Regał to najbardziej nijaki mebel? Nic bardziej mylnego! Oto pięć dowodów na to, że przechowywanie rzeczy może być ekscytujące. Przedstawiamy regały, które rosną wraz z Twoją kolekcją, zmieniają kształty by dopasować się do Twojego wnętrza. Takie, które mogą stać w pionie, poziomie i na ukos. Przekonasz się, że regał może grać pierwsze skrzypce, zachwycać niezwykłym kształtem. Zapomnij o nudnych, prostokątnych „pudełkach” na książki. Stać Cię na więcej (dosłownie)!
Systemy modułowe to idea najbardziej przystająca do naszych czasów. Coraz bardziej nomadycznego trybu życia, mobilności. Od mebli oczekujemy by nam nie ciążyły, ponieważ nie lubimy trwać w miejscu. Cenimy wielozadaniowość, elastyczność, otwartość i umiejętność dostosowania się do zmieniającej się sytuacji. Te projekty dają nam to wszystko i coś jeszcze – ujście dla naszej kreatywności. Nasza rola nie ogranicza się już do złożenia mebla zgodnie z instrukcją. Teraz możemy go współprojektować. Regał nie ma z góry określonej, ostatecznej formy. To my decydujemy o jego kształcie i charakterze… i możemy robić to wiele razy. Wystarczy, że zmienimy zdanie. Czy to nie jest ekscytujące? Zatem dobrej zabawy!
Regał LOCOSYSTEM Cena od: 1541 zł.
LOCOSYSTEM to system stabilnych regałów z możliwością dowolnej konfiguracji półek w pionie i w poziomie. Dziewięć różnych kształtów półek – proste, łuki, fale, narożniki – daje nieograniczoną swobodę aranżacji przestrzeni mieszkania, biura czy biblioteki.
Za pomocą LOCOSYSTEM można wydzielać ciągi komunikacyjne i przestrzenie funkcjonalne, stworzyć bazę na blat biurka dla dziecka lub osoby dorosłej, szafki-siedziska z pojedynczych łuków i wiele innych elementów wyposażenia wnętrza. Każda szafka może być wyposażona w drzwiczki i plecy.
Opatentowany przez projektanta system mocowań bezśrubowych umożliwia łatwy montaż regałów bez użycia narzędzi oraz umieszczenie każdej półki w dowolnym miejscu.
DYNKS to mebel kreatywny – oferujący nieograniczone rozwiązania i inspirujący do współprojektowania. Nieważne, czy szukacie drobnego, prostego regału, czy też ogromnej konstrukcji, zdolnej pomieścić całą Waszą bibliotekę – DYNKS dostosuje się do wszelkich warunków i potrzeb.
Projekt wykorzystuje ciekawy i prosty system montażu. Przyjazny, kolorowy i miły w dotyku łącznik DYNKS daje nieograniczone możliwości modyfikacji produktu.
Moduły mogą być łączone pod dowolnym kątem i w dowolnej ilości. Można również mieszać różne rodzaje wykończenia drewna, jak również kolory DYNKSÓW łączących.
Moduły wykonano z ciętej numerycznie i olejowanej sklejki brzozowej. Dostępne są w trzech wykończeniach: fornir dębowy, fornir orzechowy lub biały laminat.
DYNKSY łączące to stalowe wkręty pokryte gumą w trzech kolorach: grafitowym szarym, koralowym czerwonym lub limonkowym zielonym. Dodatkowo dostępne są ścienne haki montażowe.
Nazwa regału ITALIC pochodzi o pochyłego kroju pisma.
Mebel ma nieograniczone możliwości aranżacyjne i niepowtarzalną „rzeźbiarskość”. Jego ostateczna forma zależy od kierunku pochylenia pionowych elementów.
Regał jest łatwy z montażu. Składa się z półek i przekładek, które mogą być montowane w na wiele sposobów i w różnych konfiguracjach. Wykonany jest ze sklejki liściastej.
Marka: nowymodel Projektant: Ronen Kadushin
REGAŁ O ZMIENNYCH WYSOKOŚCIACH Cena od: 3920 zł.
REGAŁ O ZMIENNYCH WYSOKOŚCIACH to produkt z serii „Ikony polskiego designu”.
Regał został zaprojektowany w 1959 r., przez prof. Rajmunda Hałasa, jednego z najwybitniejszych polskich designerów, założyciela Katedry Wzornictwa Przemysłowego w PWSSP w Poznaniu oraz wykładowcy na Wydziale Architektury i Wzornictwa w poznańskiej uczelni.
Po raz pierwszy do sprzedaży został jednak wprowadzony dopiero teraz, przez markę nowymodel.
Solidny, praktyczny, ażurowy. Może być meblem przyściennym lub wolno stojącym, dzielącym przestrzeń wnętrza.
Unikalny system łączenia półek za pomocą klamer ze stali nierdzewnej pozwala dowolnie konfigurować je w pionie i w poziomie. Złożenie regału zajmuje zaledwie kilka minut – bez użycia jakichkolwiek narzędzi.
Wersja podstawowa składa się z 7 dębowych półek i stalowych elementów łączących.
Regał CUD MIÓD Cena pojedynczego modułu od: 300 zł.
CÓD MIÓD to kształt stworzony przez naturę i odwzorowany z maksymalną precyzją. Użycie tradycyjnych, ręcznych metod stolarskich przy wykonaniu pojedynczego modułu, daje gwarancję solidności i dokładności wykończenia, jednocześnie gwarantując rzemieślniczą niepowtarzalność każdego elementu. Poszczególne elementy można dowolnie łączyć, tworząc indywidualne, ulubione kształty o wielu praktycznych zastosowaniach.
można połączyć stalowymi elementami lub przykręcić do siebie a także zawiesić na ścianie.
Moduły mogą być wykonane ze sklejki, drewna dębu, jesionu lub czereśni.
Na zamówienie regał może być wykonany także z innego materiału (np. płyty meblowej), innego gatunku drewna a także wybarwiony lub pomalowany na dowolny kolor.
POLITURA to firma zajmująca się wdrażaniem do seryjnej produkcji polskiego wzornictwa lat 50, 60 i 70. Kolekcja marki składa się z mebli autorstwa wybitnych projektantów tamtego okresu: prof. Edmunda Homy, Janusza Różańskiego oraz Romualda Ferensa.
LOTOS – najnowszy skarb POLITURY
Zaprojektowane w 1980 roku przez Romualda Ferensa, składane krzesło Lotos zostało zgłoszone tego samego roku do konkursu na najlepszy mebel w ramach Targów w Bazylei (Szwajcaria). Mebel zdobył wówczas główną nagrodę i został uznany za wybitnie funkcjonalny i nowoczesny. Komisję zachwyciły kształt i innowacyjny mechanizm przypominające kwitnący kwiat lotosu.
Mimo to, krzesło nigdy nie trafiło do masowej produkcji. Kiedy komunistyczne władze wprowadziły w Polsce stan wojenny, a gospodarka zapadła w głęboki kryzys, nikt nie był zainteresowany wcieleniem niezwykłego projektu w życie. W roku 2017, po raz pierwszy w historii, POLITURA rozpoczęła seryjną produkcję Lotosa. Jest to wyjątkowy mebel będący połączeniem tradycji, funkcjonalności i doskonałego rzemiosła. Niezwykły kształt przypomina kwiat, który po otwarciu ukazuje ukryte piękno i elegancję. Możliwość składania i układania w rzędach, pozwala na bezpieczne przechowywanie wielu krzeseł na raz.
Krzesło Lotos jest wykonane w 100% z certyfikowanego drewna lub sklejki liściastej. Wersja wykonana z buczyny, jest wykończona olejem naturalnym. Wersja sklejkowa może być lakierowana w 15 różnych kolorach. Krzesło może być przeznaczone do użytku wewnętrznego lub na zewnątrz.
Dzięki zastosowaniu lakierowania w bogatej palecie RAL, projekt stał się bardziej aktualny niż kiedykolwiek przedtem. Poza klasycznymi, czarnymi i białym odcieniami, krzesło jest dostępne w wielu modnych i nowoczesnych odcieniach. Mając na uwadze dobro środowiska naturalnego, użyto wyłącznie wodnych farb i certyfikowanych olejów z atestami antyalergicznymi.
Zestaw R-1378, zaprojektowany przez Janusza Różańskiego w 1962 roku, nigdy wcześniej nie był produkowany seryjnie. Meble wykonane są z pełnego jesionu. Fotel R-1378 tapicerowany jest miękką, wełnianą tkaniną (w wielu kolorach do wyboru). Nieduży rozmiar sprawia, że sprawdza się w każdym, nawet niewielkim wnętrzu. Elegancka, minimalistyczna bryła stanowi o jego ponadczasowym charakterze. Stolik R-1378 jest niezwykle funkcjonalny. Przesuwana i zdejmowana taca umożliwia wygodne uzyskanie dwóch przestrzeni użytkowych oraz pełni funkcję przenośnego pomocnika. Nogi powstały z pełnego drewna, blat i taca są fornirowane. Całość została wykończona wysokiej klasy olejowoskiem, który zabezpiecza drewno, pozostawia je matowym i wydobywa jego naturalny kolor. Meble z zestawu R-1378 mogą być wykończone w dwóch wersjach – naturalnej lub bejcowanej na kolor „jasny dębowy”.
Fotel R-360 to najbardziej rozpoznawalny projekt Janusza Różańskiego. Zaprezentowany po raz pierwszy w 1959 roku na targach w Poznaniu, był przez pewien czas produkowany w krótkich seriach. POLITURA wprowadza model po 50 latach na nowo do produkcji, w dwóch oryginalnych wersjach: z tapicerowanymi oraz drewnianymi podłokietnikami.
Krzesło H106, zaprojektowane przez prof. Edmunda Homę w 1967 roku, tak, jak prototyp, zostało wykonane w rzadkim drewnie egzotycznym, tzw. afromozji. Powierzchnia krzesła została zabezpieczona specjalnym olejem zachowującym naturalny kolor drewna. Siedzisko pokryte skórą w kolorze jasnym grafitowym. Projekt krzesła nigdy przedtem nie wszedł do masowej produkcji. Ze względu na wysoki udział pracy ręcznej, projekt został odrzucony jako niemożliwy do realizacji w warunkach gospodarki socjalistycznej. W 2016 roku projekt prof. Edmunda Homy został ponownie ożywiony. Firma POLITURA stworzyła na podstawie planów i prototypu nowe krzesło H106. Premiera mebla miała miejsce na międzynarodowych targach meblarskich IMM Cologne 2016, gdzie spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem. Krzesło jest dostępne na indywidualne zamówienie w limitowanej wersji kolekcjonerskiej. Każdy mebel będzie sygnowany poczynając od numeru 2 do 106. Numer 1/2016 został zarezerwowany dla jedynego prototypu z 1967 roku.
Romuald Ferens urodził się w 1934 roku, we Lwowie. W 1953 roku rozpoczął studia na Wydziale Technologii Drewna Wyższej Szkoły Rolniczej w Poznaniu. W ówczesnych realiach była to jego jedyna szansa na rozwijanie pasji projektowych: przeszłość ojca – jako członka AK – udaremniła plany studiowania na Wydziale Architektury we Wrocławiu. W 1957 roku projektant otrzymał nakaz pracy w Lubawskiej Fabryki Mebli. Następnie pracował w Biurze Konstrukcyjno-Technologicznym Przemysłu Terenowego w Poznaniu, a po jego likwidacji w biurze podlegającym Krajowemu Związkowi Spółdzielni Meblarskich. Projektował meble okrętowe, segmentowe i do siedzenia, a także wnętrza oraz drewniane zabawki dla dzieci.
W 1984 roku, po wieloletnich staraniach, Ministerstwo Kultury i Sztuki przyznało projektantowi uprawnienia do wykonywania zawodu artysty-plastyka, w dziedzinie architektury wnętrz.
Janusz Różański urodził się w 1921 roku w Poznaniu. W roku 1957 ukończył Wydział Architektury Wnętrz w poznańskiej PWSSP. Rok później związał się ze Zjednoczeniem Przemysłu Meblarskiego, gdzie później pełnił stanowisko kierownika pracowni w Przedsiębiorstwie Projektowo Konstrukcyjnym. W roku 1965 został naczelnikiem pracowni architektonicznej w nowo powstałym Centralnym Ośrodku Rozwoju Meblarstwa (od 1971 OBROM), gdzie kierował grupą poznańskich projektantów. Jego zadaniem było rozwiązywanie problemów mieszkaniowych poprzez wdrażanie do seryjnej produkcji innowacyjnych wzorów, konstrukcji i wykończeń mebli. CORM był wówczas najważniejszą jednostką projektującą meble dla Zjednoczenia Przemysłu Meblarskiego. Janusz Różański był twórcą niezwykle wszechstronnym o bogatym dorobku. Wielokrotnym laureatem konkursów branżowych, za działalność na rzecz wzornictwa nagrodzony Srebrnym Krzyżem Zasługi. Przez całe życie związany z Poznaniem, gdzie zmarł w wieku 93 lat.
Edmund Homa urodził się w 1927 roku w północnej Polsce. Po ukończeniu studiów na Wydziale Architektury Wnętrz na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, rozpoczął pracę w dziedzinie grafiki, projektowania wnętrz oraz mebli. Od 1962, pracował dla państwowego przemysłu meblarskiego oraz na Akademii. Był stypendystą Royal Danish Academy of Fine Arts, gdzie pracował pod kuratelą Ole Wanscher. W latach 90-tych Edmund Homa otrzymał tytuł profesorski. Jest twórcą wielu projektów mebli, które do dziś znajdziemy w polskich domach i instytucjach publicznych. Za swój dorobek został uhonorowany wieloma nagrodami. Obecnie mieszka w Gdyni.
Seria „Ikony polskiego designu” produkowana przez nowymodel wzbogaciła się ostatnio o kolejne projekty wybitnego polskiego designera, profesora Rajmunda Teofila Hałasa.
Oprócz świetnie przyjętego Regału o zmiennych wysokościach, który zyskał nowe, szlachetnie dębowe oblicze, do kolekcji należą teraz także: taboret Imugo, nagrodzony podczas ostatniej edycji Łódź Design Festival wyróżnieniem must have, oraz wyjątkowo zgrabny stolik o wdzięcznej nazwie Kawa i Papierosy.
IMUGO Swoją nazwę zawdzięcza temu, że jest formą dojrzałą i skończoną, a równocześnie lekką jak skrzydła owada, subtelną, wdzięczną.
Na tle wyrobów masowej produkcji ten taboret wyróżnia się swoją oryginalnością. Ręczna produkcja i nawiązanie do tradycji polskiego designu czynią z niego rzecz wyjątkową.
Taborety Imugo różnią się kolorami siedziska, które dostępne są w kolorach: naturalnym – fornirowanym kasztanem, białym i seledynowym. Stelaż zrobiony jest z naturalnego drewna bukowego.
„Nie pamiętam, kiedy dokładnie powstał projekt. Prototyp mamy od wczesnych lat 60. Mąż mówił o tym stoliczku kawa i papierosy” – wspominała Pani Stenia Hałasowa. Nazwa została zatem wymyślona długo przed premierą legendarnego filmu Jima Jarmuscha (1986).
Rajmund Teofil Hałas urodził się w Wielkopolsce w rodzinie o długiej tradycji w dziedzinie rzemiosła stolarskiego, zapoczątkowanej przez pradziadka Jakuba Węcławskiego w połowie XIX wieku. Zakład Jakuba przejął jego zięć Franciszek Hałas, który wyuczył fachu swego syna Teofila. Ten zaś w 1922 r. wybudował fabrykę mebli. Tradycje rodzinne kontynuowali synowie Teofila – Zygmunt i Rajmund Teofil, który po nauce w Gimnazjum Stolarsko-Rzeźbiarskim w Cieplicach Zdroju uzyskał dyplom mistrza stolarskiego. W 1951 r. Rajmund T. Hałas podjął studia w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych (PWSSP) w Poznaniu na Wydziale Architektury Wnętrz, uwieńczone dyplomem pod kierunkiem prof. Jerzego Staniszkisa. Po studiach związał się z przemysłem meblarskim, kierował Pracownią Projektowania Mebli, działającej na potrzeby całej branży. Zaprojektował wówczas m.in. Półkę o zmiennych wysokościach (1959) oraz grupę krzeseł: Czerwone – Białe – Czarne (1957-62).
W 1960 r. założył grupę Koło wraz z Czesławem Kowalskim (autorem m. in. Meblościanki Kowalskich oraz Krzesła Kowalskiego), Leonardem Kuczmą i Januszem Różańskim. Grupa ta zainicjowała starania o zorganizowanie Biennale Mebla w Poznaniu. Po niespełna dwudziestu latach (1978) powołano Komitet Organizacyjny I Międzynarodowego Triennale Mebla.
W 1964 r. przebywał na stypendium w helsińskim Instytucie Sztuk Przemysłowych, a rok później w Wielkiej Brytanii. Tam zetknął się z twórcami takiej miary, jak Alvar Aalto czy Gordon Russell. Podróże na Zachód zaowocowały po powrocie do kraju powołaniem w 1971 r. Katedry Wzornictwa Przemysłowego w PWSSP w Poznaniu, gdzie prowadził Pracownię Designu Inspirującego. Do końca niezwykle aktywnego życia związany był z poznańską uczelnią. Na profesorskiej emeryturze był konsultantem w Katedrze Designu oraz wykładał na Wydziale Architektury i Wzornictwa historię architektury i designu.
Powiedzenie „nie oceniaj książki po okładce” jest oczywiście słuszne, w znaczeniu przenośnym. Nie dotyczy jednak książek (a także innych przedmiotów) dla najmłodszych. W przypadku produktów dla dzieci bądźmy surowymi jurorami. Cenzura jest jak najbardziej wskazana i polecam ją wbrew przekonaniu, że w imię poszanowania autonomii naszych pociech, w ogóle nie należy narzucać im swojego gustu i pozwalać na całkowicie samodzielny wybór przedmiotów, którymi się otaczają.
Po pierwsze, wybory zakupowe naszych dzieci nigdy nie są samodzielne. Autonomia konsumencka w naszych czasach jest bardzo trudno osiągalna nawet dla dorosłego. W przypadku dzieci to już czysto teoretyczne założenie. Jeśli nie my, w wyborze „pomoże” dzieciom wszechobecny skierowany bezpośrednio do nich marketing lub presja rówieśników. Po drugie uważam, że kształtowanie wrażliwości estetycznej jest elementem wychowania tak samo ważnym jak. np. dbanie o zdrowie czy nauka empatii. To my, jako rodzice, jesteśmy odpowiedzialni za stworzenie pozytywnych wzorców, również w tej dziedzinie. Jesteśmy przecież głównym łącznikiem naszych dzieci z kulturą.
Talerze dla niejadków, proj. Bogusław Śliwiński
Wprowadzając dzieci w świat osiągnięć poprzednich pokoleń, powinniśmy jednocześnie pozwolić im wypracować mechanizmy krytycznego odnoszenia się do tego dziedzictwa. Pomyślmy np. czy wszystkie klasyczne lektury mają odpowiedni przekaz? Czy reprezentują nasze wartości? Wyrobienie odruchu krytycznego myślenia jest w ogóle jedną z najważniejszych rzeczy, z którą wysyłamy dorosłe dzieci w świat. Staje się to bardzo ważne w rzeczywistości rynkowej, zdominowanej przez reklamę i niewidzialną hegemonię wielkich marek. Podsuwając maluchom mądrze zaprojektowane przedmioty, dajemy im więcej wolności niż mogłoby się wydawać. Otwieramy przed nimi nowe alternatywne rzeczywistości myślowe, na przykład poprzez zburzenie przekonania o tym jak powinna wyglądać zabawka czy książka.
No właśnie, wróćmy do książki. Graficzna strona wydawnictw dla dzieci jest tak samo ważna jak tekst. Z własnego dzieciństwa pamiętamy głównie te książki, które wyróżniały się nieprzeciętnymi ilustracjami. To one pobudzały naszą wyobraźnię i odcisnęły się w naszej pamięci, zostały nośnikiem wspomnień. W nowocześnie zaprojektowanej książeczce jej strona wizualna jest składową treści, zespala się z nią. Granice pomiędzy jednym i drugim znikają. Czyż to nie jest bliższe dziecięcemu patrzeniu na świat?
Mniej znaczy więcej
Wygląd, forma przedmiotów, które dzieci otrzymują do zabawy powinna pozostawiać im pole do swobodnej interpretacji, pobudzać ich kreatywność i myślenie. Tymczasem grzechem kiczu jest przesadna dosłowność. Próba, zwykle nieudolna, oddania rzeczywistości niejako w skali 1:1, tyle że z pominięciem jej wad czy ciemnych stron. Taki polukrowany hiperrealizm, bez cienia tajemnicy, bez niczego do odkrycia. Dodatkowo cechuje go swoisty horror vacui – przezwyciężony przed tysiącami lat w sztuce lęk przed pustą przestrzenią. Objawem tej „choroby” jest również użycie wszystkich dostępnych kolorów farby drukarskiej czy plastiku. Podejście „na bogato” znają dobrze rodzice najmłodszych. Nie raz zapewne zastanawiają się czy naprawdę tzw. zabawka rozwojowa musi jednocześnie jeździć, mówić, świecić, grać i trąbić a także być we wszystkich odpustowych wersjach kolorów tęczy? Gdzie tu miejsce na rozwój? Nie dziwi mnie, że takie zabawki wyjątkowo szybko się nudzą. Sposób ich użycia jest na ogół tylko jeden, ściśle narzucony przez producenta.
Mobile (Samolot i Łaziki) Hocko
Nie ma nic bardziej mylnego niż przeświadczenie, że dzieci lubią tylko to, co maksymalnie kolorowe i krzykliwe. Jako dowód niech posłużą chętnie wybierane naturalne zabawki z drewna lub tektury czy uwielbiana książkowa seria Jaś i JaneczkaAnnie M. G. Schmidt z oszczędnymi czarno-białymi ilustracjami Fiep Westendorp narysowanymi piórem.
Układanka Kosmiczne Echa
Nieprawdziwe jest również myślenie o designie jako czymś dla dzieci nieprzystępnym, zbyt trudnym w odbiorze. To my, dorośli możemy uczyć się od dzieciaków niestereotypowego myślenia. Wyjście poza schemat jest trudne dla dorosłego, nie dla dziecka, a to z tej prostej przyczyny, że dziecko nie zdążyło schematów jeszcze nabyć. Dlatego przemówią do niego zabawki zaprojektowane z zacięciem artystycznym, formalnie niedopowiedziane lub te tradycyjne, bardzo proste, mogące stać się czym tylko chcemy dzięki odrobinie wyobraźni.
Układanka Echa Leśne proj. Malwina Konopacka
Co dla kogo?
Wszystko zależy jednak od konkretnego młodego człowieka, jego indywidualnych predyspozycji, preferencji i zainteresowań. Trafiony prezent uwzględnia przede wszystkim upodobania obdarowywanego. Dziecko nie jest wyjątkiem od tej reguły. Zanim coś kupimy zastanówmy się kim jest, co lubi a co je nudzi. Czy mamy do czynienia z żądnym wiedzy neurotykiem, ruchliwym poszukiwaczem ekscytujących przygód, czy artystyczną duszą? Gra planszowa czy raczej hula hop lub skakanka? A może kalejdoskop? Encyklopedia czy książeczka po której można do woli mazać? Niezależnie od tego którą rzecz wybierzemy, zwróćmy uwagę na piękny design. Dzieci, wbrew temu co sądzą niektórzy, także go docenią.
Tekturowe zabawki Trzymyszy
Tematu podziału na tzw. zabawki dziewczęce i chłopięce nie będę szczególnie rozwijać ponieważ jestem przekonana, że Ty, drogi czytelniku nie należysz do rodziców zabraniających synom uczesać lalkę w warkocz czy pograć w grę „dla dziewczyn” a córkom zagrać w piłkę nożną czy majsterkować. Na ten temat wszystko, mam wrażenie, zostało już powiedziane. Statystyka oczywiście nie kłamie i podział zainteresowań, mniej więcej, reprezentuje większość populacji. Co nie znaczy, że mamy ulegać stereotypom. Wręcz przeciwnie zachęcajmy dzieci do zabaw uważanych za przypisane do przeciwnej płci. Pozwoli im to wykształcić potrzebne w dorosłości cechy, których na co dzień nieświadomie czy z rozpędu (bo wierzę, że nie z przekonania) się nie premiuje. Na przykład dziewczynkom zaradność, siłę, asertywność a chłopcom opiekuńczość czy empatię.
Teczka Inspiracji Zuzu Toys
Znaleźć złoty środek
Oczywiście zupełnie nie wyeliminujemy tych masowo produkowanych zabawek z życia i pokoi naszych dzieci. Wcale też nie musimy tego robić. Gdzie zatem znaleźć złoty środek? Jak ograniczyć ilość przedmiotów wątpliwej jakości estetycznej posiadanych przez nasze dzieci? Na to w każdej rodzinie odpowiedź będzie inna. Osobiście nie jestem zwolenniczką zupełnego zakazywania starszym dzieciom kupowania pewnego typu zabawek dlatego, że wydają się nam szkaradne czy kontrowersyjne. Zamiast tworzenia nieosiągalnego tabu, co paradoksalnie może sprawić, że zabawka będzie tym bardziej pożądana, rozmawiajmy z dziećmi o tym co nas w owej zabawce niepokoi czy budzi nasz sprzeciw. Nie zabraniajmy całej rodzinie kupowania dziecku Barbie, jeśli jest w pewnym momencie obiektem westchnień. Zwróćmy jednak mimochodem uwagę na to, że żadna żywa kobieta nie mogłaby mieć takich proporcji ciała, obcasy nie są wygodne i zdrowe na co dzień i że to dobrze, że jako ludzie różnimy się od siebie wyglądem i cechami charakteru. Dla każdej małej księżniczki (i księcia) i tak najważniejsze jest to co mówią (i robią!) rodzice. Poza tym bawmy się czasem z naszymi dziećmi! Uczestniczmy w ich zabawach i przypatrujmy się im. Zdziwimy się jak wiele możemy się z nich dowiedzieć, także o sobie. Jeśli chodzi o zabawki to „nie dajmy się zwariować” i nie „napinajmy się” za bardzo. Niech będą różne. Kultura masowa jest częścią naszego świata i świata najmłodszych. Nie uciekniemy od tego i nie musimy. W końcu pluralizm czy wielokulturowość jest najwyższą, jak dotąd, formą rozwoju ludzkich wspólnot. Niech więc pokój naszego dziecka pozostanie tym radosnym, postmodernistycznym miksem. Mieszanką popkultury i klasyki, przyszłości i tradycji. Główna zasada głoszona przez psychologów mówi przecież, że najważniejsze jest nie to czym dzieci się bawią, ale jak to robią. Nieważne czy na „przyjęcie” przyjdzie drewniana matrioszka czy Furby, brązowy miś bez ucha czy różowy kucyk. Ważne kim są dla dziecka i kim się staną w tej jednej zabawie. W kogo się przemienią. Przecież każdy, jeśli się postara, może być tym, kim tylko chce, prawda?
Żaba, proj. W. Małolepszy novo projekt dla Well Done
Od kilku sezonów cieszymy się triumfalnym powrotem roślin doniczkowych do naszych wnętrz. Dumne Monstery, Fikusy, Paprocie, Palmy i sukulenty prezentują się w pełnej krasie w najbardziej eksponowanych miejscach. Goszczą na łamach wnętrzarskich blogów czy lifestylowych magazynów. Są prawdziwymi gwiazdami mediów społecznościowych. Skąd powrót dobrej passy roślin w mieszkaniach? Moda, oczywiście tak, ale nie tylko.
OSŁONKA #2 proj. eMWu
OSŁONKA #1 proj. eMWu
Chcemy otaczać się roślinami, ponieważ kieruje nami odwieczna ludzka potrzeba przebywania z naturą, doświadczania jej kojącej obecności. Rośliny po prostu dają nam wiele autentycznej przyjemności a ich pielęgnowanie pozytywnie nas nastraja. Coraz bardziej zależy nam też na jak najzdrowszym stylu życia i rośliny są w tym naszymi najlepszymi sprzymierzeńcami. Zaczęliśmy na nowo doceniać ich dobroczynne działanie. Dość wspomnieć o okresie zimowym, gdy wiele miast zmaga się ze smogową zmorą. Media społecznościowe wciąż obiegają infografiki podpowiadające które doniczkowe gatunki pomogą nam oczyścić powietrze. Dowiemy się z nich także np. które rośliny wybrać do sypialni, ponieważ w nocy produkują tlen.
Lampa MILO BABY proj. Lightovo
Dobroczynne działanie roślin w naszych domach nie ogranicza się, jak wspomniałam, do ich użytecznych właściwości. Duchowe pragnienie kontaktu z przyrodą, w miejskich warunkach pomagają zaspokoić np. coraz popularniejsze mikro lasy umieszczone w szklanych naczyniach. Misternie stworzone, samowystarczalne leśne mikrokosmosy żyją swoim rytmem. Ulegają przemianom, które możemy obserwować. Zapewniając im odpowiednie warunki, możemy cieszyć się harmonią, którą uosabiają.
Forest Forever http://www.forestforever.eu/
Projektanci zainspirowani tematem domowej uprawy roślin, za kryterium przyjmujący niewielkie przestrzenie naszych mieszkań tworzą również domowe mini szklarnie. Kompaktowe rozmiary pozwalają stworzyć odpowiedni klimat do wzrostu pojedynczej rośliny. Jednocześnie przedmioty te, będąc małymi dziełami sztuki użytkowej, cieszą nas swoją formą.
Glass Garden proj. Aleksandra Kujawska
Pozostaje pytanie w czym posadzić domowe rośliny, żeby odpowiednio je wyeksponować? Popularnością cieszą się doniczki z betonu architektonicznego. Ten surowy materiał doskonale kontrastuje z delikatnością i witalnością roślin. Beton może mieć swój naturalny kolor, zostać pomalowany lub wybarwiony.
Doniczka Projekt B25
Klasykiem, który nigdy nie wychodzi z mody jest terakota. Piękny kolor i szlachetność gliny, jej naturalność i zdolność utrzymywania wilgoci sprawiają, że tworzywo to jest stworzone do wyrobu donic. Doniczki mogą, ale nie muszą być w stylu śródziemnomorskim. Szczególnie te mniej pękate świetnie sprawdzą się także w nowoczesnych wnętrzach.
ANVÄNDBAR Doniczka samo nawadniająca proj. Maja Ganszyniec dla IKEA
Do prezentacji roślin świetnie nadaje się także ceramika. I to nie tylko doniczki. Również wszelkie wystarczająco głębokie naczynia, takie jak kubki, wazy czy misy będą odpowiednie. Ogranicza nas tu tylko własna wyobraźnia. Zatem do dzieła! Otoczmy się roślinami!
Za nami październik i 10 jubileuszowa edycja Łódź Design Festival. Jej hasłem przewodnim była Toższamość. Organizatorzy wraz z kuratorami oraz projektantami zastanawiali się jak poprzez dizajn manifestuje się tożsamość twórców i odbiorców, co kształtuje tożsamość miejsc, w których żyjemy oraz w jaki sposób dobrze zaprojektowany produkt wpływa na tożsamość marki.
Otwarcie festiwalu było w tym roku szczególnie uroczyste, odwiedzili je najwyżsi przedstawiciele władz samorządowych oraz ministerialnych. Oprócz pochwał i gratulacji dla organizatorów padło wiele deklaracji wspierania tej i podobnych inicjatyw w dziedzinie wzornictwa. Oby zostały one spełnione i dizajn w Polsce miał się coraz lepiej. Podczas ceremonii otwarcia wręczona została nagroda w konkursie make me! oraz nagrody specjalne.
Jubileusz stał się okazją zarówno do podsumowań jak i spojrzenia w przyszłość. Specjalna wystawa jubileuszowa pozwoliła widzom zerknąć wstecz i prześledzić rozwój festiwalu od jego pierwszej edycji w 2007 roku. Prezentowane w bloku The Future is Now wystawy Every Da(y)ta, Random darknet shopper oraz Mars 2030 poruszały tematy nowych technologii, robotyzacji oraz wyzwań stojących przed ludzkością. Przygotowana przez Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie wystawa Mars 2030 prezentowała projekt przestrzeni mieszkalnej przystosowanej do długodystansowych lotów kosmicznych. W projekcie uwzględnione zostały zarówno wymogi bezpieczeństwa jak i komfort fizyczny i psychiczny załogi.
Wystawa No Randomness kontynuująca niejako temat pokazanej na łódzkim festiwalu w zeszłym roku wystawy Niewidzialni Bohaterowie, prezentowała obiekty wypełniające naszą codzienność, których obecność jest dla nas tak oczywista, że nie zastanawiamy się jak dobrze i funkcjonalnie zostały zaprojektowane. Co więcej, to, że stały się tak powszechne zawdzięczają swojemu kształtowi, wielkości, kolorowi itp. Piękno obiektów i wynalazków takich jak m. in. papier, system metryczny, pomarańczowa kamizelka, znak stop czy bieżnik opony, wyraża się właśnie w ich „niewidzialności”. Twórca wystawy, Oscar Lhermitte, po raz kolejny uświadamia nam, że nic dookoła nas nie jest przypadkowe, wszystko zostało zaprojektowane.
Wizytówkę festiwalu niezmiennie od lat stanowią plebiscyty dla młodych projektantów: must have i make me! oraz wystawy pokonkursowe, które co roku możemy na nim podziwiać. Sądząc po zainteresowaniu i ilości zgłoszeń, które wpływają z całego świata, konkurs make me! zdążył już zyskać międzynarodową renomę. Prace laureatów wyróżniają się nie tylko kreatywnością ale także odpowiedzialnością za środowisko oraz, co warto podkreślić, wrażliwością społeczną. Młodzi projektanci starają się wyjść na przeciw aktualnym potrzebom użytkowników, mając jednocześnie na względzie wpływ wdrożenia produktu na środowisko naturalne.
Wyróżnione w tym roku projekty to m. in. Bono Alicji Sieradzkiej oraz MIO, którego autorem jest Toth Balazs z Węgier. Bono to domowy kompostownik odpadków organicznych (takich jak obierki warzyw i owoców, skorupki jaj, fusy z herbaty i kawy, papier). W estetycznej formie zamkniętego naczynia, przy udziale dżdżownic (gat. Eisenia fetida) odbywa się proces przetwarzania części kuchennych śmieci na organiczny nawóz, który przyda się w uprawie domowych roślin czy ziół.
MIO to dzban z nieszkliwionej terakoty, z wielorazowym filtrem z węgla aktywowanego, zapewniającego wolną od zanieczyszczeń wodę pitną. Dzięki użyciu terakoty naczynie schładza temperaturę wody o ok. 10C tak więc nie ma potrzeby przechowywania jej w lodówce. projekt jest odpowiedzią na zwiększone i w dużej części nieuzasadnione spożycie wody butelkowanej, które szkodzi środowisku naturalnemu. Kształt dzbanka nawiązuje to tradycyjnej, stosowanej niegdyś formy, która nie tylko cieszy oko ale również pozwala na obcowanie z cudownym, naturalnym materiałem, jakim jest glina.
Zwycięskim projektem okazał się być Instrument Miejski Jana Pfeifera. Powstał on w wyniku obserwacji zachowań dzieci w parku. Te, przechodząc, uderzają patykami o szczeble barierki, która wydaje przypadkowe dźwięki. Instrument miejski to jednocześnie barierka, która spełnia wszystkie funkcje ochronne oraz instrument muzyczny, którego dźwięki są w pełni harmoniczne. Celem projektu było stworzenie miejsca spotkań, zabaw oraz doświadczeń audialnych. Obiekt składa się z kilku modułów połączonych ze sobą w konfiguracje zależne od danej przestrzeni.
Przyznam, że ucieszyłaby mnie realizacja tego projektu w przestrzeni miejskiej, najchętniej na jednej z kładek w mojej okolicy (o feralnej kładce przeczytasz tutaj)… Zresztą z chęcią weszłabym w posiadanie wielu projektów zaprezentowanych w konkursie (patrz poniższy projekt dekoracyjnych mydeł SEEM SOAP See Valentine). Nazwa plebiscytu słusznie przemawia, a raczej nawołuje do producentów: make me czyli zrób/wyprodukuj mnie!
Drugi z wymienionych konkursów, który co roku śledzimy z niemałą satysfakcją to must have -nagroda dla produktów już wdrożonych na rynek. Satysfakcja bierze się stąd, że spora część z nich jest dostępna w naszym sklepie. Jeżeli którejś z rzeczy jeszcze nie mamy, to jej pojawienia możecie się wkrótce spodziewać.
Pierwsze dni lipca zdecydowanie należeć będą do Gdyni. Gdynia Design Days jest najlepszym letnim miejscem spotkań nie tylko branży projektowej. Dzięki odbywającemu się równolegle najpopularniejszemu w Polsce festiwalowi muzycznemu Open’er o wolnych miejscach w gdyńskich hotelach od dawna można jedynie pomarzyć. W tym roku dodatkową okazją jest 90-lecie miasta Gdynia. W 1926 roku, kiedy Polska odzyskała dostęp do morza, podjęto decyzję o budowie portu Gdynia. Organizatorzy GDD przekonują, że to właśnie rozumiane szeroko ODZYSKANIE jest tym, o co musimy się zatroszczyć w roku 2016. Odzyskać należy mentalne i emocjonalne połączenie z morzem oraz pamięć o miejscowej historii. Morze to żywioły, których energię możemy odzyskiwać, jednak w sposób odpowiedzialny i zrównoważony, wzorując się na krajach, które z problemem zmagają się od wieków. Odzyskać, także w skali mikro możemy surowce tak, by dać im drugie życie. Wreszcie design potrzebuje odzyskania swego właściwego znaczenia (którym wg organizatorów jest gra zespołowa, współpraca różnych środowisk, powiązanie potrzeby, technologii i procesu) oraz powrotu do swego źródła czyli zapominanych lokalnych tradycji, materiałów i związanego z morzem rzemiosła.
Centrum festiwalowym stanie się, jak w poprzednich latach Pomorski Park Naukowo Technologiczny. Tutaj odbędzie się większość wystaw m. in. wystawa główna Odzyskane, Manuba – rzemiosło odzyskane promująca wyprodukowaną przez GDD serię przedmiotów – efektów współpracy projektantów z rzemieślnikami z regionu, wystawy cykliczne jak prezentacja wybranych prac dyplomowych ASP oraz School of Form, wystawa pokonkursowa Młodzi na Start ELLE Decoration (hasło przewodnie : minimalizm), wystawy Konsekwencje oraz Dizajn u źródeł prezentowane w październiku na Łódź Design Festival a także ciekawie zapowiadająca się wystawy Miasto i Las, na którą popularni polscy projektanci zaprojektowali budki lęgowe dla zamieszkujących miasta zwierząt oraz Irrational Times będąca efektem współpracy polskich i szwedzkich projektantów. 90-lecie miasta Gdynia stanie się również znakomitą okazją do przypomnienia o jubileuszu 90-lecia powstania Spółdzielni ŁAD. Wystawie poświęconej jej bogatemu dorobkowi (której jesteśmy partnerem) towarzyszyć będą wykład dr Huberta Bilewicza oraz spotkanie ze współczesnymi projektantami z grupy Tabanda. Nie zabraknie również kreatywnej przestrzeni dla najmłodszych (Kids Design Space) oraz ciekawych warsztatów.
Jednocześnie w przestrzeni miejskiej, czyli strefie miasto kilka wydarzeń towarzyszących m. in. Design w witrynach – na ulicy Świętojańskiej wybrane witryny sklepowe zamienią się w miejską galerię tkanin. W parku Rady Europy stanie Terminal Designu, Marek Cecuła (wybrane projekty artysty zobacz tutaj) pokaże retrospektywę swoich prac w Muzeum Miasta Gdyni. Agnieszka Bar przedstawi kolekcję swoich autorskich przedmiotów ze szkła na wystawie Szkło. Rytuał. W Gdyńskim Centrum Filmowym odbędzie się przegląd filmów oraz targi Projekt Market.
3 -11 września 2016 WAWA Design Festiwal SYNERGIA
Zaraz po szkolnych wakacjach, w pierwszy weekend września rozpocznie się czwarta edycja warszawskiego festiwalu designu Wawa Design Festiwal. W tym roku pod hasłem SYNERGIA. Przez dziewięć dni w Soho Factory – stołecznym centrum artystycznym zajmującym postindustrialne przestrzenie na warszawskiej Pradze Południe, będzie można oglądać, dotykać i poddawać dyskusji wszystko, co związane ze sztuką projektowania. Wystawy, prezentacje, wykłady, a także warsztaty z projektowania, które zawsze cieszą się wyjątkowym zainteresowaniem odwiedzających, w tym roku posłużą pokazaniu w jakiej synergii człowiek występuje z technologią i przestrzenią wokół siebie. Główną atrakcją tegorocznej edycji będą niewątpliwie realizowane razem z firmą Renault – partnerem strategicznym wydarzenia, konkurs na zaprojektowanie samochodu autonomicznego, pierwsza w Polsce wystawa Car Designu PASSION FOR DESIGN & INNOVATION oraz warsztaty z Anthonym Lo Wiceprezesem Designu Zewnętrznego Renault. Po raz czwarty powstanie cykliczna wystawa Projekt Warszawiak, prezentująca prace stołecznych projektantów (zgłoszenia przyjmowane są jeszcze do końca czerwca). Znajdzie się również miejsce dla związanych z designem inicjatyw społecznych jak prezentacja kampanii Dbamy o lepszą codzienność. Nie sposób nie wspomnieć, że ten stosunkowo młody festiwal chociaż organizowany jest w stolicy, jest oddolną inicjatywą prywatnych osób, szczególnie jego organizatorki Iwony Kowalczyk, współtwórczyni pierwszej edycji Gdynia Design Days, rodowitej warszawianki, efektem jej pasji i zaangażowania. „U źródeł pomysłu na nowe cykliczne wydarzenie leżała potrzeba skupienia środowiska twórców, producentów i promotorów designu na promocji kreatywnego projektowania i szerokiej edukacji z zakresu wzornictwa przemysłowego. Z jednej strony chcemy wyraźnie uświadomić projektantom i producentom korzyści, jakie przynosi ich współpraca, a z drugiej strony pragniemy w lekki, interesujący i angażujący sposób pokazywać szerokiej publiczności, czym jest dobry design„. Zadanie to udaje się wykonywać całkiem nieźle. Trzecią edycję Festiwalu odwiedziło ponad 14 tys. osób. Mamy nadzieję, że zarówno popularność jak i prestiż wydarzenia będą z roku na rok wzrastać.
13 – 23 października 2016 Łódź Design Festival Tożsamość
W październiku odbędzie się jubileuszowa, dziesiąta edycja Łódź Design Festival, a jej hasło przewodnie to Tożsamość. ŁDF to jak dotąd najczęściej odwiedzana, związana z designem impreza w Polsce. Poprzednia edycja przyciągnęła w sumie 45 tys. odwiedzających. Jednym z kluczowych elementów festiwalu jest konkurs Make me! (jeszcze do 10 lipca przyjmowane są zgłoszenia), który co roku prezentuje najciekawsze nowe projekty i otwiera młodym projektantom drogę do kariery w zawodzie. Zwycięzca otrzymuje dodatkowo nagrodę w wys. 20.000 zł. Równie rozpoznawalnym, cyklicznym konkursem jest must have! wyróżnienie dla najlepiej zaprojektowanych, nowych produktów na polskim rynku. Prezentująca różne, także międzynarodowe wystawy Sekcja Open Programme skierowana jest przede wszystkim do instytucji, kuratorów, artystów i projektantów, którzy chcieliby podzielić się efektem swojej pracy z szeroką publicznością (nabór projektów do tegorocznej edycji trwa do 3 lipca). Łódź Design Festival daje także możliwość zaprezentowania się komercyjnym firmom, które „wpisują design w swoją strategię działania„. Tym sposobem „sponsorzy i partnerzy aktywnie uczestniczą w programie przygotowując ekspozycje, prelekcje oraz warsztaty„.
21 – 23 października Warsaw Home Expo 2016
Warsaw Home to startujące w tym roku międzynarodowe targi wyposażenia wnętrz organizowane w Ptak Warsaw Expo – nowym centrum targowo – kongresowym. Trzeba przyznać, że miejsce robi wrażenie. Jest to największe centrum targowe w regionie, mające 143 000 m² nowoczesnej powierzchni wystawienniczej i 330 000 m² powierzchni zewnętrznej. Znajduje się w doskonałej lokalizacji, przy autostradzie A2, 10 min od lotniska Chopina w Warszawie. Konsekwentnie budując swą pozycję międzynarodową targi mają szansę stać się imprezą na miarę mediolańskich isaloni w tej części Europy. Tym bardziej, że Polska jest jednym z liderów produkcji mebli na świecie. Wydarzenie kieruje swą ofertę do wszystkich przedstawicieli branży: producentów, dystrybutorów, architektów, projektantów wnętrz, jak również klientów.
Zaplanowano dzień branżowy oraz dni konsumenckie. Powierzchnia wystawiennicza podzielona zostanie na kilka stref: FURNITURE (meble), DECO (oświetlenie, tekstylia, dekoracje), PREMIUM (produkty luksusowe), KITCHEN (meble i akcesoria kuchenne), INTERIOR FINISH (podłogi, ściany, drzwi, schody, materiały wykończeniowe). Dodatkowym wydarzeniem towarzyszącym imprezie będzie Poland Design Festival, na którym będą mogły zaprezentować się niezależne krajowe marki związane z wystrojem wnętrz i designem.
Czy nieoptymalnie działający przedmiot codziennego użytku może pomóc nam żyć lepiej?
„Dbamy o lepszą codzienność” to kampania portalu Watchdogportal.pl (jego nazwa pochodzi od angielskiego watchdog – pies stróżujący) prowadzonego przez Stowarzyszenie Sieć Obywatelska Watchdog Polska, w ramach której zaproszono polskich projektantów do stworzenia serii przedmiotów, które – poprzez swoje nieoptymalne działanie będą inspirować do chwili zatrzymania i namysłu. Są to przedmioty codziennego użytku zainspirowane filozofią działań strażniczych – stałym zwracaniem uwagi na to, co wokół nas nie działa optymalnie, abyśmy mogli żyć lepiej.
„Żyjemy coraz szybciej. W natłoku codziennych obowiązków często brakuje nam czasu na zatrzymanie się i refleksję nad tym, co w naszym otoczeniu – relacjach, lokalnej społeczności czy np. mieście – działa, jak działa i co możemy zrobić, aby działało lepiej. Myślimy o tym zazwyczaj dopiero wtedy, gdy odczuwamy już negatywne konsekwencje braku wcześniejszego namysłu i działania. Często wtedy staje się też dla nas oczywiste, że coś mogliśmy wcześniej zrobić – poprawić, ulepszyć, zmienić” – pisze Katarzyna Batko-TołućCzłonkini Zarządu Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska.
Celem kampanii jest przedstawienie i popularyzacja idei oraz filozofii działań strażniczych oraz promocja osób w nie zaangażowanych (tzw. strażników/watchdogów), czym od lat zajmuje się Sieć Obywatelska.
„Działania strażnicze, których popularyzacją i wsparciem zajmuje się Sieć Obywatelska, polegają na stałym monitorowaniu decyzji instytucji publicznych mających wpływ na nasze życie. W kampanii chcemy opowiedzieć o tym w nietypowy sposób, inspirując jednocześnie do takiego myślenia i działania także w życiu prywatnym. Stąd pomysł połączenia strażników z projektantami przedmiotów użytkowych i stworzenia serii przedmiotów codziennego użytku zainspirowanych ideą działań strażniczych.” – tłumaczy Agnieszka Podgórska, Dyrektorka ds. rozwoju Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska.
Do udziału w projekcie zaproszeni zostali polscy projektanci (m.in. Jan Kochański, Nikodem Szpunar i Kamila Niedźwiedzka, Agnieszka Bar, Jakub Koźniewski) oraz wspierani przez Sieć Obywatelską strażnicy (Piotr Kodzis, Monika Bienias, Wojciech Paszkowski, Małgorzata Łosiewicz i Robert Chomicki).
W wyniku ich spotkań powstały jak do tej pory trzy przedmioty.
Pierwszym z nim jest czajniczek do herbaty zaprojektowany przez Jana Kochańskiego i Piotra Kodzisa.
Jan Kochański:
„Dobrze zaprojektowane przedmioty są dla użytkowników niewidzialne. Nie nastręczają problemów. Pomagają w spełnianiu podstawowych, codziennych czynności. Jeśli przedmiot działa poprawnie, nie widzimy go na co dzień.
W tym projekcie zaintrygowało mnie to, że musiałem spojrzeć na swoją pracę w nieco inny sposób – musiałem stworzyć produkt, który właśnie nie będzie do końca dobrze funkcjonował. Przedmiot, który zaprojektowałem, już na pierwszy rzut oka ma dziwną formę. Jego konstrukcja opiera się na formie kuli, idealnej bryły. Natomiast kluczowe elementy dzbanka, doczepione do kuli, takie jak dziubek, pokrywka, rączka czy podstawka, na której stoi, sprawiają wrażenie, jakby się poprzesuwały, jakby były nie do końca na swoim miejscu. Kiedy chcemy nalać z czajniczka herbatę, okazuje się, że ręką, którą chwytamy za rączkę, musimy wykonać nienaturalny ruch. Zależało mi jednocześnie na tym, żeby przedmiot był w pełni funkcjonalny. Dlatego też został wykonany w tradycyjnej technice ceramiki, z przyjemną, drewnianą rączką, która jest miła w dotyku i nie nagrzewa się tak jak pozostała część dzbanka.
Projektowanie rozpocząłem od spotkania z Piotrem Kodzisem, który jest jednym ze strażników w Sieci. Odwiedziłem Piotra w jego domu na Sejneńszczyźnie. To, co zwróciło moją uwagę, kiedy spotkałem się z Piotrem, to fakt, że działa w zasadzie samotnie. Z jednej strony ma wsparcie Sieci. Z drugiej tam, w swojej okolicy, wydaje się być samotnym jeźdźcem. Spotkanie z nim było dla mnie inspiracją, żeby stworzyć obiekt, wokół którego można się spotkać.Takim przedmiotem jest właśnie czajniczek do herbaty – buduje wokół siebie możliwość spotkania i rozmowy.
Chciałbym, aby ludzie kupując ten dzbanek, wprowadzając do swojego życia, przypominali sobie o tym, że zawsze mogą coś zmienić, coś ulepszyć. W życiu codziennym możemy w miarę łatwo zmieniać swoje otoczenie, wymieniać przedmioty, inaczej nimi gospodarować – wtedy odczuwamy jakąś pozytywną zmianę, która dzieje się natychmiast. Mam wrażenie, że w życiu publicznym wiele osób nie podejmuje się takich działań, ponieważ ma poczucie, że to nic nie zmieni. A jednak patrząc na Piotra, widać, że te zmiany zachodzą i są pozytywne. Ten projekt jest także po to, aby zwrócić uwagę, iż w taki sam sposób, w jaki kreujemy naszą prywatną przestrzeń, możemy kreować społeczną rzeczywistość, to jak funkcjonujemy jako społeczność, jako obywatele”.
Drugim przedmiotem jest lustro zaprojektowane przez Studio Szpunar – Nikodema Szpunara i Kamilę Niedźwiedzką oraz Monikę Bienias
Studio Szpunar:
„Przedmioty codziennego użytku powinny mieć jakąś funkcję, poza funkcja dekoracyjną, powinny ułatwiać człowiekowi życie. Przedmiot funkcjonalny (…), /ma/ nam umożliwić realizację zamierzonego celu, a nie zwracać na siebie uwagę. Tutaj zadanie było zupełnie inne. Mieliśmy zaprojektować rzecz, która nie jest do końca funkcjonalna, przez co zmusza do refleksji nad tym, co wokół nas działa, a co nie działa i co mogłoby działać lepiej. Można oczywiście podejść do tego tematu dosyć błaho i zrobić po prostu tępy nóż, którym nie jesteśmy w stanie ukroić chleba. Ale z drugiej strony pomyśleliśmy, że warto głębiej to przemyśleć i stworzyć coś, co da pole do zastanowienia nad samym sobą. Dlatego pomyśleliśmy o lustrze jako przedmiocie, który odbija nas samych, dzięki czemu możemy sami ze sobą prowadzić dialog.
Proces projektowania zaczęliśmy od wizyty u Pani Moniki – strażniczki w miejscowości Czubajowizna. Porozmawialiśmy z Panią Moniką o jej historii, o tym, jak zaczęła być strażnikiem, w jaki sposób dołączyła do Sieci, czym się zajmuje, z jakiego rodzaju przeciwnościami się zmaga. Głównym problemem, który zauważyliśmy, jest to, że lokalna władza często działa niejasno, nie pokazuje wszystkiego, co robi – nie przekazuje informacji mieszkańcom. Ten problem jawność informacji zainspirował nas do tego, żeby pójść w kierunku lustra i klarowności odbicia.
Zaprojektowane przez nas lustro jest wyjątkowe – pokryte wzorem, który sprawia, że widoczne w nim odbicie jest nierówne, poszatkowane. Efekt jest taki, jakbyśmy spoglądali na swoje odbicie przez deszcz. Obraz jest rozmyty i pocięty. Żeby zobaczyć swoje odbicie w tym lustrze, trzeba się nagimnastykować, podejść, spojrzeć pod innym kątem, jednak nadal nie będzie to czyste odbicie jak przy tradycyjnym lustrze. Dodatkową wartością tego przedmiotu jest to, że jest atrakcyjny wizualnie, przyciągający uwagę, będący dobrym uzupełnieniem wnętrza. Nasze lustro ma specyficzny kształt wycięty w technologii water jet – jest to technologia, która wykorzystuje wodę pod dużym ciśnieniem. Samo lustro również jest nietypowe – jego krawędzie są białe, a nie – jak w przypadku większości luster – zielone. Do naniesienia wzoru na lustro wykorzystaliśmy tradycyjną technikę druku nazywaną sitodrukiem. Polega ona na tym, że przenosimy ręcznie farbę na powierzchnię przedmiotu przez odpowiednio naświetlone sito, przez jego drobne oczka. Patrząc na nie możemy zadać sobie pytanie, czy my jesteśmy w porządku, czy to, jak działamy, jest fair i czy na pewno robimy wszystko, żeby było lepiej, czy może jednak ignorujemy i nie zwracamy uwagi na pewne aspekty codzienności. Zależało nam na tym, żeby stworzyć obiekt, który nie będzie się kurzył. Chcieliśmy, aby zawisł na ścianie i przypominał codziennie komuś, kto na niego spojrzy, że rzeczywistość nie jest doskonała i warto ją ulepszać”.
„Wierzę w to, że przedmioty, które nas otaczają, mają wpływ na jakość naszego życia i czasem przedmiot potrafi pokierować naszymi myślami i mieć wpływ na decyzje, które podejmujemy. Tym, co jest zawsze moim celem w projektowanych przeze mnie przedmiotach, to przekazanie czegoś użytkownikowi – chodzi o to, aby to nie był tylko fizyczny obiekt, który po prostu jest i którego nie zauważamy, ale żeby grał jakąś rolę w naszym życiu codziennym. Zostałam zaproszona do projektu aby stworzyć przedmiot, który działa nieoptymalnie – nadal możemy z niego korzystać i go używać, ale nie przechodzimy obok niego obojętnie.
Inspiracją do mojego projektu było spotkanie z panem Wojciechem Paszkowskim, który jest jednym ze strażników działających w Sieci Obywatelskiej. Spotkaliśmy się u pana Wojciecha w domu w Siennej w Kotlinie Kłodzkiej. Pan Wojciech opowiadał mi dużo o swojej działalności, o misji i motywacji, z jaką działa w swoim rejonie, lokalnie. Spotkaliśmy się w jadalni, w bardzo jasnym, przestronnym miejscu, w którym było mnóstwo czystych talerzy, gotowych do nakrycia i spożywania posiłku. Już wtedy zrodziła mi się myśl, żeby zaprojektować naczynie. Pan Wojciech wspominał mi, że działa jako strażnik/watchdog, ponieważ wydaje mu się, że ludzie pewnych rzeczy nie zauważają albo wręcz nie chcą ich widzieć. Nawet kiedy dostrzegą jakiś problem, często udają, że go nie ma. Może z powodu braku siły czy świadomości, że możemy zawalczyć o jakąś rzecz, nie robimy tego. Chciałam w zaprojektowanym przeze mnie przedmiocie przekazać więc również to, że jeżeli zauważymy pewien problem, to możemy się nad nim zastanowić, pomyśleć i podjąć działania. Wybrałam szklankę, ponieważ jest to przedmiot, z którym mamy styczność kilka razy dziennie, więc jest szansa na to, że zatrzymamy się i pomyślimy.
Szklanka, którą zaprojektowałam jest pochylona – patrząc na nią może nam się wydawać, że w momencie nalewania płynu szklanka się przewróci. Jednak kąt jej pochylenia został tak wymierzony, aby zachowała swoją stabilność, jednocześnie powodując w nas tę niepewność. Szklanka została wykonana w technice formowania ręcznego szkła na gorąco przy piecu hutniczym. Ten proces polega na wybieraniu gorącej masy szklanej z pieca, kształtowaniu go w bańkę szklaną i rozdmuchiwaniu w określony, docelowy kształt do formy drewnianej. Drugi etap polegał na szlifowaniu szkła tradycyjnymi technikami z użyciem kamieni, po to, aby szklankę pochylić, odchylić ją od osi i aby uzyskać specyficzne płaszczyzny.
Dzisiaj wszyscy się spieszymy. Myślę, że dążenie do wyciszenia, do sprowadzenia pewnych czynności do rytuałów ma sens. Myśląc o tym projekcie, też sama siebie obserwuję i wydaje mi się, że posiadanie takiego nieoptymalnego przedmiotu, z którego korzystamy codziennie, może spowodować lawinę chęci zmiany czegoś”.
Na początek wytłumaczę się ze stosowania wyrazu obcego. Dlaczego „design”? Czemu nie użyć polskiego słowa? Wiem, wiem: „Polacy nie gęsi…” zwykle także jestem przeciwniczką zapożyczeń czy językowych kalek. Usprawiedliwieniem ich użycia może być tylko brak właściwego odpowiednika. Tak jest też w tym przypadku. Znaczenie angielskiego słowa „design” (dopuszczalna również spolszczona pisownia: „dizajn”) jest po prostu szersze, bardziej pojemne od polskich odpowiedników i na tym polega jego przewaga. Pojęcie designu zawiera zarówno to, co mamy na myśli mówiąc „wzornictwo” czy „wzornictwo przemysłowe” jak i to, co rozumiemy przez „projekt”. Określeń polskich można używać zamiennie, w zależności od kontekstu, jednak „design” obejmuje wszystko. „Designer” to projektant. Design to zarówno przelany przez niego na papier czy monitor komputera zamysł, wzór, projekt właśnie, jak i zmaterializowany efekt jego pracy. Inaczej mówiąc, design to zarówno projektowanie, jak i rzeczy, które zostały zaprojektowane.Design to cały proces zawarty w jednym słowie.
Lampa z serii Himmeli marki Nasu
W designie chodzi o to, jak coś zostało zaprojektowane – jaki jest dany przedmiot (a także przekaz graficzny, czy usługa), jaką szeroko pojętą formę przybiera. Nie dotyczy to jednak jedynie wyglądu owej rzeczy.
Niekiedy utożsamiamy design z wyglądem. Jest to rozumienie bardzo zawężone, wypaczające sens projektowania. Forma przedmiotów, którymi jesteśmy na co dzień otoczeni, nie jest dowolna, musi być podporządkowana ich funkcji. Funkcja przedmiotu – to do czego jest nam potrzebny, stanowi niejako jego treść. Forma ma zaś tej treści jak najlepiej służyć. Wygląd w designie (wyłączając przedmioty wykonane stricte do ozdoby) nie jest czystą ekspresją projektanta czy „sztuką dla sztuki”, ale wypadkową wielu założeń, które przedmiot powinien spełniać. Projektant powinien być po trosze artystą, wynalazcą, jak i rzemieślnikiem czy inżynierem – musi rozumieć technologię i surowiec, z którego tworzy. Co więcej, w grę wchodzi empatia i zrozumienie potrzeb osób, dla których rozwiązanie projektuje. Design to złożony proces, którego najważniejszym ogniwem jest odbiorca. Zadanie designera jest odpowiedzialne, ponieważ to za jego sprawą życie zostanie nam ułatwione lub choćby uprzyjemnione, bądź przeciwnie, będziemy się przez niego potykać, garbić lub tracić wzrok.
VeryGraphic. Polish Designers of the 20th Century Red.: Jacek Mrowczyk Wyd.: Culture.pl, Warszawa 2015
Co zatem z urodą przedmiotów? Czy ich aspekt estetyczny jest nieważny, drugorzędny? Na pewno nie. I w tym także głowa projektanta. Piękno jest wartością, której bym nie umniejszała. Różnimy się typem wrażliwości i sposobem patrzenia na świat. Piękno może być różnie definiowane i inaczej ustawione w naszej osobistej hierarchii. Jednak obcowanie z nim, z pewnością jestludzką potrzebą domagającą się zaspokojenia.
Seria mebli Teddy Bear, proj. M. Wierszyłłowski dla NOTI
Tylko, jak mówi powiedzenie, czy ładne jest to co ładne, czy to, co się komuś podoba? Nie ma niestety uniwersalnej odpowiedzi. Jak głosi jedna z prawd psychologii, każdy dostrzega w otoczeniu to, co „chce” zobaczyć jego (zwykle nieświadomy) umysł. Nie jesteśmy odpowiedzialni za reakcje innych osób, ponieważ tak naprawdę, nie mamy na nie wpływu. Próby estetycznego zadowolenia wszystkich nigdy nie przynoszą niczego dobrego. Zwykle kończą się powielaniem schematów, asekuranctwem, czyli wizualną nudą lub przeciwnie – nadmiarem i kiczem. Zamiast starać się przypodobać, projektant powinien mieć możliwość bycia odważnym i pragnąć zarazić odbiorców swoją wizją. Mając jednocześnie świadomość, że projekt mimo wszystko części osób nie będzie odpowiadał.
Gmach Filharmonii im. M. Karłowicza w Szczecinie projektu studia Barozzi. Fot. Filip Kacalski
Z rozumieniem designu wiąże sięparadoks. Z jednej strony jest on „przezroczysty”, jest wszędzie i we wszystkim, zewsząd nas otacza. Z drugiej strony postrzegamy go jako pewien luksus, nieobecny w codziennym życiu. Jak to możliwe? Design można porównać do pogody. Tak, jak zawsze jest j a k a ś pogoda, tak technicznie, wszystko ma j a k i ś design, ponieważ zostało jakoś zaprojektowane i wyprodukowane. Rzecz w tym, czy j a k o ś, czy odpowiednio i z należytą dbałością. Mówiąc, że „nie ma pogody” mamy na myśli pogodę byle jaką, nieprzyjemną. Tak samo „brak” designu odczuwamy negatywnie — jako coś przykrego, co nam doskwiera. Brak decyzji jest decyzją. Nie przykładając wagi do tego, by produkty i nasza przestrzeń były rzetelnie i fachowo zaprojektowane popełnia się grzechobojętności, zbrodnię zaniechania.
Pieczątka modico R45 proj. M. Golędzinowska, B. Małczyński. Nagroda Red Dot 2010 w kategorii biuro.
Opis wspomnianego wyżej, dotkliwego braku czegoś, co jednak jest, ów nie-design czy anty-design, znalazłam w książce „Ostatnie Historie” Olgi Tokarczuk. Autorka wymieniając otaczające bohaterkę przedmioty, opisuje coś w rodzaju czyśćca czy stanu przejścia pomiędzy życiem a śmiercią, w którym ta się znalazła:
„Zobaczyła mały bar przy drodze, z namalowanym na białym tynku Kaczorem Donaldem. […] Było to nieduże pomieszczenie całe obite plastikowymi, białymi panelami. Podłoga była wyłożona szarą, zimną terakotą. Bufet i wszystkie meble odlano z białego plastiku – ogrodowe krzesła i stoliki z dziurą w środku, w którą wstawia się parasol, wieszaki przy drzwiach, półki pod sztuczne kwiaty, doniczki. Wszystko inne było czerwone – solniczki i cukierniczki, pojemniki na serwetki, nylonowe zasłonki w oknach, obszyte białą koronką. Wszędzie nieznośny kontrast bieli i czerwieni […] Wtedy kelnerka przyniosła jej jedzenie: sześć pierogów na plastikowym talerzu, polanych tłuszczem ze skwarkami. Obok położyła plastikowe sztućce na białej serwetce. I po drugiej stronie barszcz w plastikowym, miękkim od ciepła kubeczku. Barszcz był z torebki, a pierogi musiały być gotowe […]. Wzięła do ust kęs, nie miał smaku, był ciepły, to wszystko”.
Czy przygnębiająca puenta musi być taka, że w Polsce design „ani nas ziębi, ani grzeje”. Generalnie wszystko nam jedno, byle było w barwach narodowych? Czy może jednak wszechogarniająca nas lichość stała się w pewnym momencie wystarczająco nieznośna, żeby chcieć wyjść z owej stagnacji i projektowego niebytu?
Design to szeroki temat społeczny, dotyczący nas wszystkich, który często traktuje się jednak jak niszową dziedzinę związaną z produkowaniem ekskluzywnych dóbr. Wspomniane, dość powszechne skojarzenie z tym słowem streszcza się w nielubianym przeze mnie przymiotniku „designerskie”. Ten słowny koszmarek straszy mnie od dawna w różnych wypowiedziach, redukując design do tego, co luksusowe i ekstrawaganckie — czytaj: drogie i na pokaz. Za sprawą owego słowa, zamiast w języku potocznym oznaczać (tylko i aż) „rzecz (dobrze) zaprojektowaną” design stał się synonimem snobizmu. Jak pisze Marcin Wicha w książce „Jak przestałem kochać Design” tak odświętnie rozumiany design istnieje tylko po to, by uzasadniać cenę.
Czy jednak snobizm to coś z gruntu złego? Czy nie jesteśmy gotowi oceniać go różnie, w zależności od tego na co „się snobujemy”? Nie demonizowałabym mody na „designerskie” gadżety. Zastanowiłabym się raczej, do czego one nam służą – jakie potrzeby zaspakajają? Czy chęć zamanifestowania własnego statusu, ustawienia się wyżej w hierarchii lub podkreślenie przynależności do bliskiej nam grupy społecznej, nie jest stara jak świat? Czy nie do tego od zawsze służyły przedmioty? To truizm, ale gdzie i jak mieszkamy, co i na czym jadamy, w co się ubieramy i czym jeździmy, może określać naszą społeczną pozycję. Nie negujmy również zupełnie potrzeby otaczania się przedmiotami wysmakowanymi. Design służy również do przyjemności. Jeśli docenimy funkcjonalny przystanek, kasownik, lub czytelne oznakowanie, dlaczego nie może cieszyć nas również piękna i oryginalna wyciskarka do cytrusów (i nie mam tu na myśli pewnego opatrzonego przedmiotu na stalowych nóżkach).
JUICY – wyciskarki do cytrusów proj. Aleksandra Stencel
Design to zarówno sztuka użytkowa, jak i funkcjonalne, ergonomiczne, łatwe w obsłudze przedmioty podstawowego przeznaczenia. Może być jednocześnie codziennością i odskocznią od niej. Dotyczy zwykłych przedmiotów i tych luksusowych. Nie powinien być zarezerwowany ani dla jednych, ani dla drugich. Jak w życiu. Wszystko jest kwestią zachowania odpowiednich proporcji. Dobra kawa w ulubionej filiżance i chwila wolnego czasu to także luksus.
Filiżanka do cappuccino ENDE ceramics.
Rynek dóbr luksusowych istnieje od wieków i patrząc historycznie, to on od zawsze doceniał i wspierał twórców. Projektanci, rzemieślnicy, artyści, architekci nie istnieliby bez mecenasów i zamożnych nabywców. Demokratyczne rozumienie designu jest zjawiskiem stosunkowo nowym. Prawo do designu dla każdego to coś, czego dopiero się uczymy. Choć trzeba przyznać, że jako Polacy uczymy się niezwykle wolno. Opieszale przyswajamy fakt, że dobrze zaprojektowane środowisko należy się wszystkim, powinno służyć każdemu.
Przykład z życia: Od dzieciństwa przechodzę po pewnej kładce nad pewną warszawską ulicą. Za każdym razem wchodząc lub schodząc po schodach, zastanawiam się jakie ukryte intencje miały osoby odpowiedzialne za ich zbudowanie. Czy z rozbawieniem spoglądają teraz z okien któregoś z pobliskich bloków, podziwiając pochód ministerstwa śmiesznych kroków, który nam zgotowały? Każdy pojedynczy stopień starcza na około trzy czwarte kroku – idąc schodek za schodkiem, drobisz jak gejsza, idąc co dwa, sadzisz susy godne Johna Cleese’a.
Plakat WARSZAWA City Art Posters
Pewnego razu uczestniczyłam w ożywionej dyskusji na temat warszawskiego Wilanowa – jego jednorodzinnej części (epoka tzw. Lemingradu miała dopiero nadejść). Chaotyczna zabudowa i budowlana fantazja (modernistyczne bunkry w sąsiedztwie zamków Gargamela i dworków szlacheckich w stylu polskim) wywoływały we mnie sprzeciw, który nieopatrznie wyraziłam. Koledzy zareagowali żywiołowo, poczuli się oburzeni tym pragnieniem zamachu na osobistą wolność obywateli. Ów architektoniczny miszmasz był ich zdaniem wyrazem elementarnego, nietykalnego, przypisanego każdemu prawa zbudowania sobie, na s w o j e j działce domu tak brzydkiego i „od czapy” jak to tylko możliwe. Prawo do wizualnego ładu brzmiało śmiesznie przy prawach do osobistej wolności i własności prywatnej. Wyobraźmy sobie człowieka maszerującego z transparentem „prawo do designu” – czy nie weźmiemy go za wariata?
Czy planowanie przestrzeni narusza prawa człowieka? Dyskusja wywołała emocje, ponieważ dotyczyła konfliktu wartości. Wolność i własność prywatna, jak wiemy, są w Polsce świętością. Dochodzą do tego oczywiste historyczne zaszłości. Pytanie zatem, czy jesteśmy w stanie zrzec się jakiejś części swojej osobistej swobody na rzecz czegoś innego, co także ważne? Czy to, co wspólne jest dla nas wartością? Gdzie przebiega granica pomiędzy tym, co prywatne i tym, co publiczne? Dom jest prywatny, ale krajobraz, do którego jego bryła należy już nie. Płot Kowalskiego, ale billboardy na nim widzi k a ż d y, kto przejeżdża obok publiczną drogą. Design przestrzeni publicznej wymaga kompromisów i wypracowania społecznej umowy.
Mydło do rąk z serii kosmetyków YOPE nagrodzonych wyróżnieniem Must Have 2017
Czy gust ma tu coś do rzeczy? Na co dzień lubimy oceniać to, co obserwujemy, w kategoriach dobrego i złego gustu. Czy takie rozgraniczenie ma rację bytu? Czy ktoś może czuć się uprzywilejowany? W moim przekonaniu nie jest to sprawa zero-jedynkowa. Gust, czyli nasze obycie czy wrażliwość estetyczną (tak jak inne rodzaje wrażliwości), kształtują doświadczenia i otoczenie. Przypomina mi się jednak kartezjański dowód na równość ludzi pod względem ich władz umysłowych: nikt, zapytany, nie uskarża się przecież na ich niedobór. Nie ubolewamy nad swoją inteligencją. Głupotę lubimy zarzucać wyłącznie innym. Podobnie jest z dobrym gustem. Wszyscy uważamy, że go mamy. Tylko dlaczego otacza nas tyle brzydoty? Gust to temat tabu, o którym, jak wiadomo, nie dyskutuje się. Podważając czyjeś kompetencje w tej kwestii, głęboko obrażamy jego uczucia. Wyjątkiem są projektanci (architekci, graficy, artyści). Ich dobry gust możemy podważać zawsze i na wszelkie sposoby. Projektant nie ma przecież prawa nikomu niczego narzucać. Wywyższać się, twierdzić, że wie lepiej. Przecież to my – klienci, inwestorzy, użytkownicy jesteśmy najważniejsi, ergo jesteśmy miarą wszechrzeczy. Także sami najlepiej na wszystkim się znamy, nawet na sprawach, które powierzamy innym.
Dobry design cechujeskromność. Podstawą uczciwości w podejściu do (każdego) tematu jest odpowiednia ilość pokory, którą powinni wykazać się wszyscy zainteresowani. Projektowanie słusznie odżegnuje się dzisiaj od protekcjonalnego podejścia. Pycha rzeczywiście może tu być niebezpieczna. Zachodzi wtedy, kiedy ktoś naprawdę uzna, że wie lepiej i swoim projektem zamierza na nas wpłynąć, nakłaniając lub odwodząc od pewnych działań czy praktyk. Słowem, kiedy pragnie się użytkownika u p u p i ć. Design nie powinien również, celowo lub nie, wykluczać żadnej grupy. Powinien służyć raczej wyrównywaniu szans. Oczywistym skojarzeniem jest znoszenie barier architektonicznych dla osób z niepełnosprawnościami, czy udogodnienia dla dzieci, ale istnieje mnóstwo innych, mniejszych przykładów ułatwiania życia przeróżnym nieuprzywilejowanym grupom. Choćby nożyczki dla leworęcznych itp.
KASKA proj. A. Wianecka. Miejski kask rowerowy dla kobiet. Make me! 2015
Projektant powinien zatem być zarazem odważny (wizja) i skromny. Zachowując dystans do własnej pracy, jednocześnie nie musi usuwać się w cień. W wielu sprawach ufamy specjalistom. Dlaczego design w dziedzinie produkcji przemysłowej czy w sferze przestrzeni publicznej traktujemy po macoszemu? Dobry gust (który, co zostało udowodnione, mamy wszyscy) nie wystarczy.Prawdziwym znaczeniem autorytetu jest to, że komuś wierzysz, ponieważ swoją wiedzą, doświadczeniem i postawą zasłużył sobie na zaufanie. Autorytet nie jest arbitralny czy narzucony, zostaje wypracowany. Na tym powinno polegać zawierzenie designerom. Na owym kredycie zaufania, którym ich obdarzymy. Są wszakże w swojej dziedzinie fachowcami. Mają szereg kompetencji, wiedzę i doświadczenie. To jest ten wkład, który projektanci mogliby włożyć w ulepszenie świata… gdybyśmy tylko im na to pozwolili.
Co roku, w październiku, Łódź staje się ośrodkiem polskiego i światowego designu, przyciągając tysiące odwiedzających z kraju i z zagranicy. Za nami tegoroczna odsłona festiwalu. Poprzednią odwiedziło 45 tysięcy osób. Jestem przekonana, że mimo zimna i niesprzyjającej aury, w tym roku wynik został pobity. Wystawy cieszyły się ogromnym zainteresowaniem publiczności, co wskazuje na to, że popularność i ranga tego wydarzenia, z roku na rok, rośnie.
Konsekwencje to jednocześnie motyw przewodni tegorocznego festiwalu, jak i tytuł jednej z wystaw głównych. Konsekwencjami zmian technologicznych, społecznych i kulturowych są zmieniające się potrzeby ludzi na całym świecie. Przedmioty zaprezentowane na wystawie miały być próbą odpowiedzi na owe wyzwania, stawiane projektantom przez rzeczywistość. Z drugiej strony pokazane obiekty zostały zaprojektowane tak, aby zminimalizować konsekwencje ich nabycia i użytkowania. Chodzi tu o konsekwencje dla jednostek, całych społeczeństw oraz środowiska naturalnego. Celem projektów była realna poprawa jakości życia w konkretnie określonych warunkach, niskie cena i zużycie materiałów a także wysoka wydajność energetyczna. Pytanie o to, w jakiej mierze projektantom udało się sprostać powyższym wyzwaniom, organizatorzy pozostawili otwarte. Odpowiedź na pewno nie jest jednoznaczna. Dotyczy bowiem tego, czym jest design w ogóle i jakie są jego zadania. Niektóre projekty wydały mi się kontrowersyjne i skłoniły do zastanowienia w jakiej mierze design powinien być krytyczny. Czy pragmatyka w podejściu do projektowania nie przysłania nam prawdziwych problemów jakimi są przyczyny sytuacji, w których na świecie znajduje się wiele osób i całych społeczności? Czy design ma jedynie odpowiadać na potrzeby będące konsekwencją złej sytuacji życiowej ludzi? Czy może powinien skupić się na rozwiązaniach przyczyniających się do zniesienia powodów owej sytuacji… Czy projektowanie mobilnych pojemników na wodę ułatwiających jej transport kobietom, dzieciom czy osobom starszym nie jest dwuznaczne moralnie? Czy nasza solidarność nie powinna objawiać się raczej poprzez wsparcie budowy studni… Rozumiem, że projektant miał dobre intencje ale moim zdaniem zabrakło refleksji o… konsekwencjach właśnie. Czy w konsekwencji takiego myślenia będziemy teraz projektować niezatapialne pontony dla imigrantów, ubrania odporne na ciosy dla ofiar przemocy? Istnieje możliwość, że źle odczytałam przesłanie. Zamysłem autora projektu była może ironia, chodziło o wzbudzenie kontrowersji, włączenie w głowach odbiorców „czerwonej lampki” skłaniającej do refleksji. Przekazanie w mikro skali tego samego przesłania, którym kierował się Bansksy, tworząc swój Dismaland.
Konsekwencje. Konstrukcja umożliwiająca gotowanie przy pomocy energii słonecznej.
Niewątpliwą atrakcją festiwalu była wystawa Niewidzialni bohaterowie. Geniusz rzeczy codziennych zorganizowana przez Vitra Design Museum. Był to oryginalnie zaprezentowany zbiór, chciałoby się powiedzieć prozaicznych przedmiotów, które ułatwiają nam codzienne życie. Zaszczytu dostąpiły m. in. spinacz, gumka recepturka, karteczka „post it”, kredki, prezerwatywa, żarówka, zamek błyskawiczny, wieszak, puszka, folia bąbelkowa, rzep… Autorzy przyjrzeli się wszystkim aspektom takich przedmiotów: innowacyjności wynalazku, efektywności masowej produkcji, historycznym ewolucjom, estetyce i różnorodności form. Wystawa dowiodła, że design jest wszędzie, dotyczy wszelkich aspektów życia oraz, że jego przymiotami są nie tylko kreatywność i pomysłowość ale także pokora i skromność. Albowiem dzięki niemu małe bywa naprawdę wielkie.
Jednym ze znaków rozpoznawczych Łódź Design Festival jest wystawa prezentująca laureatów konkursu make me! Spośród niemal 250 zgłoszeń młodych projektantów, z Polski i z zagranicy, jury wybrało 25 projektów. Prace oscylowały głównie wokół tematyki społecznej. Zwycięską okazała się praca Marlene Huissoud Z owadów – przedmioty wykonane z propolisu – naturalnej, biodegradowalnej żywicy uzyskanej z odpadów produkowanych przez pszczoły. Autorka, do wykonania rzeźb-wazonów wykorzystała techniki obróbki szkła, uzyskując przykuwającą uwagę formę. Przedmioty sprawiają wrażenie wykonanych z czegoś pomiędzy ceramiką a tworzywem. Dzięki wynalezionej przez siebie technologii autorka może przygotować materiał do budowy obiektów z różnorodnych dziedzin, od meblarstwa po modę. Wśród laureatów znalazły się również biurko/stół DESTA Anny Wójcik, buty Prymitywy Jagody Frycy oraz urna NURN Joanny Jurgi – projekty, o których już pisaliśmy, w artykułach: Oryginalnie. Wawa Design Festiwal oraz Nomadyzm w Designie.
make me! I fala proj. Gabriela Filter. Edukacyjna gra planszowa o pierwszych ruchach kobiecych.
make me! KASKA proj. Alicja Wianecka. Miejski kask rowerowy dla kobiet
Must have to plebiscyt i znak jakości nadawany za nowy produkt polskim projektantom i/lub producentom. Wystawa pokonkursowa prezentowała część wyróżnionych przedmiotów. Oprócz dobrze mi znanych, wielce udanych projektów (jak lustro TAFLAZięta Prozessdesign, lampa ReflexTAR, krzesło Kowalskiegonowy model, regał DynksTabanda czy stołek Słoik Malafor) moją uwagę przykuł hamak marki Lesovik. Mieszczący się w malutkim woreczku, wykonany z lekkiego i wytrzymałego materiału przedmiot, rozpięty, wyglądem przypomina wielki liść bananowca. Wyjątkowo prosty, praktyczny i estetyczny produkt, który sprawia, że biwakując w lesie nie czułabym się jak intruz. Jak co roku cieszy nas i napawa dumą, to, jak duża część nagrodzonych must have produktów jest dostępna w naszym sklepie.
Wartą dostrzeżenia wydała mi się również wystawa Odczarować wiklinę, która była efektem semestralnej pracy studentów Pracowni Projektowania Alternatywnego Wydziału Form Przemysłowych ASP w Krakowie. We współpracy z lokalnymi wytwórcami wiklinowych przedmiotów, ucząc się od nich rzemiosła, studenci mieli za zadanie stworzyć przedmioty współczesne w formie i zastosowaniu. Wykonali je, moim zdaniem, wzorowo. Wiklina została „odczarowana” – pokazana jako materiał mieszczący się w najnowszych trendach, wytrzymały, estetyczny i w stu procentach ekologiczny – szybko odnawialny i biodegradowalny, a także odpowiedzialny społecznie.
Na zakorzenienie designu w tradycji zwracały również uwagę wystawy Dizajn u Źródeł Zamku Cieszyn oraz Uwolnić Projekt Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie i Stowarzyszenia z siedzibą w Warszawie. Obie wystawy postawiły na ścisłą współpracę projektantów z rzemieślnikami, podkreślając korzyści płynące z zapoznawania się przez nich z tradycyjnymi, regionalnymi technikami wytwarzania przedmiotów oraz potrzebę sięgania do dawnych wzorów. Projektanci spotykali się z twórcami ludowymi, zgłębiali metody produkcji w działających od lat zakładach produkcyjnych. My mogliśmy obejrzeć to, co z owych spotkań wynikło, czyli współczesne projekty inspirowane tradycją.
Dizajn u źródeł. Mydlanolina – mydło z naturalnych składników z terenu Karpat. Opakowanie z wełny czesankowej.
Wydarzeniem z pogranicza interaktywnej wystawy i happeningu były Kreacje z natury – Stolarnia zmysłów. Za sprawą kreatywności, pasji i poczucia humoru grupy projektowej Tabanda (przy współpracy z Barlinek oraz Design Alive) powstała przestrzeń pozwalająca doświadczać drewna wszystkimi zmysłami. Przemieniwszy się w brodacza, w koszuli w kratę, odwiedzający mogli wypróbować tradycyjnych stolarskich narzędzi, takich jak piła dwuręczna, dłuta czy heble.