona, Malwina nawiązuje do tradycji nazywania w ten sposób serwisów przez zakłady ceramiczne. Możemy w tym również odczytać przesłanie feministyczne. Podkreślenie znaczenia kobiecej siły i solidarności. Malwina tworzy również ilustracje zaangażowane społecznie, będące komentarzem do aktualnej sytuacji. W wywiadach artystka nie ukrywa własnego światopoglądu i jego wpływu na swoją twórczość.

kulisty wazon Irenailustracja "szczęśliwe dzieci z wolnego wyboru"

Po córkach i babci przyszła pora na mamę. Aktualnie w ramach wystawy „Co dwie sztuki to nie jedna” w warszawskiej galerii Zachęta* wystawiony został totem Mama – najnowsze dzieło wykonane przez projektantkę wspólnie z dziećmi. Obiekt ma 180 cm wysokości, składa się z wazonów Oko i Teresa, patery Aniela oraz dodatkowych elementów. Jest to figura przypominająca kształtem człowieka. Efekt formalnego eksperymentu, zwrócenia się przez autorkę w stronę sugestywności ilustracji oraz działania na granicy designu i sztuki.

*W związku z obecną sytuacją zagrożenia epidemicznego Galeria Zachęta została czasowo zamknięta. Odbywają się jednak związane z wystawą internetowe warsztaty dla dzieci.

Totem Mama w Galerii Zachęta

Wszystkie zdjęcia wykorzystane w artykule pochodzą ze strony internetowej projektantki i jej profilu na Instagramie:

http://malwinakonopacka.com/

https://www.instagram.com/malwinakonopacka/

Kilimy z Polski. Tartaruga studio

Popularne w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, do naszych wnętrz wracają makatki i kilimy. Wraz z nowym pokoleniem ich forma jednak ewoluuje. Tkackie dzieła sztuki użytkowej, jako formy współczesnej grafiki, zwracają uwagę świata designu. W ostatnim czasie, w ogóle obserwujemy renesans różnych form rękodzieła. Powrót zainteresowania tkaniną artystyczną jest szczególnie ciekawym zjawiskiem. 

PASKI. Tkanina na ścianę
PASKI. Tkanina na ścianę

Tartaruga to po włosku żółw. „Żółw jest powolny, ale długowieczny i wyjątkowy. Tak jak nasze tkaniny” – mówią założycielki wyjątkowej pracowni tkackiej, łódzkiego studia Tartaruga. Ich projekty powstają w duchu slow design. Tworzone są ręcznie, przy użyciu tradycyjnych narzędzi i technik rzemieślniczych.

Tartarugę tworzą dwie przyjaciółki: Wiktoria Podolec i Jadzia Lenart, absolwentki kierunków związanych z tkaniną, miłośniczki dobrego wzornictwa i rzemiosła, pasjonatki tkactwa. Ich prace wyróżnia prosta, przemyślana forma i kolor.

Jadzia Lenart i Wiktoria Podolec

Pracownia duetu znajduje się w Łodzi, mieście którego historia silnie związana jest z przemysłem włókienniczym. Studio nie tylko wpisuje się w bogatą tradycję Łodzi, ale również doskonale wkomponowuje się w  życie miasta. Do niedawna, kiedy Łódź stawała się stolicą polskiego designu, każdy odwiedzający Łódź Design Festival, dosłownie zaglądał w okna pracowni rezydującej w Art Inkubatorze przy Tymienieckiego 3.  Aktualnie dziewczyny przeniosły się do nowego, bardziej przestronnego lokalu.

Kilim Shapes on Stripes z kolekcji Kilimy Z Polski wyróżnionej znakiem must have
Kilim Shapes on Stripes z kolekcji Kilimy Z Polski wyróżnionej znakiem must have

 

Kilimy z kolekcji Kilims from Poland
Kilimy z kolekcji Kilims from Poland zdobią wnętrza łódzkiego hotelu Puro, sieci znanej z zacięcia do dobrego designu.

Wełna używana w procesie produkcji makatek Tartaruga pochodzi z recyklingu lub z polskich, zrównoważonych hodowli owiec. Tkaniny Tartarugi powstają z poszanowaniem środowiska i praw pracowników. Część dochodu ze sprzedaży każdego produktu dziewczyny przekazują fundacji Refugee.pl, działającej na rzecz zapobiegania rasizmowi oraz budowania otwartego i obywatelskiego społeczeństwa.

Słońce nr 8. Kilim na ścianę
Słońce nr 8. Kilim na ścianę

Kolekcja FAV STUFF to seria współczesnych dywanów bawełnianych. Wszystkie wzory z kolekcji inspirowane są ulubionymi codziennymi rzeczami, drobnymi przedmiotami, takimi jak miseczki, wazon, figurki. Każdy dywan został oczywiście w całości utkany ręcznie. Jest wykonany w ponad 90% z dzianinowych przędz pochodzących z recyklingu. Są to odpady z masowej produkcji tekstyliów; w ich skład wchodzi głównie bawełna. Pozostałe 10% to wysokiej jakości przędza lniana użyta jako osnowa tkaniny. Rzemieślnicza technika wykonania pozwoliła na zminimalizowanie ilości odpadów produkcyjnych – śmieci powstałe w czasie wykonywania dużego dywanu mieszczą się garści. Dywan może być eksponowany zarówno na podłodze, jak i na ścianie.  Dywany są dwustronne i, co ważne, można je prać w pralce. Każdy wzór zostanie wyprodukowany w ograniczonej liczbie egzemplarzy: 10 małych i 10 dużych. 

JUGS i RED. Dywany bawełniane z kolekcji FAV STUFF. W tle mural.
JUGS i RED. Dywany bawełniane z kolekcji FAV STUFF
VASE. Dywan bawełniany z kolekcji FAV STUFF
VASE. Dywan bawełniany z kolekcji FAV STUFF

Prace z serii ILLU powstają we współpracy z najlepszymi polskimi ilustratorkami. Osobiście, z niecierpliwością czekam na kolejne jej efekty. Nowe wzory mają pojawiać się sukcesywnie co parę miesięcy. Kilimy (które mogą być eksponowane zarówno na podłodze, jak i na ścianie) dostępne będą w dwóch plakatowych rozmiarach: 50 x 70 cm i 70 x 100 cm i w ograniczonej liczbie egzemplarzy (4 dla każdego rozmiaru). Będą sygnowane nazwiskami projektanta i rzemieślnika i oznaczone numerem seryjnym. Jak na razie powstał pierwszy wzór: VAMOS z grafiką projektu Agaty Królak.

VAMOS. Wełniany kilim projektu Agaty Królak
VAMOS. Wełniany kilim projektu Agaty Królak

Minimalistyczne, czarno-białe kilimy zainspirowane surowym górskim krajobrazem zostały wykonane z niefarbowanej wełny, z runa owiec ze zrównoważonej hodowli, z okolic Koniakowa. Ponieważ cenię minimalizm a do gór pałam miłością bezgraniczną, jest to mój ulubiony wzór.

Kilim z górami - panorama, we wnętrzuKilim z górami Tartaruga Studio

WASTEWORLD to najnowsza kolekcja Tartarugi, zaprezentowana po raz pierwszy podczas ostatnich targów Warsaw Home. Większe i mniejsze formy kilimowych dywanów wykonane są w ponad 90% z wełnianych przędz, będących odpadem z masowej produkcji. Tylko ze względu na zbyt niską masę pojedynczych nawojów, nie mogą być już wykorzystane w przemyśle. Mimo to wciąż cechują się tymi samymi właściwościami mechanicznymi i są idealnym surowcem do tkania ręcznego. Mnie podobają się również ze względu na świetny, współczesny wzór i dobór kolorów. Widać, jak projektantki rozwinęły się przez te kilka lat. To chyba pierwszy, tak poważny projekt Tartarugi.

Kilim z serii WASTEWORLD. Geometryczny wzór w beżu, bordo i indygo
Kilim SPOT large WASTEWORLD
Kilimy z serii WASTEWORLD we wnętrzu
Kilimy z serii WASTEWORLD. Wnętrze: Aleksandra Morawiak/liquidmemorycollages

Jeżeli zastanawiacie się, jak samemu zrobić kilim, mam dobrą wiadomość. Zgodnie z ideą DIY, Tartaruga chętnie dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem oraz zachęca do własnych makatkowych poszukiwań. Studio organizuje kreatywne warsztaty tkane na miarę, a także oferuje zakup różnej wielkości kompletnych „zestawów startowych” wraz z filmową instrukcją postępowania. Nic tylko siadać do krosna!

Duet Tartaruga przy krośnie, z  psem

Gdzie spotkać Tartarugę? Na przykład na Targach Rzeczy Ładnych. Jak wziąć udział w warsztatach? Jeżeli chcecie być na bieżąco, polecam śledzenie profilu dziewczyn na Instagramie.

Tartaruga Instagram

Tartaruga Warsztaty

Tartaruga Kilimy

Design wobec tematu śmierci

Co design ma do spraw ostatecznych? Jak odnosi się do śmierci? Czy zajmuje się tematem umierania, żegnania bliskich, kultywowania pamięci o zmarłych? To problem, który od dłuższego czasu nie daje mi spokoju. Powraca przy różnych okazjach, w szczególności o tej porze roku.

1 listopada. Tradycyjne odwiedzanie rodzinnych grobów na warszawskich cmentarzach. Scenariusz “zwykłych” trudności, jak co roku, ten sam. Najpierw brak miejsc do zaparkowania, normalka. Mogliśmy przyjechać komunikacją. Kwiaty, tu idzie łatwo. Choć na co dzień pod cmentarzem  straszą głównie sztuczne wiązanki, tego dnia wspomagana nawozami natura zadziwia różnorodnością odmian. Chryzantemy czy wrzos zawsze się bronią. Gorzej, kiedy na żadnym ze stoisk nie zdobędziemy prostych, glinianych zniczy. Wtedy staje przed nami dylemat moralny: czy wybrać znicz najmniej brzydki z brzydkich i pogodzić się z tym, że został wykonany z plastiku, czy w ogóle nie postawić znicza na grobie. Decyzję należy podjąć szybko. Kryzys decyzyjny przy straganie oznacza, że nie zdążymy odwiedzić wszystkich grobów przed zmrokiem. Cmentarz po ciemku, owszem, może i pełen uroku, jednak dla mniej sprawnych z pewnością bardziej kontuzjogenny. Na koniec pozostaje bowiem próba wyjścia z honorem i poszanowaniem dla miejsca, z sytuacji kiedy zostaje się uwięzionym pomiędzy grobami. Alejki, które nagle się kończą albo takie, których wcale nie ma… Problem braku cywilizowanego przejścia pomiędzy nagrobkami to bolączka wielu polskich cmentarzy. Rzecz, wydawałoby się najprostsza z możliwych. A jednak.

Jedną z moich ulubionych książek z designem w tle  – “Jak przestałem kochać design” Marcina Wichy rozpoczyna bardzo osobista, choć co typowe dla autora, ujęta w formę anegdoty scena wyboru urny na prochy ojca.

“Wszystkie modele wyglądały jak skrzyżowanie greckiej wazy i chińskiego termosu. Połyskiwały brokatem. Mieniły się chromem. Były złote, biało-złote, malachitowe i czarne. Miały ozdobne rączki i uchwyty. (…) No i oczywiście krzyże. Wyryte. Namalowane. Przyklejone z boku. Sterczące na górze (…). Nie mogło oczywiście nie być korony cierniowej, Matki Boskiej w półprofilu i Jezusa Frasobliwego. (…) Alternatywą był kwiatek – biała lilia lub przekwitła róża. W opinii branży pogrzebowej Polskę zamieszkują dwa rodzaje ludzi: chrześcijanie i przedstawiciele sekty florystów. (…) wybrałem w końcu jakiś wzór. Miał trochę mniej ozdób, nieco prostszy kształt i nawet biała róża prezentowała się dość skromnie.  Potem przez kilka godzin oszukiwałem się, że jest OK. Ale nie było. Ojciec nigdy by się nie zgodził na takie naczynie. To świństwo lekceważyć czyjeś uczucia estetyczne tylko dlatego, że umarł”.

Po odpowiedź jak autor poradził sobie z rozwiązaniem tej sprawy odsyłam do źródła czyli do lektury książki:

https://www.karakter.pl/ksiazki/jak-przestalem-kochac-design-2015

Śmierć jest obecnie w naszej kulturze tematem tabu. Unikamy go. O sprawach związanych z umieraniem wolimy nie myśleć, nie mówić, ba, nawet nie nazywać rzeczy po imieniu, co widoczne jest w praktyce językowej. Co dziwne, zjawisko wyparcia obejmuje także dziedzinę designu, która mierzy się przecież z trudnymi problemami na innych polach i dotyczy wszystkich aspektów naszego życia. Dlaczego więc zamyka oczy na ewidentne zaniedbania w tej materii?

Czy temat musi być seksi, żeby zainteresował się nim świat projektowania? Wierzę, że tak nie jest. Zaprzecza temu zresztą wiele osiągnięć projektantów w dziedzinach o tyle znaczących i potrzebnych jak i mało atrakcyjnych medialnie, jak choćby opieka medyczna. Czy możemy zatem  zrzucić winę na system, który nie dopuszcza projektantów do przemysłu? Po części na pewno odpowiedzialność leży po stronie przedsiębiorstw, które nie dostrzegają konieczności wdrażania procesów w duchu “design thinking”. Brak również wsparcia w tym zakresie państwa  w postaci choćby odpowiednich zachęt, przepisów czy regulacji. Czy przeszkodą jest może brak popytu? Umieranie dotyczy przecież wszystkich. Czy rzeczywiście zainteresowanie dobrze zaprojektowanymi, zrównoważonymi, estetycznymi i funkcjonalnymi przedmiotami związanymi z tym aspektem życia jest zerowe? Czy jest to zwykła wymówka, żeby nie projektować nagrobków, urn, cmentarzy, zniczy? Wiadomo, że łatwiej jest narzekać na status quo i panujący zły gust niż wziąć sprawy w swoje ręce.

Betonowy nagrobek See You autorstwa Ivanki Katalin. Projekt finałowy konkursu make me! 2010  Minimalistyczne projekty nagrobków wykonuje także firma purest.pl

Przedmioty i czynności związane ze śmiercią to pole niemal zupełnie (poza nielicznymi przykładami, z których kilka opisuję w tym tekście) porzucone przez świat designu. Jakby umieranie leżało poza jego zainteresowaniem.  Jednak życie nie znosi próżni i tę intratną lukę szybko wypełnia masowo produkowany kicz. Estetyka odpustu i tworzywa sztuczne zawłaszczają naszą przestrzeń symboliczną, anektują ten obszar wyobraźni. A temat jest przecież ważny i kulturowo zajmujący. Dotyczy zmaterializowania naszej pamięci, skanalizowania emocji związanych ze stratą, sprostania potrzebom odnoszącym się do rytuałów i symboli.  Mamy więc do czynienia z poważnym i ciekawym wyzwaniem dla projektantów.

Mika – ceramiczna urna z korkowym wiekiem marki NURN

Przytoczony fragment książki dotyka także innej ważnej kwestii. Tego, że nie-katolicka część społeczeństwa znajduje się nie tylko  “poza targetem”  branży cmentarno-pogrzebowej ale także, że brakuje  stosownych formuł czy pomysłów na obrzędy, rytuały lub zwyczaje związane z pochówkiem i czczeniem pamięci o zmarłych. Można np. zorganizować świecki pogrzeb korzystając z usługi ceremonii humanistycznych. To jednak nadal mało. Wszelkie tego typu przedsięwzięcia wymagają od nas wielu starań, wysiłku i podążania pod prąd utartych szlaków wyznaczonych przez przyjęte normy kulturowe. A na to nie zawsze mamy siłę i chęci, co jest zrozumiałe w okolicznościach żegnania kogoś bliskiego. I tu jest miejsce, które zająć powinni projektanci. Ich namysł powinien nas wyprzedzać i w efekcie podsuwać rozwiązania odpowiadające naszym potrzebom.

Problem dostrzega polskie studio projektowe Mortis Design, które proponuje nam Nurn – projekt biodegradowalnej urny wraz z nawiązującą do tradycji słowiańskich ceremonią pochówku na morzu. Nie narzuca ona formy związanej z żadną z istniejących religii, jednak jest zgodna z polskim prawem. W opisie projektu czytamy:

“Coraz więcej ludzi prowadzi nomadyczny styl życia bez przywiązania do miejsca i ziemi, a co za tym idzie tradycyjne formy pożegnania stają się archaiczne. Projekt porusza także problem ekologii, nie przyczyniając się do dalszego eksploatowania istniejących nekropolii, pozwala również na godny pochówek w ramach zasiłku pogrzebowego. Na potrzeby projektu została stworzona nowa technologia i materiał do produkcji urny. Proces powstawania jest prosty i ekologiczny, pozwala na współpracę z lokalnymi rzemieślnikami lub ludźmi wykluczonymi społecznie”. 

Projekt został podczas Łódź Design Festival 2017 nagrodzony statuetką make me! Był również prezentowany na wystawie “Z drugiej strony rzeczy. Polski dizajn po 1989” w Muzeum Narodowym w Krakowie.

W zgodzie ze swoimi uczuciami estetycznymi pozostaną na pewno wszystkie osoby nieobojętne na architekturę, wybierając inną urnę projektu tego duetu – Thos, która swoją minimalistyczną formą nawiązuje do brutalizmu, wykonana jest z betonu i metalu. Dostępna  z czepcem w kolorze miedzi, mosiądzu bądź stali.

We wszelkich obrzędach, niezależnie od kręgu kulturowego czy religii, czczeniu pamięci o zmarłych towarzyszy płomień. Uniwersalna symbolika płomienia obejmuje nie tylko łączność ze zmarłymi ale także wspólnotę i więź pomiędzy żyjącymi. Do tego motywu odwołują się dwa współczesne polskie projekty: Lit stworzony przez Jo Jurgę i Martynę Ochojskią z Mortis Design/Nurn oraz Eo autorstwa Bruno Szenka.

Kształt świecznika Lit oraz sposób jego łączenia nawiązuje do relacji rodzinnych. Jego elementy są różne i w różny sposób mogą być ze sobą powiązane. Tworzą jednak zawsze harmonijną całość, zachęcając do kontemplacji. Świecznik wykonany jest ze szlachetnego mosiądzu, który podkreśla wagę i znaczenie tej praktyki. Dla mnie zaletą projektu jest nieseparowanie celebrowania pamięci o zmarłych od codziennego życia. Symbolicznie zmarli obecni są w układzie rodzinnych powiązań, pozostają w relacjach z żyjącymi. Odzwierciedla to możliwość ustawienia świecznika w przestrzeni domowej.

W projekcie Bruno Szenka również pobrzmiewa tęsknota za włączającym i wspólnotowym aspektem płomienia zapalanego zmarłym. Projektant podkreśla także efemeryczność dawnych obrzędów. Eo to ceramiczny znicz. “Ogień zapala się w nim tylko na czas krótkiej ,,rozmowy”, po której paliwo (płatek heksaminy) wypala się niemal bez śladu. Ten ulotny gest umożliwia nawiązanie bliższego kontaktu zarówno ze zmarłym, jak i z osobą stojącą obok: ciepłem rozgrzanego naczynia można się podzielić, podając je z rąk do rąk. W ten sposób, jak w prastarych rytuałach, eo pośredniczy nie tyle celebracji śmierci, co afirmacji życia”. W przeciwieństwie do powszechnie dostępnych zniczy – przedmiotów 0 “niskim statusie i skrajnie niezrównoważonym cyklu życia”, Eo jest wielokrotnego użytku. Projekt znalazł się wśród tegorocznych finalistów wyróżnienia make me!

Mam nadzieję, że podobnie wrażliwych społecznie i przemyślanych projektów powstanie w najbliższej przyszłości jak najwięcej. Aby tak się stało, potrzebę dostrzec musi także przemysł. Dobrze byłoby zobaczyć efekty pracy projektantów nie tylko na wystawach, aby poza krytykami, docenić je mogli również odbiorcy.

5 ptasich opowieści czyli o designie wysokich lotów

W tle opowieści o rzeczach błahych stoi często historia przez wielkie H. W tym przypadku jest to historia designu. Za każdym, nawet najmniej wydawałoby się poważnym projektem, aby ten mógł odnieść sukces, musi stać pewna prawda. Szczerość. Projekt musi być uczciwy. Poniższe pięć krótkich opowieści to historie o takich właśnie przedmiotach.

Co łączy je wszystkie? Dążenie do doskonałości – poszukiwanie idealnych proporcji, perfekcyjne wyważenie akcentów, zachowanie równowagi dosłownej i w przenośni. Celem projektantów było w każdym przypadku uzyskanie minimalistycznej prostoty formy przy maksymalnej przystępności przekazu. To właśnie, a nie przypadek sprawia, że niektóre przedmioty tak do nas przemawiają. Zyskują tę słynną duszę, własną osobowość.

W czym jeszcze przejawia się uczciwość projektu? W chęci oddania wiernie istoty przedstawianej postaci, zaczerpniętej bezpośrednio z przyrody lub też z własnej wyobraźni autora. Również w skromności, pokorze i pietyzmie w podejściu twórcy do materiału, budulca dla swojego projektu. Czy jest to drewno, stal, porcelana czy szkło. Każde tworzywo ma swoją niepowtarzalną naturę, którą dobry projekt wydobywa i podkreśla.

Wspomnieć należy też o twórczym odniesieniu do kulturowego dziedzictwa (na przykład w formie wykorzystania tradycyjnego rzemiosła lub odwołania do motywów ludowych). I wreszcie o nieodzownym jak dla mnie czynniku – poczuciu humoru. Dystans do własnego dzieła to podstawa dobrego projektu, który na pewno docenią odbiorcy.

 1. O czym ćwierkają wróbelki? – Ptaszki z Kuźni Skały 

Na początek projekt, który wykluł się zupełnie niedawno, w niewielkiej kuźni pod Krakowem należącej do Marcina Skalskiego (zwanego przez znajomych Skałą), z wykształcenia architekta. Ptaszki, które absolutnie podbiły moje serce wykonywane są przez ich twórcę metodami rzemieślniczymi, z własnoręcznie obrabianego drewna (nie są toczone!) oraz ręcznie wykutych elementów stalowych (nóżki i dzioby). Każdy egzemplarz jest więc niepowtarzalny jak niepowtarzalny jest każdy ich element.

Ponieważ ptaszki trafiły nie tylko w mój gust, ale zrobiły prawdziwą furorę w internecie oraz na popularnych targach hand made designu (podczas ostatnich Targów Rzeczy Ładnych wyprzedały się na pniu), biznes rozwija się w szybkim tempie. Pomimo braku (jak na razie) strony internetowej, zainteresowanie figurkami ciągle rośnie. Do pierwszej, dębowej wersji dołączyły już ta z drewna orzechowego oraz czarna, z opalanego jesionu  ze złotym dzióbkiem. Figurki można kupić w showroomach i butikach sprzedających polski design takich jak LUMANNdesign w Gdańsku, Rzeczy Same w Krakowie, Cloudmine czy Decodialogue w Warszawie. Projekt został także pokazany przez Mobilny Instytut Kultury

Kuźnię Skały czyli Stone’s Forge śledzić można na Facebooku i Instagramie

Więcej o tym jak powstają ptasie figurki przeczytacie na blogu Na Manowce

2. Eames House Bird – Ptasi celebryta wszechczasów – Jak trafił na salony?

Eames house bird to chyba najbardziej znany osobnik w świecie designu. Chociaż podpisuje się nazwiskiem słynnego amerykańskiego małżeństwa, nie został zaprojektowany przez duet projektantów – Ray i Charlesa Eames. Przez 50 lat był jednak lokatorem i najczęściej fotografowanym modelem w ich Kalifornijskim domu, który stał się klasykiem i kamieniem milowym światowej architektury. Figurka pozowała także do plakatów prezentujących projekty mebli utalentowanej pary. Oryginalnego ptaka z salonu Eamsów, jako amerykański motyw ludowy, wykonał w 1910 roku Charles Perdew.

Firma Vitra, która produkuje znane (i chyba najczęściej na świecie podrabiane) projekty małżeństwa Eamsów, wykonała wierną kopię odwzorowującą kształt oryginalnej figurki i wprowadziła ją do produkcji. Ptaszka wykonano z drewna olchowego, lakierowanego na czarno. Tradycyjna wersja doczekała się już także towarzystwa – figurki z drewna orzechowego.

3. Shorebird – arystokrata z północy

Serię ozdób Shorebird dla marki Normann Copenhagen zaprojektował islandzki projektant Sigurion Palsson. Wykonane są z litego drewna dębowego. Projekt charakteryzuje surowy, skandynawski styl. Prostota formy oddaje jednak charakter żywych ptaków, figurki zdają się być zatrzymane w ruchu. Subtelne różnice nadają każdemu z nich odrębną osobowość.

Inspiracją dla największej figurki był kulik. Ptak o arystokratycznych ruchach, długich nogach, długiej szyi i długim, lekko zakrzywionym dziobie. Kroczący powoli i ostrożnie, niczym dystyngowany gentleman. Figurki z serii Shorebird dostępne są m. in. w salonach i sklepie internetowym MOMAstudio

4. Ćmielów – polska szkoła designu

To również Kulik – projekt Henryka Jędrasiaka z 1958 roku dla fabryki porcelany w Ćmielowie.

Figurki ptaków oraz innych zwierząt tworzone na podstawie projektów wybitnych polskich twórców w Polskich Fabrykach Porcelany Ćmielów to prawdziwy skarb rodzimego wzornictwa. Na przełomie lat 50tych i 60tych powstała cała seria niezwykłych wzorów, których autorami byli m. in. Hanna Orthwein, Mieczysław Naruszewicz, Henryk Jędrasiak czy Lubomir Tomaszewski.

Łabędź Królewski. Projekt: Mieczysław Naruszewicz 1960r.

Jedna z ćmielowskich figurek – Kiwi, projekt stworzony w 1958 roku w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego przez  mistrza, Lubomira Tomaszewskiego, doczekała się reinterpretacji. Współczesną wersję zaprojektowała dla Ćmielów Design Studio łódzka projektantka, Agnieszka Tomalczyk.

Seria KIWI 2014 (grupa trzech ptasich figurek) to nowoczesna, nawiązująca do origami, geometryczna forma stworzona przy pomocy nowoczesnych technologii, takich jak druk 3D. Tak o KIWI mówi sama projektantka:

Mój pomysł obejmuje stworzenie przeciwwagi dla organicznej formy, poprzez nadanie jej geometrycznego kształtu, przy jednoczesnym zachowaniu naturalnego gestu ptaka w danym ujęciu. Trzy formy figurek oddają trzy konkretne sytuacje z codziennego życia ptaka. Odniosłam się do jego naturalnych gestów (…) Pierwsza pozycja, jaka przykuła moją uwagę, a którą również zawarł w swojej pracy Lubomir Tomaszewski – to kiwi, które poszukuje jedzenia w trawie i liściach. Ptak przybiera pozę, w której wydaje się być podparty na dziobie. Dwie następne odnoszą się kolejno do: odpoczynku, w którym ptak przechylony jest na bok, oraz czuwania, gdzie zwierzę lekko ogląda się za siebie z zadartym ku górze dziobem.”

5. Birds by Toikka – niezłe stadko

Ostatni z naszych bohaterów powstają dla znanej fińskiej marki Iittala. Projektuje je od lat, jeden z najznakomitszych fińskich projektantów szkła, profesor Oiva Toikka.

Jest on autorem całych ptasich serii, pełnych bajecznych, różnokształtnych i wielobarwnych form. Twórczość Toikki odbiega na pozór od fińskiego kanonu oszczędnego w wyrazie, surowego, skandynawskiego designu. Jego projekty przywodzą na myśl raczej wzory projektantów z południa Europy, pełne koloru i niczym nie poskromionej fantazji.  W istocie jednak forma jego figurek jest doskonale prosta, podkreślająca szlachetność materiału jakim jest szkło.

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze stron producentów.

HOP Design – przedmioty z zasadami

O tym, że cenią dobry design nie trzeba wspominać – to oczywiste. Produkują ponadczasowe, piękne przedmioty z ekologicznych surowców. “Zawsze marzyliśmy o tym by otaczać się produktami trwałymi, z naturalnych materiałów, tworzonymi z dbałością o środowisko naturalne” – wyznają.  Ich produkty cechuje wysoka jakość wykonania oraz dbałość o każdy detal. Wszystkie przedmioty produkowane są lokalnie, metodami rzemieślniczymi.

Poduszki z najnowszej serii pościeli “Ogród Botaniczny” – wersje: “o zmierzchu” i “o świcie”

Kto za tym stoi?

Brand HOP Design tworzy duet, prywatnie małżeństwo: Kinga Chmielarz-Hulak – projektantka, absolwentka Wydziału Form Przemysłowych ASP w Krakowie oraz Konrad Hulak, który zajmuje się częścią biznesową przedsięwzięcia i marketingiem.

Miłość wolna od uprzedzeń

Free Love to nagrodzona w tym roku prestiżowymi nagrodami pościel, której wzór symbolicznie nawiązuje do miłości fizycznej. Ukazuje jej piękno, niezależnie od postaci jaką przybiera. Ideę promuje sesja zdjęciowa, w której wystąpiły pary zarówno różnych jak i tej samej płci. Wzór zaprojektowały dla HOP Magda Pawlas i Dominika Wysogląd z Marmolada Design.

Pościel Free Love została ostatnio wyróżniona w European Product Design Award. Jury doceniło odważny, społeczny aspekt produktu, który promuje miłość ponad podziałami.

Produkt otrzymał również tegoroczne wyróżnienie must have przyznane przez Łódź Design Festival 2018. Marka Hop Design to seryjny laureat tej nagrody. W 2015 r otrzymała je za lampę TOTEM,  w 2016 za pościel PURE, 2017 za koce RURU.

Drzemka w lastriko

Wzór free love był pierwszym z serii pościeli graficznych. W kolekcji wyróżnia się także wzór Terrazzo. Materiał, w Polsce od lat znany jako lastriko, został ostatnio w architekturze przywrócony do łask i jest aktualnie jednym z najgorętszych trendów wnętrzarskich podbijających internet.

Pościel z kolekcji Graphic wykonana jest w 100% z bawełny o delikatnym satynowym splocie, który czyni ją niezwykle miękką i miłą w dotyku. Warto dodać, że poszewki dostępne są we wszystkich możliwych rozmiarach pościeli.

Zaczęło się od lampy

Lampa Woody TOTEM to pierwszy projekt Hop Design i debiut marki w świecie rodzimego designu. Projekt Kingi Chmielarz został dobrze przyjęty zarówno przez odbiorców jak i krytyków m. in. jury wspomnianego konkursu must have. Lampa składa się z prostych elementów, wykonanych ręcznie z toczonego, lakierowanego drewna bukowego. Moduły nawleczone są na kabel w tekstylnym oplocie.

Seria lamp Woody TOTEM jest, jak mówi ich twórczyni “efektem poszukiwań polskich tradycji projektowania i fascynacji aktywnością z początku XX wieku, kiedy na styku działalności artystów i rzemieślników powstawały niepowtarzalne produkty w ramach Krakowskich Warsztatów”.

Kolejnym udanym projektem jest utrzymana w podobnej stylistyce stojąco-wisząca lampa Latarnia.

Mniej znaczy więcej

Produkcja ze szlachetnych, naturalnych materiałów, będąca credo marki,  okazała się strzałem w dziesiątkę.  Połączenie jej ze wzorniczym minimalizmem stało się przepisem na sukces, także rynkowy. Bestsellerami HOP Design pozostają bowiem pościel Pure oraz pledy Ruru i Yeti.

Pościel Pure wykonana jest w 100% z czystej bawełny o splocie płóciennym o podwyższonej gramaturze. Tradycyjna pościel płócienna – perkalowa jest wyjątkowo odporna na przetarcia i mechacenie. Jest łatwa w pielęgnacji. Można ją prać i prasować w wysokiej temperaturze, suszyć w suszarce, czyścić chemicznie, a także krochmalić. Charakteryzuje się także wysoką absorbcją wilgoci.

Pościel jest jednolita, w uniwersalnych i przygaszonych kolorach: białym, dwóch odcieniach szarości, brudnym różu, pastelowym błękicie, granacie oraz szałwiowej zieleni. Poszwy na kołdry i poduszki sprzedawane są oddzielnie, co umożliwia ich dowolne łączenie na zasadzie mix and match.

Koce Ruru (prążkowane) i Yeti (gładkie) tkane są w Polsce. Tworzą je mistrzowie tkactwa w zakładzie rzemieślniczym, który od pokoleń specjalizuje się w tej profesji. Sukno przygotowywane jest z wysokiej jakości ekologicznych włókien z owczej wełny z pastwisk Nowej Zelandii.

Wełna z owiec narażonych na skrajne temperatury przez lata nabrała wyjątkowych właściwości: w naturalny sposób reguluje temperaturę, zapewniając ciepło w zimie i przyjemny chłód w lecie, oddycha i odprowadza wilgoć na zewnątrz, a sama pozostaje sucha, nie wchłania zapachów, jest antyalergiczna i antybakteryjna, ma właściwości lecznicze, jest materiałem odnawialnym.

Źródło: hop-design.eu

Jaime Hayon – 5 rzeczy, za które cenię jego projekty

Jaime Hayon   fot.:http://www.hayonstudio.com

Od początku tworzenia bloga miałam ochotę napisać o jednym z moich ulubionych, jeśli nie ulubionym, zagranicznym projektancie. W związku z tym, że blog jest głównie o polskim designie, jakoś się nie składało. Aż do teraz. W zeszłym tygodniu organizatorzy Łódź Design Festival ogłosili, kto będzie gościem specjalnym, tegorocznej (odbywającej się wyjątkowo w maju) imprezy. Pretekst do napisania tego wpisu w końcu się znalazł ponieważ Jaime Hayon przyjeżdża do Polski!

 Kolekcja tapet dla Eco Wallpaper   fot.: http://www.hayonstudio.com

Hiszpański designer, urodzony w Madrycie w 1974 roku ma na swoim koncie nie tylko współpracę z takimi firmami jak: Fritz Hansen, Magis, Bisazza, Swarovski, The Rug Company, czy Mooi. Zaprojektował także wiele obiektów i wnętrz publicznych m.in. znanych hoteli, restauracji czy sklepów na całym świecie. Jego prace pojawiły się w najbardziej prestiżowych publikacjach. Projektant otrzymał za nie także szereg nagród. Magazyny “Wallpaper” i “Time” zaliczyły go do grona 100 najważniejszych twórców naszych czasów. Można z pewnością powiedzieć, że Jaime Hayon od dobrych kilku lat ma status światowej gwiazdy designu.

Hotel Barceló Torre De Madrid   fot.: http://www.hayonstudio.com

Jaime Hayon to jednak także, a może przede wszystkim, artysta. Jego prace są wystawiane i znajdują się w zbiorach muzeów i galerii na całym świecie, w tym m. in. w paryskim Centre Pompidou. Interesują się nimi także uznani kolekcjonerzy sztuki. Projektant jest jednym z tych twórców, którzy wynoszą design do rangi sztuki i tworzą sztukę, która przemawia do wszystkich.

Wystawa indywidualna Funtastico w holenderskim Groninger Museum   fot.: http://www.hayonstudio.com

Tym, co zdecydowanie wyróżnia twórczość Jaimego Hayona jest jego niepowtarzalny styl. Jego projekty na większości twarzy wywołają uśmiech. Są dekoracyjne i zabawne. Projektant lubi wyraziste kolory i zaokrąglone, przyjemne dla oka kształty. Często przedmioty przybierają antropomorficzne czy animalistyczne formy. Świat, który za ich pomocą tworzy jest jak z retro-futurystycznej, artystycznej baśni albo ze snu. Jest dosłownym przeciwieństwem tego, co nazywamy “szarą rzeczywistością”. O przedmiotach, które również zdają się mówić, że design i życie mogą być dobrą zabawą, pisałam także w ostatnim wpisie – tutaj.

Fotel RO dla marki Fritz Hansen   fot.: http://www.hayonstudio.com

Jaime Hayon to twórca multidyscyplinarny. Dzięki swej nieposkromionej i nie ujętej w karby, chciałoby się powiedzieć dziecięcej kreatywności, z sukcesem tworzy w różnych dziedzinach projektowania i z różnych materiałów, przekraczając ograniczenia tworzywa, formy i funkcji. Jego dzieła są niekonwencjonalne, łamią tabu ale nie szokują. Raczej bawią i cieszą.

The Baccarat Zoo   fot.: http://www.hayonstudio.com

Projektant bardzo ceni sobie produkty wykonywane ręcznie i tradycyjne rzemiosło. Szczególnymi względami darzy ceramikę. Kunszt wykonania łączy z nowatorską, zaskakującą formą, co doceniają luksusowe, rzemieślnicze marki z tradycjami, takie jak producent kolekcjonerskich figurek Lladro, które chcą iść z duchem czasu.

The Fantasy Collection dla LIadro   fot.: http://www.hayonstudio.com

Na koniec lista pięciu rzeczy, za które uwielbiam Jaimego Hayona:

1.  Za odwagę bycia artystą w świecie designu – upominanie się o miejsce dla sztuki użytkowej.

2.  Za stworzenie Ro – fotela doskonałego – niedoścignionego ideału współczesnego “uszaka”.

3.  Za poczucie humoru w projektowaniu, które także w życiu bywa niedoceniane a potrafi burzyć mury.

4. Za to, że design może być antydepresantem.

5.  Za szczerość i dopuszczenie do głosu wewnętrznego dziecka.

… oraz za zieloną kurę na biegunach. Tak po prostu, za to że jest.

Green Chicken   fot.: http://www.hayonstudio.com

Źródła:

http://www.hayonstudio.com/design/

http://www.lodzdesign.com/news/jaime-hayon-na-ldf2018/

Czy znasz kształt swojej dzielnicy?

To pytanie zadaje nam w swojej aktualnej kampanii Marta Baranowska, założycielka studia projektowego LOKALNY. Swoją działalność projektantka sytuuje na pograniczu biznesu, sztuki i edukacji, starając się łączyć wszystkie te obszary.

Od początku działalności wierzę w to, że współczesny patriotyzm ma wymiar lokalny i odnosi się do przedsiębiorczości oraz tożsamości. Swoje wykształcenie architektoniczne wykorzystuję właśnie do tego aby budować świadomy i wartościowy przekaz o przestrzeni miejskiej – mówi Marta Baranowska

Puzzle miejskie to miasta składane z części – dzielnic lub osiedli. Są unikalne ze względu na sam koncept a także formę – każdy element odpowiada kształtowi dzielnicy/osiedla w przestrzeni oraz materiał – grawerowaną sklejkę.

W puzzlach – skromnej układance zawarte są wszystkie idee, które stoją u podstaw projektu Lokalny.

Pierwsze puzzle – warszawska edycja powstała w 2012 roku, a rozwijana jest jako produkt od 2014 roku. Przez ten czas puzzle uczestniczyły w licznych targach oraz wystawach; były także oficjalnym gadżetem promocyjnym Miasta st. Warszawy. Na początku była sama idea, a puzzle jako produkt potrzebowały trochę czasu i kontaktu z ludźmi aby przybrać dzisiejszą formę. Było warto,  cały projekt spotkał się z dużym zainteresowaniem.

Wiele razy dostawałam zapytania m.in. o Łódź, Lublin, Poznań czy Kraków, a pierwsze egzemplarze z innymi, nawet mniejszymi miastami już powstały. 

Tak narodził się pomysł aby zrobić pierwszą serię Puzzli Miejskich.

Z kilkudziesięciu większych miast Polski wybrałam do pierwszej serii 10 – Gdańsk, Gdynia, Katowice, Wrocław, Poznań, Lublin, Łódź, Kraków, Szczecin oraz…

…ostatnie miasto wybiorą uczestnicy kampanii  wspieram.to/ulozsobiemiasto

Każde z miast zostało przedstawione w indywidualny sposób; każde ma inną strukturę przestrzenną i tożsamość miejsca. Jedne mają grawerowane nazwy dzielnic, inne wzory czy ikony które ułatwiają układanie i tworzą dodatkowo unikalny obraz, a jeszcze inne są gładkie lub malowane. 

Na osoby, które zechcą wesprzeć kampanię czekają atrakcyjne miejskie gadżety: puzzle, magnesy, torby, plakaty oraz ich wersje personalizowane.

A czy Ty znasz kształt swojej dzielnicy i miasta? 

Wesprzyj kampanię: https://wspieram.to/ulozsobiemiasto

POLITURA – mid century modern po polsku

POLITURA to firma zajmująca się wdrażaniem do seryjnej produkcji polskiego wzornictwa lat 50, 60 i 70. Kolekcja marki składa się z mebli autorstwa wybitnych projektantów tamtego okresu: prof. Edmunda Homy, Janusza Różańskiego oraz Romualda Ferensa.

LOTOS – najnowszy skarb POLITURY

Zaprojektowane w 1980 roku przez Romualda Ferensa, składane krzesło Lotos zostało zgłoszone tego samego roku do konkursu na najlepszy mebel w ramach Targów w Bazylei (Szwajcaria). Mebel zdobył wówczas główną nagrodę i został uznany za wybitnie funkcjonalny i nowoczesny. Komisję zachwyciły kształt i innowacyjny mechanizm przypominające kwitnący kwiat lotosu.

Mimo to, krzesło nigdy nie trafiło do masowej produkcji. Kiedy komunistyczne władze wprowadziły w Polsce stan wojenny, a gospodarka zapadła w głęboki kryzys, nikt nie był zainteresowany wcieleniem niezwykłego projektu w życie. W roku 2017, po raz pierwszy w historii, POLITURA rozpoczęła seryjną produkcję Lotosa. Jest to wyjątkowy mebel będący połączeniem tradycji, funkcjonalności i doskonałego rzemiosła. Niezwykły kształt przypomina kwiat, który po otwarciu ukazuje ukryte piękno i elegancję. Możliwość składania i układania w rzędach, pozwala na bezpieczne przechowywanie wielu krzeseł na raz.
Krzesło Lotos jest wykonane w 100% z certyfikowanego drewna lub sklejki liściastej. Wersja wykonana z buczyny, jest wykończona olejem naturalnym. Wersja sklejkowa może być lakierowana w 15 różnych kolorach. Krzesło może być przeznaczone do użytku wewnętrznego lub na zewnątrz.
Dzięki zastosowaniu lakierowania w bogatej palecie RAL, projekt stał się bardziej aktualny niż kiedykolwiek przedtem. Poza klasycznymi, czarnymi i białym odcieniami, krzesło jest dostępne w wielu modnych i nowoczesnych odcieniach. Mając na uwadze dobro środowiska naturalnego, użyto wyłącznie wodnych farb i certyfikowanych olejów z atestami antyalergicznymi.

Zestaw R-1378, zaprojektowany przez Janusza Różańskiego w 1962 roku, nigdy wcześniej nie był produkowany seryjnie. Meble wykonane są z pełnego jesionu. Fotel R-1378 tapicerowany jest miękką, wełnianą tkaniną (w wielu kolorach do wyboru). Nieduży rozmiar sprawia, że sprawdza się w każdym, nawet niewielkim wnętrzu. Elegancka, minimalistyczna bryła stanowi o jego ponadczasowym charakterze. Stolik R-1378 jest niezwykle funkcjonalny. Przesuwana i zdejmowana taca umożliwia wygodne uzyskanie dwóch przestrzeni użytkowych oraz pełni funkcję przenośnego pomocnika. Nogi powstały z pełnego drewna, blat i taca są fornirowane. Całość została wykończona wysokiej klasy olejowoskiem, który zabezpiecza drewno, pozostawia je matowym i wydobywa jego naturalny kolor. Meble z zestawu R-1378 mogą być wykończone w dwóch wersjach – naturalnej lub bejcowanej na kolor “jasny dębowy”.

 

Fotel R-360 to najbardziej rozpoznawalny projekt Janusza Różańskiego. Zaprezentowany po raz pierwszy w 1959 roku na targach w Poznaniu, był przez pewien czas produkowany w krótkich seriach. POLITURA wprowadza model po 50 latach na nowo do produkcji, w dwóch oryginalnych wersjach: z tapicerowanymi oraz drewnianymi podłokietnikami.

Krzesło H106, zaprojektowane przez prof. Edmunda Homę w 1967 roku, tak, jak prototyp, zostało wykonane w rzadkim drewnie egzotycznym, tzw. afromozji. Powierzchnia krzesła została zabezpieczona specjalnym olejem zachowującym naturalny kolor drewna. Siedzisko pokryte skórą w kolorze jasnym grafitowym. Projekt krzesła nigdy przedtem nie wszedł do masowej produkcji. Ze względu na wysoki udział pracy ręcznej, projekt został odrzucony jako niemożliwy do realizacji w warunkach gospodarki socjalistycznej. W 2016 roku projekt prof. Edmunda Homy został ponownie ożywiony. Firma POLITURA stworzyła na podstawie planów i prototypu nowe krzesło H106. Premiera mebla miała miejsce na międzynarodowych targach meblarskich IMM Cologne 2016, gdzie spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem. Krzesło jest dostępne na indywidualne zamówienie w limitowanej wersji kolekcjonerskiej. Każdy mebel będzie sygnowany poczynając od numeru 2 do 106. Numer 1/2016 został zarezerwowany dla jedynego prototypu z 1967 roku.

Romuald Ferens urodził się w 1934 roku, we Lwowie. W 1953 roku rozpoczął studia na Wydziale Technologii Drewna Wyższej Szkoły Rolniczej w Poznaniu. W ówczesnych realiach była to jego jedyna szansa na rozwijanie pasji projektowych: przeszłość ojca – jako członka AK – udaremniła plany studiowania na Wydziale Architektury we Wrocławiu. W 1957 roku projektant otrzymał nakaz pracy w Lubawskiej Fabryki Mebli. Następnie pracował w Biurze Konstrukcyjno-Technologicznym Przemysłu Terenowego w Poznaniu, a po jego likwidacji w biurze podlegającym Krajowemu Związkowi Spółdzielni Meblarskich. Projektował meble okrętowe, segmentowe i do siedzenia, a także wnętrza oraz drewniane zabawki dla dzieci.
W 1984 roku, po wieloletnich staraniach, Ministerstwo Kultury i Sztuki przyznało projektantowi uprawnienia do wykonywania zawodu artysty-plastyka, w dziedzinie architektury wnętrz.

Janusz Różański urodził się w 1921 roku w Poznaniu. W roku 1957 ukończył Wydział Architektury Wnętrz w poznańskiej PWSSP. Rok później związał się ze Zjednoczeniem Przemysłu Meblarskiego, gdzie później pełnił stanowisko kierownika pracowni w Przedsiębiorstwie Projektowo Konstrukcyjnym. W roku 1965 został naczelnikiem pracowni architektonicznej w nowo powstałym Centralnym Ośrodku Rozwoju Meblarstwa (od 1971 OBROM), gdzie kierował grupą poznańskich projektantów. Jego zadaniem było rozwiązywanie problemów mieszkaniowych poprzez wdrażanie do seryjnej produkcji innowacyjnych wzorów, konstrukcji i wykończeń mebli. CORM był wówczas najważniejszą jednostką projektującą meble dla Zjednoczenia Przemysłu Meblarskiego.  Janusz Różański był twórcą niezwykle wszechstronnym o bogatym dorobku. Wielokrotnym laureatem konkursów branżowych, za działalność na rzecz wzornictwa nagrodzony Srebrnym Krzyżem Zasługi. Przez całe życie związany z Poznaniem, gdzie zmarł w wieku 93 lat.

Edmund Homa urodził się w 1927 roku w północnej Polsce. Po ukończeniu studiów na Wydziale Architektury Wnętrz na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, rozpoczął pracę w dziedzinie grafiki, projektowania wnętrz oraz mebli. Od 1962, pracował dla państwowego przemysłu meblarskiego oraz na Akademii. Był stypendystą Royal Danish Academy of Fine Arts, gdzie pracował pod kuratelą Ole Wanscher. W latach 90-tych Edmund Homa otrzymał tytuł profesorski. Jest twórcą wielu projektów mebli, które do dziś znajdziemy w polskich domach i instytucjach publicznych. Za swój dorobek został uhonorowany wieloma nagrodami. Obecnie mieszka w Gdyni.

 Materiały: POLITURA